Gigant stoi nad przepaścią. Spadek to nic przy grożącej katastrofie. "Długo żyliśmy ponad stan"

Schalke zamiast bić się o powrót do Bundesligi, drży o to, aby nie spaść do niższej klasy rozgrywkowej. Dla zasłużonego niemieckiego klubu mogłoby to oznaczać nawet upadek, gdyż ze względu na kolosalne długi nie dostałby licencji na grę. O tym, co można zrobić w obecnej sytuacji, mówił podczas spotkania z kibicami prezes Matthias Tillmann.

Po spadku z Bundesligi Schalke miało walczyć o błyskawiczny powrót do elity. Zamiast tego jest uwikłane w walkę o utrzymanie na drugim poziomie rozgrywkowym Niemiec. Ewentualny spadek byłby absolutną katastrofą. To dlatego, że klub ma potężne długi, sięgające 165 milionów euro, przez które nie dostałby licencji na grę w trzeciej lidze. Władze klubu za wszelką cenę chcą tego uniknąć.

Zobacz wideo Piłkarz Legii wywołał burzę. Fani byli wściekli

Prezes Schalke mówi o konsekwencjach spadku z 2. Bundesligi. "Musimy planować równolegle"

Podczas niedawnego spotkania z kibicami tę kwestię poruszył prezes Schalke Matthias Tillmann. - W tej chwili nie mogę nic na ten temat powiedzieć. Musimy planować równolegle, aby móc zapewnić sobie licencję i spełnić warunki, jeśli faktycznie dojdzie do spadku. Nie mogę jeszcze powiedzieć, czy nam się to uda, czy nie - powiedział, cytowany przez portal sport.de.

Według Tillmanna Schalke jest klubem osiągającym najlepsze wyniki sprzedaży w 2. Bundeslidze. Problem leży zupełnie gdzie indziej. - To zaległości i wysokie zobowiązania. Przez długi czas żyliśmy ponad stan. Obecnie mamy odsetki w wysokości ośmiu milionów euro rocznie. Do tego dochodzi spłata - wyjaśnił.

Działacz wyjaśnił, że różnice pomiędzy drugą a trzecią ligą są spore. To choćby ze względu na to, że za licencjonowanie nie odpowiada Niemiecki Związek Piłki Nożnej (DFB), tylko Niemiecka Liga Piłkarska (DFL). Jednocześnie na razie trudno ocenić, co stałoby się po spadku, bo klub musi bazować tylko na szacunkach dotyczących zysków ze sprzedaży biletów, gadżetów czy z punktów gastronomicznych. - Nie mamy żadnych doświadczeń w tym zakresie i mam nadzieję, że nigdy nie będziemy mieli - podkreślił.

Schalke chce uniknąć drastycznych zmian w klubie. "Bardziej wydajni"

W Schalke nie wykluczają tego, że w ramach oszczędności dojdzie do zwolnień. - Chcemy być bardziej wydajni. (...) Wątpimy, że wakaty zostaną obsadzone. Niemniej jednak nie powinno być żadnych zwolnień ze względów operacyjnych - oznajmił prezes.

Zdaniem Tillmanna na razie sprzedaż udziałów nie jest koniecznością. Aby tego uniknąć, trzeba jak najszybciej zająć się trudną sytuacją. W tym mogą pomóc członkowie klubu, którzy mają "ciekawe podejście i pomysły".

Po 22. kolejkach Bundesligi Schalke ma 26 punktów i zajmuje 14. miejsce w tabeli. W sobotę 24 lutego zespół Marcina Kamińskiego zagra z Magdeburgiem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.