63-krotny reprezentant wybrał Rosję. "Byłem oczarowany tym, co tu zobaczyłem"

Christopher Martins to 63-krotny reprezentant Luksemburga w piłce nożnej. 26-latek związał się ze Spartakiem Moskwa w momencie, gdy większość obcokrajowców opuszczała ligę rosyjską. Martins gra w klubie do dziś i jest zachwycony życiem w stolicy Rosji. - Ten kraj zaskoczył mnie w pozytywnym sensie, byłem oczarowany tym, co tu zobaczyłem. No i ludzie, którzy w Rosji są wyjątkowo dobrzy - powiedział w rozmowie z portalem sport-express.ru.

Na początku 2022 r., kiedy większość obcokrajowców w lidze rosyjskiej szykowała się do wyjazdu z kraju, kontrakt ze Spartakiem Moskwa podpisał Christopher Martins. 64-krotny reprezentant Luksemburga nie opuścił Rosji i w Spartaku gra do dziś.

Zobacz wideo "Do dnia kobiet Lech Poznań może mieć po sezonie". Terminarz to kosmos

Pod koniec 2022 r. Martins zdobył z klubem Puchar Rosji. Do tej pory defensywny pomocnik rozegrał w Spartaku 61 meczów, strzelił siedem goli, miał 10 asyst. Obecnie jego drużyna szykuje się do powrotu rozgrywek. 

Po 18 kolejkach ligi rosyjskiej Spartak zajmuje dopiero piąte miejsce w tabeli ze stratą ośmiu punktów do lidera - Krasnodaru - i sześcioma punktami mniej od Zenitu Sankt Petersburg. To właśnie z nim Spartak zagra na początku marca w pierwszej kolejce ligi rosyjskiej w 2024 r.

Reprezentant Luksemburga zachwycony Rosją

Martins znalazł niedawno czas, by porozmawiać z rosyjskimi mediami. Ale piłkarz z Luksemburga nie rozmawiał z dziennikarzami o sporcie. Poruszył on też inne, kulturalne kwestie. - Kiedy przychodziłem do Spartaka, byłem spokojny. Podjąłem przemyślaną decyzję, dlatego nie musiałem szybko opuszczać klubu i wyjeżdżać z kraju - powiedział Martins, spytany o to, dlaczego pozostał w Rosji po wybuchu wojny w Ukrainie.

- Władze Spartaka cały czas z nami rozmawiały i zapewniały, że jesteśmy bezpieczni. Sam też czułem się w Moskwie komfortowo. Dla mnie to było najważniejsze. Nie miałem problemu z tym, by tu zostać i robić to, co kocham - dodał.

- Wciąż jestem szczęśliwy, a Moskwę uważam za wspaniałe miejsce do życia. Zawsze powtarzam swojej rodzinie w Luksemburgu, że to miasto było dla mnie dużym zaskoczeniem. Czuję się tu naprawdę wspaniale i mam nadzieję, że zostanę tu na długi czas - podsumował Martins.

Luksemburczyk opowiedział też o tym, jak często utrzymuje kontakt z najbliższymi i co przywozi im w ramach prezentów z Rosji. - Z najważniejszymi mi osobami rozmawiam prawie codziennie. Kiedy zaczęła się wojna, moja mama była bardzo zaniepokojona. Musiałem ją przekonać, że w Moskwie życie toczy się normalnie. Teraz jest spokojna, bo była tu i widziała, że jestem bezpieczny - powiedział Martins.

- Kiedy mamy kilka wolnych dni, staram się wracać do domu. Do Luksemburga i na Wyspy Zielonego Przylądka zawiozłem już kilkadziesiąt matrioszek. Nie zliczę, ile dokładnie ich było. A ludzie dalej o nie pytają i proszą. Chłopakom z drużyny przywiozłem zaś kilka bransoletek z amuletami z Wysp Zielonego Przylądka - dodał.

- Wódka? Nie, jej nie wożę, ani nie piję. Nie smakuje mi. Kiedy mam dzień wolny i mogę iść na ryby, czasem wypiję piwo. Wiem, że w Rosji pije się dużo wódki, ale to nie dla mnie. Zresztą zawsze wolałem coś zjeść, niż wypić. Nie zmienia to faktu, że Rosja stała się dla mnie drugim domem. Ten kraj zaskoczył mnie w pozytywnym sensie, byłem oczarowany tym, co tu zobaczyłem. No i ludzie. Ci w Rosji są wyjątkowo dobrzy - zakończył Martins.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.