PZPN sam wydał na siebie wyrok. "Po co to sponsorować?"

Afera - to słowo idealnie opisuje wszystkie zdarzenia wokół PZPN w ubiegłym roku. Nie dość, że fatalnie spisywała się nasza reprezentacja, to nie pomagały jej również kolejne skandale z udziałem polskich władz. Menedżer ds. komunikacji dr Anna Rogala przeanalizowała obecną sytuację federacji i przekazała wymowną opinię. Wspomniała m.in. o strategii "umywania rąk" oraz powiedziała, kto został najbardziej poszkodowany wskutek "afery premiowej".
BFernando Santoz, nowy selekcjoner pilkarskiej reprezentacji Polski
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Ostatnie miesiące to jeden wielki kryzys wizerunkowy PZPN. Zaczęło się jeszcze podczas mistrzostw świata w Katarze, gdzie piłkarze pokłócili się o premię za awans do fazy pucharowej. Następnie federacja postanowiła nie przedłużać kontraktu z Czesławem Michniewiczem i zastąpić go Fernando Santosem, który wytrzymał na stanowisku niespełna osiem miesięcy. Podczas jego kadencji doszło do największej kompromitacji w historii polskiej piłki, kiedy Polacy polegli z Mołdawią 2:3. Na tym właśnie meczu z kadrą pojawił się w Kiszyniowie skazany za korupcję Mirosław Stasiak, który śpiewał słynne już "Za Zu Zi". 

Zobacz wideo Rafał Szymura po zwycięstwie nad Skrą Bełchatów: Powiedzieliśmy sobie, że musimy mocniej zagrywać

Nie pomogło również zwolnienie rzecznika PZPN Jakuba Kwiatkowskiego. Na koniec roku Tomasz Włodarczyk opublikował za to obszerny tekst, w którym opisał "alkoholowe ekscesy" władz federacji podczas ubiegłorocznych MŚ.

Ekspertka przeanalizowała obecną sytuację PZPN. Nie ma żadnych wątpliwości

Wszystkie te zdarzenia spowodowały, że PZPN przestał być odbierany jako poważna federacja. Menedżer ds. komunikacji dr Anna Rogala postanowiła przeanalizować ostatni okres związku i wyciągnęła konkretne wnioski. Przede wszystkim wypowiedziała się nt. afery w Kiszyniowie, po której federacja "zrzuciła" winę na jednego ze sponsorów.

- To była strategia umywania rąk: "to nie nasza wina, nie mieliśmy wiedzy". Trzeba przyjąć, że część sytuacji kryzysowych bierze się z naszych działań, a część z zaniechań. Ja powiedziałabym, że brak procedur w samym PZPN-ie nakręca kolejne kryzysy. Uznaniowe zapraszanie pewnych osób na różne eventy powoduje ryzyko pojawienia się na nich osób negatywnie postrzeganych - przekazała w rozmowie z Polsatem Sport.

Odniosła się również do pozostałych firm współpracujących, które zaczęły rozważać wówczas rozwiązanie umowy z federacją. - Mam wrażenie, że PZPN nie patrzy kompleksowo na relacje, które buduje. Patrzy wyrywkowo: teraz kibice, teraz media, a teraz sponsorzy. Oni wydają pieniądze po to, żeby mieć pozytywne efekty wizerunkowe. Tymczasem jeżeli za PZPN-em ciągnie się afera za aferą, to rodzi się myślenie: "Po co ja mam sponsorować taki związek?" - dodała.

"Afera premiowa" zebrała żniwa. Wiadomo, kto został najbardziej poszkodowany 

Bez wątpienia największe spustoszenie w kadrze wywołała tzw. afera premiowa. Rogala uważa, że piłkarze oraz sztab szkoleniowy w ogóle nie powinni o tym rozmawiać podczas turnieju. - To jest na pewno temat, który medialnie wybija, zwłaszcza jeśli dzieli, a wiemy, że podzielił naszą reprezentację. Z PR-owego punktu widzenia mniej ważne jest, jak było w rzeczywistości. Ważne jest, jak to zostało odebrane, a wypadło źle - stwierdziła.

Zaznaczyła, że dla federacji najłatwiejszym sposobem na "wyciszenie" sprawy było rozstanie się z Czesławem Michniewiczem. - Wyszło na to, że bogaci piłkarze są chciwi. A trener, na którym ciążą podejrzenia związane z aferą korupcyjną, przez co nie miał poparcia wszystkich mediów i kibiców, był stosunkowo łatwym celem. Do tego kończył mu się kontrakt, więc PZPN miał łatwą drogę do tego, aby - mówiąc w skrócie - poświęcić trenera - podsumowała.

Więcej o: