Robert Lewandowski jako jeden z najbardziej znanych zawodników na świecie współpracuje z wieloma wpływowymi osobami. Od kilku lat reprezentuje go Pini Zahavi, czołowy agent piłkarski. To on zorganizował przejście napastnika z Bayernu Monachium do FC Barcelony (za 45 mln euro), ale i kilka innych wielkich transferów.
Izraelski agent był jedną z osób aranżujących przenosiny Neymara z FC Barcelony do PSG za 222 mln euro. Ale to tak naprawdę tylko część tego, co trzeba było zapłacić. - Przy okazji zmiany klubu przez największych zawodników na świecie ten pakiet finansowy jest zdecydowanie większy. W przypadku Neymara mówiło się, że to zamknęło się w okolicach 250 mln euro, jeśli mówimy o sumie transferowej, prowizji, uposażeniu indywidualnym - wyjaśnił Mateusz Borek w Kanale Sportowym.
Następnie dziennikarz opowiedział o jednej z rozmów z Zahavim, w której ten zdradził mu całkowity koszt transferu Brazylijczykiem. Mowa o kolosalnej sumie. - Ta kwota, którą usłyszałem, mnie powaliła. Ona była większa o 150 mln euro, to była prowizja dla ojca, dla brata czy szereg bonusów, które zostały wynegocjowane - wyjawił Borek. Z tego wynika, że suma wszystkich opłat sięgała nawet 400 mln euro.
W tym wypadku mowa o największej transakcji w historii piłki nożnej, zatem i suma dodatkowych opłat zapewne była rekordowa. Jednak od tamtego czasu na rynku transferowym pojawiły się o wiele większe pieniądze, na czym zyskali również agenci, inkasujący coraz wyższe prowizje. I wydaje się, że prędko się to nie zmieni, o czym świadczy choćby to, że niedawno wygrali sądowy spór z FIFA dotyczący wysokości prowizji.
Pośrednicy bogacili się również na transferach Polaków. Najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii naszego kraju jest Lewandowski (wspomniane przenosiny z Bayernu do Barcelony), poza tym w ostatnich latach wielkie pieniądze zapłacono za Jakuba Kiwiora (ze Spezii do Arsenalu za 25 mln euro) czy Matty'ego Casha (z Nottingham Forest do Aston Villi za 15,75 mln euro).