Męczarnie Rakowa i Cracovii w Pucharze Polski. Potrzebna była dogrywka

Raków Częstochowa nie zagrał dobrego spotkania z Cracovią, ale to samo można powiedzieć o "Pasach". Oba zespoły rozczarowywały przez 90 minut, dobrych okazji było jak na lekarstwo. Brakowało także jakości w grze. Dopiero w dogrywce coś drgnęło w obu ekipach, ale lepiej wyglądał Raków, który wyszarpał wygraną 1:0 i jednocześnie awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Goli w dodatkowych 30 minutach powinno być jednak więcej.

Raków Częstochowa i Cracovia zagrały ze sobą drugi raz w ciągu 11 dni. Ale trzeba przyznać, ze środowe starcie w 1/8 finału Fortuna Pucharu Polski nie było tak emocjonujące jak to w PKO Ekstraklasie. Obie ekipy grały zupełnie innym tempem, dużo wolniejszym, z mniejszą intensywnością. Cokolwiek wartego uwagi działo się dopiero po regulaminowym czasie gry.

Zobacz wideo Fatalny start sezonu polskich skoczków. Thurnbichler: Jestem pewny tego zespołu

90 minut do zapomnienia

Pierwsze kilkanaście minut to były piłkarskie szachy. Oba zespoły grały powoli, sporo rozgrywały od tyłu, badały siebie wzajemnie. Jednak lepiej w ofensywie wyglądała Cracovia, jakby miała lepszy pomysł za zdominowanie boiska. Ale tak było przez niedługi czas. Po nieco ponad 20 minutach gry przebudził się Raków.

Częstochowianie z każdą kolejną minutą przyspieszali, ale bardzo powoli. W całej pierwszej połowie stworzyli tylko jedną dobrą okazję, kiedy Łukasz Zwoliński znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale trafił prosto w klatkę piersiową Lukasa Hrosso.

W drugiej połowie przebieg wydarzeń boiskowych wyglądał bardzo podobnie. Obie ekipy grały bez werwy, bez animuszu. Cracovia sporadycznie zbliżała się pod bramkę Rakowa. Częstochowianie częściej atakowali. Znów bliski gola był Zwoliński, ale źle trafił w piłkę zagraną płasko z prawej strony. W ostatnich kilku minutach gospodarze mieli kilka kontrataków, w których mieli przewagę liczebną, ale każdą szansę zmarnowali przez złe przyjęcie potencjalnego strzelca. Najlepszą okazję miał Ante Crnac, który wychodził sam na sam, ale pozwolił, by piłka mu uciekła.

Przełom w dogrywce

Przez 90 minut gry i aż 11 minut doliczonego czasu nie zobaczyliśmy goli. Do wyłonienia ćwierćfinalisty Pucharu Polski potrzebna była dogrywka, a w niej wreszcie padła bramka i to w pierwszej groźnej akcji. Bartosz Nowak dośrodkował z rzutu rożnego, przedłużył zagranie Stratos Svarnas, a piłka spadła pod nogi Milana Rundicia, który z dwóch metrów wpakował piłkę do siatki.

Od tego momentu mecz zrobił się bardziej otwarty, mieliśmy coraz więcej wymiany ciosów. Raz atakowała Cracovia i natychmiast Raków odpowiadał szybszą akcją. Dużo ożywienia wnieśli rezerwowi "Pasów" - Szymon Doba i Mateusz Bochnak. Ale najlepszą okazję dla krakowian miał Otar Kakabadze. Jego strzał z dystansu odbił Vladan Kovacević i niewiele brakował, by strzał dobił inny gracz Rakowa, ale sytuację wyjaśnił Svarnas dobrym wybiciem.

Zdecydowanie brakowało Cracovii jakości w ofensywie, a bliżej podwyższenia wyniku był za to Raków. W jenej sytuacji Crnac powinien strzelić gola. Dostał piłkę z lewego skrzydła, wbiegł niepilnowany w pole karne, miał dużo czasu i miejsca, a strzelił prosto w Lukasa Hrosso.

Cracovia jeszcze próbowała coś zdziałać w ostatnich minutach dogrywki, ale daleko było jej do wyrównania. Raków wymęczył wygraną 1:0 i awansował do ćwierćfinału Pucharu Polski. W kluczowym momencie mistrz Polski okazał się lepszym zespołem.

Więcej o:
Copyright © Agora SA