W Londynie trwa gala FIFA Best Awards, na której wyróżnieni zostają piłkarscy bohaterowie minionego roku. W jej trakcie wyróżnienia otrzymują m.in. piłkarz i piłkarka roku, najlepszy bramkarz, drużyna czy strzelec najpiękniejszego gola. Nie mogło również zabraknąć kategorii "najlepszy trener". Zgodnie z oczekiwaniami triumfował w niej Pep Guardiola. W trakcie odbierania statuetki nie obyło się bez wpadki.
Zaraz po jej otrzymaniu szkoleniowiec pozostał na scenie, by przez chwilę porozmawiać ze swoim byłym zawodnikiem Thierrym Henrym, którego miał okazję trenować, gdy prowadził FC Barcelonę. Francuz wcielił się w rolę prowadzącego ceremonię. Nie mogło więc zabraknąć nawiązań katalońskiego klubu. Zarówno z nim, jak i ostatnio z Manchesterem City Guardiola wywalczył potrójną koronę. - Barcelona to klub mojego serca. Urodziłem się tam, bez Barcelony nigdy bym nie był tutaj. Bez przejścia ścieżki w La Masii nie byłbym tym piłkarzem, ani tym trenerem. A jeśli chodzi o Manchester City, to dwie-trzy dekady temu był to innym klub, który znajdował się w zupełnie innym miejscu. (...) Zdobycie potrójnej korony to coś wyjątkowego dla klubu, który tak długo o to walczył - mówił Hiszpan.
Wtedy Henry postawił Guardiolę przed kłopotliwym wyborem. - Pomiędzy tamtą drużyną Barcelony a Manchesteru City z poprzedniego sezonu, kto byłby lepszy i kto by wygrał? - zapytał.
Takiej reakcji chyba nikt się nie spodziewał. 52-latek nagle wypalił tylko jedno słowo: "F***", czyli po polsku "k***a". Po chwili sam złapał się za głowę, a cała sala zanosiła się ze śmiechu.