Nawrocki zaprezentował się wręcz kapitalnie. Nie dość, że miał aż 86 proc. celnych podań (32/37), wygrał cztery spośród pięciu pojedynków, to wykonał również cztery skuteczne interwencje i sprokurował rzut wolny, po którym padła bramka. Tym samym wystawiono mu łączną notę 7,3 - która była trzecią najwyższą w zespole, tuż za strzelcami goli Paulo Bernardo (7,5) oraz Kyogo Furuhashim (7,4).
Pojawienie się na boisku Nawrockiego było sporym zaskoczeniem, zwłaszcza że jeszcze niedawno szkoleniowiec Celticu Brendan Rodgers nie dawał mu zbyt dużych nadziei na regularną grę. Zaznaczał wówczas, że duet obrońców Nathaniel Phillips - Liam Scales spisuje się doskonale, dlatego nie zamierza dokonywać zmian.
Tuż po zakończeniu starcia Rodgers został zapytany o występ reprezentanta Polski. I choć nie krył zadowolenia, to zauważył, że piłkarz musi wciąż ciężko pracować, aby wyeliminować błędy.
- Zdaję sobie sprawę z tego, co mam. Szkoda, że nie wrócił trochę wcześniej. Przez kontuzję nie mógł zostać zgłoszony do Ligi Mistrzów. Zaczął trenować, ale miał pewne problemy. To wszystko pokazuje wiarę, jaką w niego pokładam. Od początku wiedziałem, że jest dobry. Popełnił kilka błędów, ale to kwestia rytmu meczowego. Zaliczył dobre wejście, był agresywny. Będzie ważnym zawodnikiem w rundzie wiosennej - powiedział na pomeczowej konferencji prasowej.
Takie słowa trenera Celticu są świetnymi informacjami również dla selekcjonera reprezentacji Polski Michała Probierza. Nie ma co ukrywać, że formacja defensywna jest obecnie naszym największym problemem i ciągle brakuje klarownych kandydatów do gry w podstawowym składzie. Nawrocki może być zatem rozwiązaniem, które być może będzie brane pod uwagę już podczas marcowych baraży el. Euro 2024.
Po 21 spotkaniach Celtic ma na koncie 51 punktów, natomiast Glasgow Rangers tylko 43, choć ma jeden mecz rozegrany mniej. Kolejne starcie piłkarze Brendana Rodgersa rozegrają już we wtorek 2 stycznia, kiedy na wyjeździe zmierzą się z St.Mirren.