To może być największa sensacja Euro. Historyczny awans o krok

Przez lata Gruzja nie miała tak fenomenalnego piłkarza, jakim w Polsce jest Robert Lewandowski. W blisko czteromilionowym kraju w końcu objawił się fenomen: Chwicza Kwaracchelia. I to właśnie on ma poprowadzić kadrę do historycznego awansu na wielki turniej. Uważajcie: zbliżają się najlepsze czasy gruzińskiego futbolu. - "Kvaradona" daje w ojczyźnie nadzieję - mówi nam jeden z gruzińskich ekspertów.

Na Euro 2024 zostały trzy wolne miejsca. Jedno z nich może wywalczyć Gruzja, która w półfinale baraży mierzy się z Luksemburgiem, a w ewentualnym finale czeka zwycięzca meczu Grecja - Kazachstan. Przed Gruzinami wielka szansa, by zagrać na pierwszym wielkim turnieju od ogłoszenia niepodległości w 1991 r.

Zobacz wideo Listkiewicz dostał kontrę. Jaśniej się nie da. "Tragedia ludzka i groby"

Gruzja nigdy nie uchodziła za futbolowego giganta. W klubowych rozgrywkach do dziś największym sukcesem pozostaje Puchar Zdobywców Pucharów, zdobyty w 1981 roku przed Dinamo Tbilisi, jeszcze za czasów Związku Radzieckiego. To obecnie 77. zespół rankingu FIFA, a najwyżej sklasyfikowany był w 1998 r., gdy zajmował 42. miejsce. Do tej pory ani razu nie wywalczył awansu do turnieju finałowego mistrzostw Europy czy świata. Wygląda jednak na to, że nadeszły zdecydowanie najlepsze czasy dla tego narodu.

Najtrudniejsza grupa w eliminacjach. "Zabawne i smutne podsumowanie"

Gruzja nie miała najprostszego zadania w eliminacjach do Euro, gdzie zdobyła osiem punktów w ośmiu meczach. W grupie była lepsza tylko od Cypru (z którym dwukrotnie wygrała), a przed nią były Hiszpania, Szkocja i Norwegia - pozostałe dwa punkty to remisy ze Szkocją (2:2) i Norwegią (1:1). W przypadku Norwegii o braku baraży zdecydowała... Liga Narodów, a konkretniej jeden gol, którego zabrakło w rywalizacji ze Słowenią. Ot, absurdy związane z rozgrywkami.

- Trendem w Gruzji jest wykorzystywanie eliminacji w celu przygotowania się do kolejnych. To zabawne i zarazem smutne podsumowanie piłki nożnej w naszym kraju - mówi Sport.pl Luka Lagwilawa, twórca profilu Georgian Footy na X-ie, który obserwuje ponad siedem tys. osób. Lagwilawa nie jest więc zdziwiony, że nie udało się awansować na Euro bezpośrednio. - Trafiliśmy do najtrudniejszej grupy, praktycznie zero szans na awans. Były mecze, w których Gruzja mogła zdobyć więcej punktów, ale musimy zapomnieć o przeszłości, bez względu na to, jak niesprawiedliwa może się ona wydawać - dodaje.

Granie w barażach nie jest jednak Gruzinom obce. - Przegrana w play-offach, obojętnie na jakim etapie, będzie uznana za ogromne rozczarowanie. W 2020 r. przecież był bliźniaczo podobny scenariusz. Wtedy przegraliśmy finał u siebie z Macedonią Północną (0:1), a Kwaracchelia nie zagrał przez COVID - dodaje ekspert. W półfinale Gruzja była lepsza od Białorusi, ale w finale o włos minęła się z sukcesem.

Przedstawiciele klubów ekstraklasy ważnym punktem kadry. Ale wnioski są jednoznaczne

Co ciekawe, w reprezentacji Gruzji jest dwóch przedstawicieli ekstraklasy. Są to 28-letni Otar Kakabadze oraz 31-letni Nika Kwekweskiri, którzy zagrali po 57 spotkań w kadrze. Gracze Cracovii oraz Lecha zagrali ponad połowę spotkań w eliminacjach: Kakabadze zanotował asystę w starciu ze Szkocją, a Kwekweskiri miał asystę w meczu z Norwegami.

