Dla Jakuba Rzeźniczaka ostatnie tygodnie były niezwykle burzliwe. Pod koniec grudnia Kotwica Kołobrzeg ogłosiła, że daje mu wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu. Potem pojawiły się informacje, że kołobrzeżanie jednostronnie wypowiedzieli umowę ze względu na kontrowersyjne słowa piłkarza w programie śniadaniowym. A to był dopiero początek afery.
Po jakimś czasie w mediach odsłonięto kulisy pobytu doświadczonego obrońcy w Kotwicy. Sugerowano, że przez kilka miesięcy tylko "odcinał kupony" i izolował się od reszty zespołu. "Koledzy z szatni przyznają anonimowo, że nawet specjalnie z nimi nie rozmawiał, siedział z nosem przyklejonym do telefonu komórkowego" - napisano. To spotkało się ze sprzeciwem innych dziennikarzy. Ci zacytowali też wpis jednego z graczy Kotwicy, który chwalił podejście Rzeźniczaka.
W końcu głos zabrał sam 37-latek, który jasno dał do zrozumienia, jak wygląda sytuacja. "Tak właśnie nie rozmawiałem z kolegami z szatni. Wiem dokładnie, kto wymyśla te kłamstwa i nie jest to nikt z szatni i wiem, że to przeczyta, więc nie rób tego więcej" - oznajmił. Do wpisu załączył zdjęcie z klubowymi kolegami, na podstawie którego trudno podejrzewać, że ich relacje są złe. A kim jest osoba, która została oskarżona o "wymyślanie kłamstw"? Dziennikarze podejrzewają o to dyrektora sportowego Kotwicy Łukasza Bednarka.
Na razie trudno powiedzieć, jakie będą dalsze losy doświadczonego obrońcy. Ten zapowiedział, że będzie walczył o to, aby kontrakt odzyskał ważność. - Mój prawnik wystosował pismo do Kotwicy, w którym nie zgadzaliśmy się na zerwania umowy. Z tego, co wiem, szefowie klubu z Kołobrzegu nie chcą się ustosunkować do tego pisma. Tak więc oczywiście skierujemy sprawę do PZPN. Prawdopodobnie sprawa wyląduje w Piłkarskim Sądzie Polubownym, który działa przy PZPN - powiedział. Nie ukrywał, że był zdziwiony decyzją klubu.
Jesienią Jakub Rzeźniczak rozegrał 17 spotkań w barwach Kotwicy Kołobrzeg. Nie strzelił żadnego gola, zaliczył za to jedną asystę. Kołobrzeżanie zakończyli rundę jako liderzy II ligi (37 pkt w 20 meczach), choć drugi KKS Kalisz traci do nich trzy punkty przy jednym spotkaniu rozegranym mniej.