Michał Janota był uznawany za wielki polski talent. Nigdy jednak nie osiągnął pełni potencjału. Po powrocie z Holandii w 2012 roku rozegrał 128 meczów w ekstraklasie i 102 w I lidze. Obecnie pozostaje bez klubu. Kilka dni temu udzielił wywiadu, w którym ze szczegółami opowiedział o swojej karierze. Skrytykował w nim m.in. Czesława Michniewicza i jego metody szkoleniowe. - U niego wszystko było super. Klepał mnie po plecach. Tylko że mnie jako piłkarza to już nie śmieszyło, bo chciałem grać. Więc siedziałem cicho - stwierdził.
W rozmowie pojawiły się też bardzo osobiste wątki. Michał Janota opowiedział ze szczegółami o okolicznościach śmierci swojego brata Krzysztofa. We wrześniu 2015 roku doszło do pożaru na statku, na którym pracował. Dla ówczesnego piłkarza Górnika Zabrze był to bardzo trudny czas, bo kilka miesięcy wcześniej zmarł jego ojciec.
W rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą opowiedział ze szczegółami o feralnym dniu z jego perspektywy. - Brat pływał na statku. Pamiętam, że trener Ojrzyński nie wziął mnie wtedy do osiemnastki meczowej. Oni pojechali, a ja rozmawiałem z bratem wieczorem. Coś przerywało, więc powiedziałem, że następnego dnia zadzwonię. Rano poszedłem do sklepu i dzwoni do mnie średni brat i mówi, że prawdopodobnie Krzysiek nie żyje. Ja blady, szybko w auto, zadzwoniłem do trenera i opowiedziałem, jaka jest sytuacja - wspomina.
Następnie Janota w trakcie trasy poinformował swoją matkę oraz żonę brata o tym, co się wydarzyło. To jednak nie wszystko. Janota wraz z bratem musieli udać się do Niemiec, żeby zidentyfikować brata.
- Pojechałem z bratem do Niemiec, żeby rozpoznać zwłoki. Ciało było spalone, więc nie chcieli go nam pokazać. Powiedzieli, że nie ma na to szans. Rozpoznałem brata, bo miał na sobie dres Feyenoordu. Spytali o to i powiedziałem, że to na pewno on. Potem był pogrzeb, wróciłem do Zabrza i robiłem swoje. Dla mnie piłka to była odskocznia w tamtym momencie i dużo mi pomogła. Ja też uważam, że psychicznie jestem mocny - wyznał piłkarz.
Janota w Górniku Zabrze dużo wtedy nie pograł. Zazwyczaj brakowało go nawet na ławce rezerwowych. Łącznie wystąpił w 11 meczach, w których zagrał 282 minuty, a Górnik spadł z ekstraklasy. W kolejnym sezonie trafił do pierwszoligowego Podbeskidzia, gdzie też spędził tylko jeden sezon. Do tej drużyny ponownie trafił w sezonie 2021/22. Niedawno klub niespodziewanie się go pozbył, mimo że w każdym z pierwszych 11 meczów obecnego sezonu był kapitanem.