Po 10 latach gry w Legii Warszawa, w 2019 roku Michał Kucharczyk odszedł do rosyjskiego klubu Ural Jekaterynburg i wydawało się, że taki transfer może pomóc mu wywalczyć nawet miejsce w reprezentacji Polski. Pandemia koronawirusa spowodowała jednak, że po zaledwie roku musiał wrócić do kraju, gdzie związał się z Pogonią Szczecin, dla której rozegrał łącznie 79 meczów, w których strzelił 12 goli. Przed rozpoczęciem obecnego sezonu zdecydował się znów wyjechać za granicę, ale tym razem do Uzbekistanu.
Jego przygoda z Paxtakorem Taszkent trwała jednak tylko pół roku, a ostatnio okazało się, że Kucharczyk przechodzi do rezerw Legii Warszawa. Czy zatem ma nadzieję na awans do pierwszego zespołu? - To nie jest pytanie do mnie. Podpisałem kontrakt z rezerwami Legii i mam przed sobą cele tylko tej drużyny. Mam pomóc w awansie do II ligi i wrócić na szczebel centralny w Pucharze Polski. Pierwszy zespół to jest dla mnie temat tabu niezależny ode mnie - powiedział w programie "W cieniu sportu".
Podczas transmisji Kucharczyk poruszył również dość kontrowersyjną kwestię, która wywołała później prawdziwą burzę w mediach. Głównie narzekał na to, jak wygląda życie piłkarza. - Nie mamy możliwości wziąć sobie L4 czy powiedzieć: przepraszam, przepracowałem miesiąc, więc należą mi się trzy dni wolnego na np. wesele kumpla czy chrzciny. Nie da się tak - stwierdził.
- Przez całe życie byłem może na dwóch rodzinnych weselach, a było ich 15 czy 20. Nie było mnie, bo był mecz. Nie mogłem przyjść do trenera i powiedzieć: nie mogę jechać na to spotkanie, bo dostałem zaproszenie i jadę na wesele. Termin swojego wesela planowałem nawet przez pryzmat przerwy zimowej, ponieważ była akurat sala pusta - wyjaśnił.
Na jego słowa bardzo szybko zareagował Marcin Tyc. "Rzeczywiście, bardzo to smutne" - napisał, dołączając płaczące ze śmiechu emotikony. "P.S. L4 się nie bierze. To zwolnienie lekarskie. Wystawia je lekarz z odpowiednimi uprawnieniami, co jest uregulowane ustawą o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby" - dodał.
"Przykre. Mnie nie było po 300 dni w roku w domu. Nie przyszło mi do głowy, by się żalić, bo to był mój wybór i wiedziałem, że wcale nie mam źle. Miałem możliwość robić to, co kochałem, nie każdy ma taki komfort" - skomentował z kolei legendarny biathlonista Tomasz Sikora.
Pojawiło się również sporo komentarzy kibiców. "Jak się słucha wypowiedzi kopaczy, to nie ma się co dziwić, że nasza piłka stoi w miejscu albo wręcz się cofa. To są sami kretyni i imbecyle", "Michał Kucharczyk w mediach to samograj, wystarczy mu podstawić mikrofon, nacisnąć nagrywanie i nie przeszkadzać", "ewidentnie piłka uratowała mu życie", "on tak naprawdę? Ależ oni są oderwani od rzeczywistości. Mógł zawsze z tego zrezygnować i wykorzystać swoje wykształcenie do zarabiania na życie" - czytamy.
W obronie zawodnika stanął za to dziennikarz Maciej Turski. "Tak, to bardzo zmienia życie i dostosowuje pod sport. Traci się często życie towarzyskie, nie obcuje się z rówieśnikami w normalnym trybie, a świat kręci się wokół sportu. Życie piłkarza ma swoje plusy, ale też 'odbiera' dużą część normalnej młodości. Ignorancja" - podsumował.
Rezerwy Legii Warszawa rozpoczną zmagania w III lidze już w niedzielę 3 marca, kiedy zmierzą się u siebie z Lechią Tomaszów Mazowiecki.