Giovanni Padovani reprezentował kluby z III i IV ligi włoskiej, a jego ostatnim klubem było Sancataldese. Zaledwie miesiąc po podpisaniu kontraktu z tym zespołem środkowy obrońca dopuścił się makabrycznej zbrodni. 23 sierpnia 2022 roku brutalnie zamordował swoją byłą partnerkę. Doszło do tego w Bolonii na północy Włoch.
Według ustaleń śledczych przez wiele miesięcy po rozstaniu Padovani śledził i wysyłał groźby do byłej partnerki Alessandry Matteuzzi. Jak podają włoskie media, związek pary miał być przepełniony przemocą od samego początku. 56-latka kilkukrotnie zgłaszała sprawę na policję, ale ta nie podjęła odpowiednich działań. To doprowadziło do tragedii.
Piłkarz miał zaczaić się na byłą partnerką w okolicach jej domu w Bolonii. Następnie zaatakował ją młotkiem, kopał i miał zadać śmiertelne ciosy przy użyciu odłamanego fragmentu ławki. Nie dał kobiecie żadnych szans na przeżycie, a jej przeraźliwe krzyki i ostatnie chwile życia słyszała siostra, z którą rozmawiała przez telefon sekundy przed atakiem.
Po wielu miesiącach od złapania sprawcy sąd wreszcie wydał wyrok. Na początku lutego Padovani usłyszał, że resztę życia spędzi w więzieniu, bo został skazany na bezwzględne i dożywotnie pozbawienie wolności. Wydający wyrok sędzia Domenico Pasquariello podkreślił powagę działań byłego piłkarza.
Skazany tłumaczył się w sądzie, że podczas popełniania okropnej zbrodni nie był w pełni świadomy swoich czynów. - Zasługiwałbym na dożywocie, gdybym był w pełni świadomy swojego działania. Tego dnia nie czułem się dobrze. Który zdrowy człowiek zabija inne osoby? Śniłem prawdziwy koszmar - przekonywał 28-latek cytowany przez niemiecki "Bild". Sądu nie przekonały jednak te tłumaczenia.