Mimo ich bogatego doświadczenia reprezentacyjnego ostatnie notowania nie są zbyt satysfakcjonujące. - Ja nie jestem fanem żadnego z nich, ale Kwekweskiri i Kakabadze byli przez lata podstawowymi graczami w Gruzji. Gdyby to ode mnie zależało, nie grałbym teraz Kwekweskirim ze względu na widoczny brak fizyczności, szybkości czy wytrzymałości, której ten zespół potrzebuje. Kakabadze zaskoczył nas pozytywnie w dwóch ostatnich meczach, gdzie grał w formacji z piątką obrońców jako półprawy stoper, ale jest niekonsekwentny i jednowymiarowy - tłumaczy Lagwilawa.

Kvaramania w Gruzji. Ale kadra to nie tylko gwiazda Napoli

Zdecydowanie największą gwiazdą reprezentacji jest Chwicza Kwaracchelia, którego talent wybuchł po transferze do Napoli. Włosi błyskawicznie go pokochali, a w Neapolu doczekał się pseudonimu "Kvaradona". - Przed nim jeszcze długa droga. Będzie tylko lepszy, ale to wymaga czasu - mówił Sport.pl jeden z gruzińskich dziennikarzy w lutym tego roku. Artykuł o gwieździe Napoli, autorstwa Antoniego Partuma, możecie przeczytać w tym miejscu. Ale Gruzja to nie tylko Kwaracchelia. Wielką gwiazdą jest też Giorgi Mamardaszwili, bramkarz Valencii, którym niedawno interesował się m.in. Real Madryt.

Lagwilawa przekonuje, że kadra nie kręci się tylko wokół Kwaracchelii czy Mamardaszwilego i jest zdecydowanie więcej graczy, na których warto zwrócić uwagę. - Bohaterem wielkiego transferu latem może być Irakli Azarowi, jeśli będzie kontynuował grę w ten sam sposób, jak czyni to teraz w Szachtarze Donieck, a my zagramy na Euro. Ciekawym kandydatem jest też Gabriel Sigua z FC Basel. Otar Kiteiszwili ze Sturmu Graz i Giorgi Koczoraszwili z Levante są nieco starsi, ale też mogą być łakomym kąskiem na rynku - wylicza twórca Georgian Footy.

Wracając jeszcze do Kwaracchelii: "Kvaramania" panuje nie tylko w Neapolu, lecz także w jego ojczyźnie. Zaczynał w akademii Dinama Tbilisi, był przez rok w FC Rustawi, a po wybuchu wojny w Ukrainie przeniósł się na trzy miesiące z Rubina Kazań do Dinama Batumi. - Chwicza jest bez wątpienia najbardziej rozchwytywanym piłkarzem, jakiego kiedykolwiek mieliśmy. Pamiętam czasy, gdy na ulicach dzieci chodziły w koszulkach Messiego, Ronaldo, Neymara, a teraz siedmioro na dziesięcioro dzieciaków ma koszulkę Kvaradony. To mówi wiele o jego statusie. Ze społecznego punktu widzenia, gdy kraj nie cieszy się najlepszym okresem w swojej historii, Chwicza jest kimś, kto naprawdę daje ludziom nadzieję. Teraz powszechne w każdym domu jest oczekiwanie na weekend, by obejrzeć Kvarę w meczu Napoli - opowiada Lagwilawa.

Monopolizacja na rynku. Szokujące liczby. 85-90 procent

Ostatnie wyniki, a także wystrzał formy Kwaracchelii mają wprowadzić Gruzję w najlepszy okres w historii. - Głównym powodem takiego rozwoju piłkarzy jest akademia Dinamo Tbilisi, która zmonopolizowała lokalny rynek i pozyskała 85-90 proc. największych talentów w kraju. Jest tam świetna infrastruktura, przyzwoici trenerzy i szanse na grę w międzynarodowych turniejach. Biorąc pod uwagę to, że Dinamo zajmuje teraz większość rynku, zaryzykowałbym takie przypuszczenie, że wkrótce pojawi się kilka nowych perełek - tłumaczy nasz ekspert.

