Internet płonie. Kucharczyk powiedział, jak ciężkie jest życie piłkarza

Po nieudanej przygodzie w uzbeckim Paxtakorze Taszkent, Michał Kucharczyk zdecydował się wrócić do Polski i podpisać kontrakt z rezerwami Legii Warszawa. Był to dość niespodziewany ruch, zwłaszcza że ma dopiero 32 lata. Głównym powodem tej decyzji była jednak rodzina. Podczas programu "W cieniu sportu" zdradził minusy bycia piłkarzem i wywołał tym prawdziwą burzę.

Po 10 latach gry w Legii Warszawa, w 2019 roku Michał Kucharczyk odszedł do rosyjskiego klubu Ural Jekaterynburg i wydawało się, że taki transfer może pomóc mu wywalczyć nawet miejsce w reprezentacji Polski. Pandemia koronawirusa spowodowała jednak, że po zaledwie roku musiał wrócić do kraju, gdzie związał się z Pogonią Szczecin, dla której rozegrał łącznie 79 meczów, w których strzelił 12 goli. Przed rozpoczęciem obecnego sezonu zdecydował się znów wyjechać za granicę, ale tym razem do Uzbekistanu.

Zobacz wideo Legia kontra ochrona! Kuriozalne obrazki sprzed Stadionu Śląskiego

Jego przygoda z Paxtakorem Taszkent trwała jednak tylko pół roku, a ostatnio okazało się, że Kucharczyk przechodzi do rezerw Legii Warszawa. Czy zatem ma nadzieję na awans do pierwszego zespołu? - To nie jest pytanie do mnie. Podpisałem kontrakt z rezerwami Legii i mam przed sobą cele tylko tej drużyny. Mam pomóc w awansie do II ligi i wrócić na szczebel centralny w Pucharze Polski. Pierwszy zespół to jest dla mnie temat tabu niezależny ode mnie - powiedział w programie "W cieniu sportu".

Michał Kucharczyk wywołał burzę. "Przez całe życie byłem może na dwóch weselach"

Podczas transmisji Kucharczyk poruszył również dość kontrowersyjną kwestię, która wywołała później prawdziwą burzę w mediach. Głównie narzekał na to, jak wygląda życie piłkarza. - Nie mamy możliwości wziąć sobie L4 czy powiedzieć: przepraszam, przepracowałem miesiąc, więc należą mi się trzy dni wolnego na np. wesele kumpla czy chrzciny. Nie da się tak - stwierdził.

- Przez całe życie byłem może na dwóch rodzinnych weselach, a było ich 15 czy 20. Nie było mnie, bo był mecz. Nie mogłem przyjść do trenera i powiedzieć: nie mogę jechać na to spotkanie, bo dostałem zaproszenie i jadę na wesele. Termin swojego wesela planowałem nawet przez pryzmat przerwy zimowej, ponieważ była akurat sala pusta - wyjaśnił.

Na jego słowa bardzo szybko zareagował Marcin Tyc. "Rzeczywiście, bardzo to smutne" - napisał, dołączając płaczące ze śmiechu emotikony. "P.S. L4 się nie bierze. To zwolnienie lekarskie. Wystawia je lekarz z odpowiednimi uprawnieniami, co jest uregulowane ustawą o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby" - dodał.

"Przykre. Mnie nie było po 300 dni w roku w domu. Nie przyszło mi do głowy, by się żalić, bo to był mój wybór i wiedziałem, że wcale nie mam źle. Miałem możliwość robić to, co kochałem, nie każdy ma taki komfort" - skomentował z kolei legendarny biathlonista Tomasz Sikora.

Kibice atakują Kucharczyka. "Piłka uratowała mu życie"

Pojawiło się również sporo komentarzy kibiców. "Jak się słucha wypowiedzi kopaczy, to nie ma się co dziwić, że nasza piłka stoi w miejscu albo wręcz się cofa. To są sami kretyni i imbecyle", "Michał Kucharczyk w mediach to samograj, wystarczy mu podstawić mikrofon, nacisnąć nagrywanie i nie przeszkadzać", "ewidentnie piłka uratowała mu życie", "on tak naprawdę? Ależ oni są oderwani od rzeczywistości. Mógł zawsze z tego zrezygnować i wykorzystać swoje wykształcenie do zarabiania na życie" - czytamy.

W obronie zawodnika stanął za to dziennikarz Maciej Turski. "Tak, to bardzo zmienia życie i dostosowuje pod sport. Traci się często życie towarzyskie, nie obcuje się z rówieśnikami w normalnym trybie, a świat kręci się wokół sportu. Życie piłkarza ma swoje plusy, ale też 'odbiera' dużą część normalnej młodości. Ignorancja" - podsumował.

Rezerwy Legii Warszawa rozpoczną zmagania w III lidze już w niedzielę 3 marca, kiedy zmierzą się u siebie z Lechią Tomaszów Mazowiecki.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.