Dani Alves przebywał w areszcie od stycznia 2023 roku - wtedy został oskarżony o napaść na tle seksualnym w jednym z barcelońskich klubów nocnych. Podczas procesu piłkarz wielokrotnie zmieniał zeznania i obrońców. Odwrócili się od niego kibice i najbliżsi. Zostali przy nim nieliczni - np. Neymar, który przekazał mu 150 tysięcy euro.
Ta kwota trafiła jako przewidziane w hiszpańskim prawie "dodatkowe odszkodowanie" do skrzywdzonej przez Alvesa kobiety. I była to jedna z podstaw do złagodzenia ostatecznej kary przez sąd. Z tą interpretacją nie zgadza się jednak prokuratura, która zamierza złożyć apelację - pierwotnie domagała się od sądu kary 9 lat pozbawienia wolności - i doprowadzić do uchylenia tej okoliczności łagodzącej i zwiększenia ostatecznej kary - informuje "Marca".
Alves został skazany na 4,5 roku więzienia - to zaledwie pół roku więcej niż przewidziany przez prawo minimalny wymiar kary. Przedstawiciele ofiary domagali się 12 lat pozbawienia wolności. Okoliczność łagodząca, którą zastosował sąd była kwestionowana już w trakcie procesu - prokuratura i oskarżyciele prywatni już wtedy zwracali uwagę, że tę kwotę sąd wyznaczył jako zabezpieczenie - i to obrona piłkarza wielokrotnie domagała się przekazania pieniędzy poszkodowanej kobiecie, która nie chciała ich otrzymać.
Prokuratura zwraca też uwagę na to, że zastosowanie okoliczności łagodzącej jest w tym wypadku dyskryminujące, bo jest korzystne dla oskarżonego dysponującego dużym majątkiem.
Nie tylko oskarżyciel publiczny zamierza złożyć apelację. Takie same działania planują przedstawiciele pokrzywdzonej kobiety oraz obrona, która domaga się uniewinnienia piłkarza - utrzymuje ona, że do stosunku doszło dobrowolnie.