Od 13 stycznia trwa Puchar Narodów Afryki. Gospodarzem turnieju jest reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej, która ostatnim meczu w grupie przegrała z aż 0:4 z Gwineą Równikową, przez co obecnie zajmuje trzecie miejsce w grupie A i jest bliska odpadnięcia z turnieju. To jednak nie jedyna niespodzianka, jaka wydarzyła się we wtorkowy wieczór.
O godz. 21:00 polskiego czasu w ostatnim meczu grupy B Egipt zagrał z Wyspami Zielonego Przylądka, natomiast Ghana mierzyła się z Mozambikiem. Co ciekawe, jeszcze przed rozpoczęciem tych spotkań to rywale Egiptu mieli zapewniony awans z pierwszego miejsca, przez co na ostatnie starcie wyszli mocno rezerwowym składem. Mogłoby się wydawać, że reprezentacja Mohameda Salaha będzie zdecydowanym faworytem. Nic bardziej mylnego. To kadra Wysp Zielonego Przylądka pod koniec pierwszej połowy wyszła na prowadzenie dzięki bramce 22-letniego napastnika Benfiki Lizbona Gilsona Tavaresa.
Egipcjanie w 50. minucie doprowadzili do wyrównania. Gola strzelił Trezeguet, który mocnym strzałem z bliskiej odległości pokonał bramkarza rywali. Na kolejną bramkę kibice czekali aż do doliczonego czasu gry. Gole były potrzebne przede wszystkim Egiptowi, który walczył o drugie miejsce gwarantujące awans do fazy pucharowej. W 93. minucie Mostafa Mohamed popisał się kapitalnym lobem i strzelił na 2:1. Sędzia sprawdzał, czy 26-latek przy przyjęciu piłki nie pomagał sobie ręką, jednak ostatecznie bramka została zaliczona. Drużyna wybuchła z radości. Ta nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ Wyspy Zielonego Przylądka po ogromnym zamieszaniu w polu karnym w ostatniej akcji meczu strzeliły na 2:2. Przez kilka minut Egipt spadł z nieba do piekła.
Wydawało się, że w takiej sytuacji Egipcjanie zajmą trzecie miejsce w grupie B, ponieważ w tym samym czasie Ghana do 90. minuty prowadziła z Mozambikiem 2:0 i w "tabeli na żywo" plasowała się na drugiej pozaycji. Reprezentanci Ghany byli niemal pewni awansu, po dwóch golach Jordana Ayew występującego w Crystal Palace już witali się z gąską, jednak nagle ich marzenia legły w gruzach.
W pierwszej minucie doliczonego czasu gry najpierw stracili bramkę z rzutu karnego, a cztery minuty później do remisu doprowadził reprezentant Mozambiku Reinildo Mandava z Atletico Madryt. To sprawiło, że ostatecznie to Egipt zajął drugie miejsce w grupie, a w kilka minut Ghana spadła na trzecią lokatę i pożegnała się z turniejem. Ciekawostką jest, że Egipcjanie zremisowali trzy spotkania, i z trzema punktami bez zwycięstwa awansowali do fazy play-off.