Wśród najbardziej znanych klubów w Gruzji są Dinamo Batumi, Dinamo Tbilisi czy Torpedo Kutaisi. Do tej pory Europy nie udało się im podbić, a jak przekonuje Lagwilawa, nie ma obecnie perspektyw, że w jednej z europejskich lig pojawi się utalentowany gruziński trener. - Szkolenie trenerów jest ogromnym problemem, bo od wieków walczymy o to, by znaleźć przyzwoitego szkoleniowca. Dlatego też nasze kluby nie dostają się do fazy grupowej w europejskich pucharach. W tym sezonie w lidze było sporo zagranicznych trenerów, którzy znacznie poprawiali wyniki swoich drużyn, zwłaszcza w drugiej części sezonu - dodaje Lagwilawa.

Legenda za sterami kadry. Kontrowersje i eksperymenty. "Dobra opcja awaryjna"

Od lutego 2021 r. selekcjonerem Gruzji jest Willy Sagnol. Francuz był asystentem Carlo Ancelottiego w Monachium w 2017 r., prowadził samodzielnie Bordeaux w latach 2014-2016, a także odpowiadał za kadrę Francji do lat 20 i 21. Nie miał zatem największego doświadczenia trenerskiego. Przed objęciem Gruzji był łączony z kadrą Iranu, a po ogłoszeniu w Gruzji przyznał, że do pracy przekonał go drzemiący tu potencjał.

Początek pracy w Gruzji był dla Sagnola dosyć burzliwy, bo w pierwszych dziesięciu meczach wygrał tylko dwa razy. - Z Sagnolem wiążą się mieszane uczucia, bo został wybrany na stanowisko dość późno, na miesiąc przed pierwszymi meczami. Zanim zespół odzyskał formę i pewność siebie po wygranych meczach z Kosowem i Szwecją, wpadł w dołek. Po tych meczach Gruzja miała serię 11 meczów bez porażki (dziewięć zwycięstw, dwa remisy), dominowała w Lidze Narodów i awansowała do dywizji B - opowiada ekspert.

- Sagnol dokonywał jednak kilku wątpliwych wyborów, rotował, próbował zaskakiwać kibiców i w 90 proc. przypadków to zawodziło. Ogólnie rzecz biorąc, uporządkował zespół i znalazł najlepsze ustawienie, czyli grę piątką z tyłu. Ze zwycięstwami poprawił się nastrój i ogólne nastawienie. To główny pozytyw, jaki wniósł. Ale szczerze? Nie mam pojęcia, dlaczego akurat z nim podpisali kontrakt. Federacja nie była w stanie znaleźć dosłownie nikogo, więc Sagnol wydawał się opcją awaryjną - przyznaje twórca ekspert.

Czy to może być czarny koń Euro? "Szanse na pozytywny wynik"

Gruzja poznała już potencjalnych rywali w przypadku historycznego awansu na Euro. Zespół Sagnola trafi do grupy F, gdzie znajduje się Portugalia, Czechy i Turcja. Czy zdaniem Lagwilawy to może być czarny koń turnieju? - Na chwilę obecną głównym celem i marzeniem jest awans. Co się tam wydarzy, to już okaże się później. Patrząc na wylosowaną grupę, z pewnością są szanse na uzyskanie tam pozytywnego wyniku - uważa ekspert.

Gruzja zagra w półfinale baraży z Luksemburgiem, który odbędzie się 21 marca 2024 roku w Tbilisi. W przypadku awansu do finału, zaplanowanego na 26 marca, jej atutem będzie gra na własnym boisku w stolicy kraju. Gruzini mają zamiar przegonić demony, które ich gnębiły cztery lata temu. Teraz już Kwaracchelii ma nie zabraknąć. Szanse na sukces zatem rosną.

Więcej o:
Copyright © Agora SA