Jeden, jeden, jeden. Tak oceniliśmy piłkarzy Legii. "Tykająca bomba"

Legia była ewidentnie gorsza od Molde - bez pomysłu, charakteru, koncentracji. Worek rózg należy się dzisiaj trzem obrońcom, bo to w dużej mierze przez nich warszawiacy stracili trzy gole. Oni byli bombami, które eksplodowały i sprawiły, że defensywa Legii była dziurawa. Dlatego po meczu 1/16 Ligi Konferencji Europy wystawiliśmy aż trzy oceny niedostateczne.

Legia po dającym nadzieję pierwszym meczu (2:3) rewanż w Warszawie miała zacząć od mocnego uderzenia, ale sama została znokautowana od pierwszej akcji. Podnosiła się w bólach, cierpiała, ale Molde nie pozwoliło stanąć stołecznym na równe nogi. Norwegowie grali efektywnie i konsekwentnie. Nie musieli być rewelacyjni, by rozbić chaotycznie grającą Legię.

Postanowiliśmy przyznać legionistom oceny po tym spotkaniu, stosując skalę "szkolną" 1-6. Wystawiliśmy trzy oceny niedostateczne.

Zobacz wideo Legia kontra ochrona! Kuriozalne obrazki sprzed Stadionu Śląskiego

Oceny piłkarzy Legii Warszawa za mecz z Molde

Kapcer Tobiasz: 2. Golkiper kontynuuje serię meczów bez czystego konta. Przy pierwszym golu powinien się zachować lepiej. Podanie Markusa Andre Kaasy było do złapania, a tak dobitkę bezlitośnie wykorzystał Fredrik Gulbrandsen. Przy drugim miał prawo być zaskoczony ruchem nogą Eirika Hestada. Przy trzecim nie mógł zbyt wiele zrobić. Zaliczył za to kilka interwencji, dlatego nie dostaje "jedynki".

Radovan Pankov: 1. Wielokrotnie zachwalany w tym sezonie tym razem był tykającą bombą. Każda piłka przechodząca przez Serba to było pewne zagrożenie. Przegrał pojedynek z Kaasą w pierwszej minucie, choć nie miał prawa. Później pasywnie zachował się przy zagraniu Magnusa Eikrema. Pankov nie powinien dopuścić do zagrania. W tej sytuacji konieczne było ograniczenie kierunków podania, wypchnięcie Eikrema poza pole karne. Przy trzeciej bramce ośmieszony, drybling Kaasy przecież wyglądał pokracznie, a Norweg i tak zdołał asystować. Najsłabsze ogniwo Legii.

Steve Kapuadi: 1. Tydzień temu potwierdził, że nie jest gotowy do gry na dobrym poziomie w europejskich pucharach. Dziś dostaliśmy kolejne dowody. Powolny, mało stanowczy w pojedynkach, brakowało agresji z jego strony.

Pierwszy gol to częściowo jego wina - miał Gulbrandsena cały czas na widoku i widział, że Yuri Ribeiro kryje go "na radar". Francuz powinien podejść bliżej. W drugiej sytuacji wręcz powinien zmusić Hestada do błędu, a tylko biernie się przyglądał, jak ten dokłada nogę. Przy trzecim golu sprawiał wrażenie zaskoczonego podaniem Kaasy. Ale jeśli rywal jest tak blisko bramki, to należy zachować maksymalną czujność i wszystkiego się spodziewać.

Yuri Ribeiro: 1. Gdy Legia miała piłkę, był chętny do gry do przodu. Ale całkowicie zapomniał o pracy z tyłu. W pierwszej minucie miał kryć Gulbrandsena, a bezmyślnie pobiegł pod linię bramkową. Przy trzecim golu stał jak słup, gdy Kaasa dogrywał piłkę do kolegi. Postawa Portugalczyka to była profanacja definicji krycia w polu karnym.

Patrząc na postawę całej trójki defensywnej, zadziwiające jest, że Kosta Runjaić nie zdecydował się na wprowadzenie ani Artura Jędrzejczyka, ani Marco Burcha, którzy byli najlepszymi obrońcami w pierwszym spotkaniu.

Paweł Wszołek: 2+. Bez formy w meczach z Molde, bez formy w tym roku. Miał problemy z wyczuciem tempa akcji, momentami podań - zarówno jako adresat, jak i nadawca. Często odcinany przez od szybszej gry Legii. Nie mógł znaleźć sposobu na uwolnienie się od krycia. Zmieniony po pierwszej połowie. Kolejny występ Wszołka do zapomnienia. Wielka szkoda, że nie zdołał zaprezentować tego, co potrafił jesienią.

