Upadek piłkarskiego giganta. Spełnia się najczarniejszy scenariusz

W poprzednim sezonie Schalke 04 nie udało się utrzymać w Bundeslidze. Wydawało się, że na drugim poziomie rozgrywkowym będzie walczyć o awans. Tyle tylko, że obecnie bliżej mu do gry w III lidze aniżeli do czołówki. A to nie koniec kłopotów. Jak donoszą dziennikarze Sky Sports, klub musi zrobić wszystko, by utrzymać się na zapleczu. Spadek może zakończyć nawet... jego istnienie. "Scenariusz jak z horroru" - czytamy.

Schalke 04, w którym na co dzień występuje Marcin Kamiński, znajduje się w głębokim kryzysie, mimo iż jeszcze kilka lat temu walczył jak równy z równym tak na krajowym podwórku, jak i w Europie. W 2018 roku został nawet wicemistrzem Niemiec, a w sezonie 2018/19 rywalizował w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Po sezonie 2020/21 zespół spadł do 2. Bundesligi. Po roku wrócił na najwyższy szczebel, ale nie utrzymał się zbyt długo i ponownie trafił na zaplecze, gdzie w tym sezonie radzi sobie fatalnie. Nad drużyną wisi realne widmo spadku na trzeci poziom rozgrywek, co jak się okazuje, może doprowadzić do katastrofy legendarnego klubu.

Zobacz wideo Ależ słowa Bożydara Iwanowa o reprezentacji Polski

Schalke 04 z kłopotami. Spadek może zakończyć jego byt. "Scenariusz jak z horroru"

O szczegółach donosi niemiecki Sky Sports. Dziennikarze poinformowali, że piłkarze Schalke muszą zrobić wszystko, by utrzymać się na zapleczu Bundesligi. W innym przypadku klub może przestać istnieć. Okazuje się bowiem, że są nikłe szanse na to, by Schalke otrzymało licencję na grę w III lidze. "To praktycznie niemożliwe. Ewentualny spadek może mieć skutki, których nie da się teraz przewidzieć. Co do jednego nie ma wątpliwości: klub w dotychczasowym kształcie byłby martwy. To scenariusz jak z horroru, ale realny" - piszą dziennikarze.

Problemem mogą być jednak sami piłkarze. Redakcja podkreśliła, że nie widać u nich ducha walki, co pokazują ostatnie porażki. Kluczowym zadaniem dla trenera będzie zmotywowanie zawodników do rywalizacji, a także znalezienie nowych graczy, którym będzie zależało na klubie.

"Żadnego buntu, żadnej interwencji, żadnego kibicowania sobie nawzajem, nic. To musi się skończyć. Piłkarze, którzy najwyraźniej nie przejmują się losem klubu lub dla których koszulka Schalke jest za ciężka, muszą stracić miejsce w jedenastce. W innym przypadku klub spadnie, czego może nie przetrwać" - podkreślili dziennikarze.

Schalke walczy o byt. Piłkarzom brakuje jednak motywacji

Obecnie Schalke zajmuje 15. miejsce w tabeli 2. Bundesligi, a więc tuż nad strefą spadkową. To nie jest jednak powód do radości. Ma tyle samo punktów (20), co 16. Eintracht Brunszwik, a także 17. Hansa Rostock. Tyle tylko, że legitymuje się lepszym bilansem bramkowym, a nad strefą spadkową utrzymują go cztery bramki. To wkrótce może się zmienić, dlatego piłkarze muszą zrobić wszystko, by utrzymać klub w II lidze. 

Pomóc w tym może również nowy dyrektor sportowy, a zarazem legendarny zawodnik Schalke, Mark Wilmots. Stanowisko objął na początku stycznia. Teraz przed klubem kolejne ważne spotkania. W sobotę 3 lutego zagrają z ekipą z Brunszwik i postarają się przełamać passę porażek. Ta trwa już od dwóch meczów. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.