Zakończył karierę, a teraz ujawnia. "Jedli psy. Najcięższe miejsce do życia"

W styczniu tego roku Adrian Mierzejewski zakończył bogatą karierę piłkarską. Przez czas jej trwania zwiedził wiele krajów, które z polskiej perspektywy wydają się być nietypowe i egzotyczne. W długim wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" postanowił podzielić się swoimi historiami z azjatyckiego życia. Niektóre fakty zdają się być szokujące i trudne do uwierzenia.

Adrian Mierzejewski to przykład piłkarza, którego śmiało można nazwać obieżyświatem. Z Polski wyjechał w 2011 roku i za rekordowe wówczas 5,25 mln euro przeniósł się do Trabzonsporu. Po dwóch latach gry w Turcji nie trafił jednak do żadnego klubu z czołowych pięciu lig europejskich. Opuścił Stary Kontynent i kontynuował karierę w nietypowych jak na tamte czasy ligach. Grał w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Chinach czy Australii.

Zobacz wideo Legia kontra ochrona! Kuriozalne obrazki sprzed Stadionu Śląskiego

Zaskakujące kulisy gry Mierzejewskiego w Chinach. "To było najcięższe miejsce do życia"

41-krotny reprezentant Polski i uczestnik EURO 2012 w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" powspominał swoją bogatą karierę. Wiele z faktów dotyczących życia w egzotycznych z perspektywy Polski krajach, wydaje się być szokująca. 

Mierzejewski wspomniał między innymi czasy, gdy w 2018 roku przeniósł się do chińskiego Changchun Yatai. To klub z dziesięciomilionowego miasta. Piłkarz dodaje jednak, że nie był to wcale "wielki świat", ale prowincja. - Mieszkaliśmy w pięciogwiazdkowym hotelu, gdzie na recepcji ludzie nie mówili po angielsku. Musiałeś tłumaczyć wszystko za pomocą "translatora" w telefonie. To było najcięższe miejsce do życia właśnie ze względów komunikacyjnych, ze względu na dostępność produktów - powiedział. 

Dla Mierzejewskiego zaskakujące były nie tylko trudności komunikacyjne, ale i obyczaje żywieniowe. - Moja żona jest zakręcona na punkcie zdrowej żywności. Więc musiała robić zdjęcia i wszystko tłumaczyć, bo nic nie było w języku angielskim. Do tego już w listopadzie temperatura na minusie. Po przygodach w ciepłych krajach był to pewien problem. I jeszcze jedli psy w restauracjach. No więc wiedziałem, że znalazłem się w obcym świecie - dodał.

Piłkarz zaznaczył, że nie przekonał się jednak do wypróbowania dość osobliwych specjałów tamtejszej kuchni. - W życiu nie zjadłbym psa - skwitował.

Dla kontrastu chińskiej przygody Mierzejewski przypomniał także czasy gry w Szanghaju i Chonquing, czyli tamtejszych metropoliach. - Już zupełnie inny komfort życia. Ale też spotkałem fantastycznych trenerów - powiedział. To właśnie podczas tego etapu kariery miał okazję poznać Giovanniego van Bronckhorsta, Fabio Cannavaro czy Jordiego Cruyffa. 37-latek w rozmowie z "PS" zdradził, że chciałby pozostać przy piłce i realizować się w jakiejś roli. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA