Sensacja! Manchester City został stłamszony. To się mogło skończyć pogromem

Dawno nie widzieliśmy tak słabego Manchesteru City pod wodzą Pepa Guardioli. Nie potrafił zdominować rywala, nie był w stanie go niczym zaskoczyć. Aston Villa grała od pierwszej do ostatniej minuty jak transie. Rywal grupowy Legii Warszawa w Lidze Konferencji Europy pokonał mistrza Anglii 1:0 i można się zastanawiać, dlaczego zespół z Birmingham wygrał tylko jedną bramką. Do tego jest przed "The Citizens" w tabeli.

Aston Villa zagrała koncertowo, a ten mecz to była wielka chwila dla Unaia Emery'ego, bo wreszcie pokonał Pepa Guardiolę. "The Villans" oddali ponad 20 strzałów na bramkę.

Zobacz wideo Listkiewicz dostał kontrę. Jaśniej się nie da. "Tragedia ludzka i groby"

Manchester City stłamszony jak nigdy

Villa Park wypełnione po brzegi niosło dzisiaj piłkarzy Aston Villi, grali jak natchnieni od samego początku. Od razu rzucili się na Manchester City, nie pozwolili mistrzowi Anglii nawet spróbować złapać odpowiedniego rytmu.

Gospodarze byli groźni w każdej wykreowanej sytuacji - czy to po ataku pozycyjnym, czy z kontry, czy po stałym fragmencie gry. Mogli wyjść na prowadzenie już w siódmej minucie, ale mocny strzał Pau Torresa obronił Ederson.

Aston Villa nakręcała się z każdą kolejną akcją. W środku pola postacią dominującą był John McGinn, a miał godne wsparcie w postaci Douglasa Luiza i Youriego Tielemansa. Brazylijczyk i Belg także mieli swoje okazje. Z przodu sporo wiatru robili Ollie Watkins i Leon Bailey.

Manchester City przypominał dziecko zagubione we mgle. Bardzo mocno było widać nieobecność Rodriego - pauzował za kartki. Nie było osoby, która uspokoiłaby grę w środku pola. Mistrz Anglii oddał tylko dwa strzały w całym meczu, oba w pierwszej połowie. Przy obu próbach Erling Haaland przegrał pojedynki z Emiliano Martinezem. Potwierdzeniem bardzo słabej postawy "The Citizens" może być jeszcze to, że te dwa strzały Haalanda to jego jedyne kontakty z piłką w polu karnym rywala do przerwy.

Patrząc na przebieg spotkania, remis bezbramkowy można uznać za niespodziankę. Aston Villa miała ogromną przewagę na boisku i powinna prowadzić. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Gospodarze wrzucili jeszcze wyższy bieg. Byli kreatywni i strzelali z każdej możliwe pozycji. Porażała za to statyczność "The Citizens". Nie potrafili przejąć inicjatywy, zaskoczyć rywala, wyprowadzić choćby jednej skutecznej kontry.

"The Villans" zmuszali Edersona do intensywnej pracy, ale dopiero w 74. minucie zmusili go do kapitulacji. Bailey dwa razy wymanewrował Josko Gvardiola i uderzył ze skraju pola karnego, a piłka zmieściła się pod poprzeczką. Pomógł mu rykoszet, który całkowicie zmylił Edersona.

Jednobramkowe prowadzenie to było za mało dla Aston Villi, tu mogło i powinno paść kolejne kilka bramek. Manchester City grał bardzo pasywnie w obronie. Blisko dubletu był Douglas Luiz, ale najpierw przegrał pojedynek sam na sam z Edersonem, a potem uderzył zza pola karnego w słupek.

"The Citizens" mieli spore problemy, żeby w końcówce wyjść nawet z okolic własnego karnego. W drugiej części meczu nie oddali ani jednego strzału. Z kolei Aston Villa przez cały mecz aż 22 razy strzelała na bramkę mistrza Anglii. O wyższości zespołu z Birmingham może świadczyć też fakt, że Unai Emery dokonał pierwszych zmian dopiero w 85. minucie. Wyjściowy skład działał jak idealnie naoliwiona maszyna.

Aston Villa zasłużenie wygrała 1:0, ale jednocześnie można mówić, że to zbyt niski wymiar kary dla dramatycznie słabego Manchesteru City, który stał się zespołem bardzo zależnym od samej obecności Rodriego.

W tabeli Premier League Aston Villa wyprzedziła Manchester City i wskoczyła na podium. Jest o punkt przed "The Citizens". Zespół z Birmingham wygrał wszystkie siedem domowych meczów w tym sezonie.

Matty Cash i Filip Marschall przesiedzieli cały mecz na ławce rezerwowych.

Więcej o:
Copyright © Agora SA