Rafał Augustyniak: 2+. Zazwyczaj nie zawodził w dużych meczach, ale tym razem rozczarował. Właściwie jego występ w środku pola był nijaki. Przegrał pięć z siedmiu pojedynków, większość jego podań to były bezpieczne rozwiązania. Nie dał impulsu.

Juergen Elitim: 3-. Kolumbijczyk sprawia wrażenie, że jego postawa na boisku była zależna od obecności Bartosza Slisza, którego dziś w Legii nie ma. Miał problem ze swobodną grą w środku pola, czasami musiał nadrabiać błędy Augustyniaka w obronie, ale nie robił tego najlepiej. Bez jakościowego partnera nie jest w stanie grać na dobrym poziomie. Elitim nie jest indywidualnością, a bardziej wsparciem, uzupełnieniem. Aktywny w momentach dominacji stołecznych - to akurat jest standard w jego wykonaniu.

Ryoya Morishita: 3+. Jeden z niewielu pozytywów Legii w tym meczu. Głodny gry, wybiegany, dynamiczny i chętny do walki. Często uzupełniał pozycje w ofensywie. Jego zaangażowanie imponowało. Gorzej jednak z efektywnością Japończyka, jego zagrania nie tworzyły odpowiedniego zagrożenia. Niemniej należy docenić jego starania. Chciał, walczył po obu stronach boiska.

Josue Pesqueira: 3+. Lider, który sam nie był w stanie przejąć kontroli nad meczem. Bardzo aktywny, główny rozgrywający, motor napędowy. Zaliczył ponad sto kontaktów z piłką, posłał aż trzy kluczowe podania. Ale czasami jego zagrania wyglądały na chaotyczne i nerwowe. Niestety, od jego straty zaczęła się kontra Molde po trzeciego gola. Na Josue można trochę patrzeć jak na Morishitę. Zabrakło dziś "tego czegoś" z jego strony.

Marc Gual: 3+. To on oddał pierwszy celny strzał Legii w tym meczu. Gdyby nie było spalonego przy jego sytuacji w drugiej połowie, spotkanie mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej. Pracował w pressingu, choć nie był on wystarczająco efektywny. Wszyscy wiemy, że Guala stać na dużo lepszą grę.

Tomas Pekhart: 3-. W pierwszej połowie znów był tym drzewem ze szkolnego przedstawienia, wrośniętym, wbitym w deski na scenie. Niewykorzystanej sytuacji z drugiej połowy będzie długo żałował. To był jego obowiązek, by trafić głową do siatki. Miał dosłownie trzy metry do bramki, był bez krycia, ale bardzo źle podszedł do strzału. Poza tym niemalże niewidoczny.

Patryk Kun: 3-. Zmienił w przerwie Pawła Wszołka i od razu zamienił się pozycjami z Ryoyą Morishitą, grając na lewym wahadle. Ale to było nijakie 45 minut, przeciętne w jego wykonaniu. Nie zrobił niczego specjalnego ani w obronie, ani w ataku.

Bartosz Kapustka: 3-. Dziwne, że nie wszedł tuż po przerwie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że był "gamechangerem" Runjaicia w ostatnich spotkaniach. Tym razem to był blady występ Kapustki. Od stanu 0:3 grał tak, jak cały zespół - bez wiary i z podciętymi skrzydłami.

Blaz Kramer: 3-. Słoweniec jest po prostu bez formy. Kilka akcji przeszło przez niego, ale miał problem z opanowaniem piłki. Gdyby miał lepszą koordynację ruchową, mógłby być dobrym uzupełnieniem Guala w drugiej połowie, Hiszpan mógłby skorzystać z jego pracy.

Gil Dias: 3. W poprzednich klubach przyzwyczaił, że nie umiał utrzymać dyscypliny taktycznej. Dziś było podobnie. Ale próbował wziąć ciężar gry na siebie. Wszedł jednak w trudnym momencie, w którym zespół był rozbity i jakakolwiek nonszalancja był ryzykowna. "Wolne elektrony" nie zawsze mogą pomóc w takich sytuacjach.

Maciej Rosołek: 3-. Zaangażowany tuż po wejściu, ale potem zgasł, zniknął. Wtopił się w beznadziejną sytuację, w jakiej znalazła się Legia.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.