Dramat Barcelony. Nie wytrzymał i polały się łzy

Dawid Szymczak
Bolały zęby, kleiły się powieki, a myśli mimowolnie uciekały z dala od telewizora. Mecz Barcelony z Athleticiem Bilbao rozczarował pod każdym względem. Znacznie bardziej martwi się jednak Barcelona, która nie dość, że straciła szansę, by odrobić dwa punkty straty do Realu Madryt, to jeszcze okupiła ten mecz kontuzjami dwóch środkowych pomocników. Na kilka dni przed rewanżem z Napoli w Lidze Mistrzów wygląda to wprost fatalnie.

Najważniejsza scena z tego meczu nie pochodzi z murawy. Dobiegała końca pierwsza połowa, gdy realizator na dłużej zawiesił oko kamery na płaczącym Pedrim. Siedział załamany na ławce rezerwowych tuż po tym, jak niepewnym krokiem zszedł z boiska z kontuzją uda. Zasłonił twarz dłońmi, po chwili przytulił go Xavi. Realizator odprowadzał go też w stronę szatni, gdy rozpoczęła się przerwa. Kulał i trzymał się tuż nad kolanem, nie pozostawiając złudzeń, że kontuzja może być poważna. Na to wskazują też pierwsze doniesienia z Hiszpanii – na konferencji prasowej Xavi powiedział, że „nie wygląda to dobrze", a dziennikarz „AS-a" Javi Miguel napisał, że to nawrót ostatniej kontuzji. Jego zdaniem, występ Pedriego z Napoli jest wykluczony.

Zobacz wideo "Gwiazdy tu jeszcze przyjdą i to dobre". Kulisy meczu Wieczystej Kraków

Co gorsza, kilkanaście minut wcześniej boisko na noszach opuścił Frenkie de Jong. U Holendra problemem jest kostka, która nienaturalnie wygięła się, gdy lądował na murawie. Prawdopodobnie doszło do skręcenia, więc środek pola Barcelony będzie w najbliższych tygodniach znacznie osłabiony. Do końca sezonu niedostępny jest Gavi, który zerwał więzadła krzyżowe przednie, Oriol Romeu nieustannie zawodzi, a Sergi Roberto jest piłkarzem nieporównywalnie słabszym od każdego z kontuzjowanych. Słowem: cena za punkt na San Mames jest horrendalnie wysoka.

Oczekiwania były znacznie większe. Real jest bezpieczny

Co za paradoks, że choć obaj trenerzy - Xavi i Ernesto Valverde - na przedmeczowych konferencjach prasowych najwięcej mówili o energii swoich zespołów, to samo spotkanie wydawało się pozbawione jakiejkolwiek energii. Skończyło się bezbramkowym remisem, przyniosło tylko cztery celne strzały, nie dostarczyło wielu emocji i tylko nieznacznie wpłynęło na układ w tabeli. Oczekiwania były znacznie większe - oto Athletic, który kilka dni temu rozszarpał Atletico Madryt 3:0 i awansował do finału Pucharu Króla podejmował w swoim królestwie Barcelonę, mającą tydzień na przygotowanie i sporo powodów do radości po zeszłotygodniowym zwycięstwie 4:0 nad Getafe.

Impuls przyszedł też z zewnątrz - piłkarze Barcelony wiedzieli, jak sędzia w połowie ostatniej akcji Realu Madryt - tyleż bezlitośnie, co bezmyślnie - używa gwizdka. Po chwili Jude Bellingham trafia na 3:2 z Valencią, ale arbiter potwierdza, że gol padł już po zakończeniu meczu. Real stracił punkty, przegrała też Girona, więc Barcelona stawała przed szansą, by wyprzedzić lokalnego rywala i doskoczyć na sześć punktów do lidera. Xavi, znając już wyniki wszystkich meczów rozegranych w tej kolejce, w krótkiej przedmeczowej rozmówce, przypomniał swoje słowa sprzed trzech tygodni, gdy odważnie stwierdził, że nie rzuca ręcznika w walce o mistrzostwo. 

Ostatni tydzień, po przekonującym zwycięstwie 4:0 nad Getafe, był w Barcelonie tak radosny, że dziennikarze i eksperci zaczęli zastanawiać się, na ile aktualne są plany Xaviego, by 30 czerwca zrezygnować z prowadzenia Barcelony. Pojawiły się spekulacje, że może się z tej decyzji wycofać. Pod koniec stycznia, gdy zespół był w środku kryzysu – najpierw przegrał 1:4 w finale Superpucharu Hiszpanii z Realem Madryt, później odpadł w ćwierćfinale Pucharu Hiszpanii, w międzyczasie rosła też jego strata w lidze - Xavi tłumaczył, że klub potrzebuje zmiany. – Gramy ze zbyt dużym napięciem. Jestem człowiekiem tego klubu i uważam, że najlepsze dla klubu będzie moje odejście. To powinno złagodzić sytuację. Decyzję podjąłem już kilka dni temu. Nie chcę być wyrzutem sumienia – mówił 27 stycznia, po bolesnej porażce 3:5 z Villarrealem. Ale od tamtej pory jego zespół nie przegrał ani jednego meczu – cztery razy zwyciężał, a dwa razy remisował. W grze też coś drgnęło: odblokował się Lewandowski, udało się też zachować dwa czyste konta.

Robert Lewandowski kompletnie niewidoczny, a Xavi rozczarowany. Barcelona zmarnowała szansę

Poprawa w obronie była też widoczna w spotkaniu z Athleticiem Blibao. Ale to jedyny pozytyw. W ofensywie zobaczyliśmy Barcelonę sprzed kilku tygodni – przewidywalną, nudną i powolną. Zawiodła drużyna, ale też poszczególni piłkarze - Lamine Yamal i Raphinha irytowali niedokładnymi zagraniami, w środku pola sporo było walki, a niewiele ciekawych zagrań, Robert Lewandowski bardzo rzadko był przy piłce i miał tylko jedną okazję do zdobycia bramki, gdy w ostatniej chwili jego strzał zablokował Aitor Paredes. Jego występ celnie podsumował kataloński „Sport": „Prawie nie uczestniczył w grze. Kompletnie nie było go widać, a jego wydajność spadała". Polak miał tylko 27 kontaktów z piłką, oddał dwa strzały – jeden niecelny, a drugi zablokowany. Dziesięć z jego trzynastu podań było celnych, wygrał też połowę z dwunastu pojedynków z obrońcami.

- Powinniśmy zrobić krok do przodu, a przegapiliśmy tę szansę. Pierwszy kwadrans był dobry, graliśmy z odpowiednią wiarą, a później w niezrozumiały sposób zwolniliśmy. Jestem rozczarowany, zawiedziony. Liczyliśmy na więcej – podsumował Xavi. Przewaga Realu Madryt nad Barceloną wciąż wynosi osiem punktów, a wiceliderem niezmiennie pozostaje Girona, która w ostatnich czterech kolejkach poniosła trzy porażki.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.