Robert Lewandowski już ma następcę. "Czołg". U niego wszystko jest wielkie

Dawid Szymczak
Wszystko w jego karierze jest wielkie: Brazylia, Barcelona, kłótnie przy transferach, nadzieje, oczekiwania i postaci, do których jest porównywany. Vitor Roque ma być kolejnym z dynastii wspaniałych brazylijskich napastników, najważniejszym strzelcem Barcelony po odejściu Roberta Lewandowskiego, a już od stycznia - jego zmiennikiem i podopiecznym. Sporo, jak na osiemnastolatka.

Im mniej goli strzela Lewandowski i im więcej marnuje okazji, tym kibice niecierpliwiej wypatrują przyjścia Vitora Roque. Rozpala wyobraźnię: ma 18 lat, 28 goli i 11 asyst w 81 meczach dla Athletico Paranaense, przyczepioną łatkę wielkiego talentu i rekomendacje od największych postaci brazylijskiego futbolu. Ze względu na pozycję, styl gry i bardzo wczesny debiut w reprezentacji Brazylii ciągnie za sobą bagaż porównań do Ronaldo. Kibice mogą wyczekiwać, ekscytować się i wierzyć w bezbolesną przeprowadzkę z Brazylii do Hiszpanii, ale Barcelona chce zachować zdrowy rozsądek i nie przyspieszać na siłę kariery, która i tak niesłychanie pędzi. Ściąga go do siebie już w styczniu, bo z wielu względów twierdzi, że tak będzie dla niego najlepiej. Nie chce jednak nakręcać oczekiwań, które po wydaniu 30 mln euro (kolejne 30 mln euro zapisano w bonusach) i wpisaniu do ośmioletniego kontraktu 500 mln euro klauzuli odstępnego, i tak będą olbrzymie. Ma mu dać czas, zatroszczyć się o jego spokój i otoczyć wsparciem.

Zobacz wideo Michał Probierz wykorzystał pomidora. Ależ pewność siebie!

Wyjaśnijmy to od razu - Roque nie przychodzi za Lewandowskiego. Wprost podkreśla to Deco, były piłkarz Barcelony, który od lata jest jej dyrektorem sportowym, między wierszami mówi to też trener Xavi, a na koniec sam zawodnik nie chce Polakowi rzucać wyzwania, tylko się od niego uczyć. Klub wierzy, że to zadziała: Lewandowski chętnie wchodzi przecież w rolę mentora, a Roque chłonie wiedzę i Polaka podziwia, wręcz nazywa legendą. Idealny plan zakłada, że wzajemnie sobie pomogą. Roque skorzysta z porad i poobserwuje Lewandowskiego z bliska, a Lewandowski w końcu będzie miał zmiennika, dzięki któremu czasem odpocznie. Mogą grać też razem, bo ich atuty wydają się komplementarne. Lewandowski jest doświadczony i potrafi grać plecami do bramki, a Roque bazuje na niezwykłej dynamice i sile, dzięki którym doskonale wykorzystuje na boisku wolną przestrzeń. Ale tak - docelowo, gdy Polak odejdzie z klubu, Brazylijczyk ma być gotowy, by go zastąpić.

Brazylia kocha napastników i wypatruje następnego Ronaldo

Właściwie Vitor Roque może czuć się zawodnikiem Barcelony już od lata, ale formalnie miał do niej dołączyć dopiero w lipcu 2024 r., by pogrążony finansowo klub zmieścił się w limitach finansowego fair play narzuconych przez władze ligi. Barcelona od kilku tygodni szukała sposobu, żeby ściągnąć go już w styczniu, ale furtką do tego transferu ostatecznie okazała się poważna kontuzja Gaviego, która wykluczyła go z gry do końca sezonu. Hiszpan zostanie więc wyrejestrowany z rozgrywek, a w jego miejsce wskoczy Roque. Cały plan jest już nakreślony: 6 grudnia ostatni mecz w Athletico Paranaense, później krótki urlop, a po świętach wylot do Barcelony i udział w pierwszym treningu 28 grudnia. Mecz z Las Palmas 4 stycznia będzie pierwszą okazją do debiutu.

- W barwach Athletico Paranaense dałem z siebie wszystko, a teraz przyszedł czas, żebym spełnił swoje marzenie. Tym jest gra dla Barcelony - mówił kilka dni temu Brazylijczyk, zaraz po ostatnim domowym meczu. Kibice pożegnali go brawami, a dziennikarze nie odstępowali na krok. Pytali o presję, nastawienie i cele. - Pracuję nad swoją głową, żeby być gotowym na to wyzwanie. Pokora, praca i jeszcze raz praca. Wierzę, że to klucz do sukcesu. I to, że zawsze chcę więcej. Dlatego przechodzę teraz do tak wielkiego klubu, jak Barcelona. Oglądałem każdy jej mecz, nie mogę się już doczekać - nie krył ekscytacji. Ulubiony mecz? - Zwycięstwo 6:1 z PSG z Neymarem w roli głównej.

W Brazylii mówią, że to klejnot, pokoleniowy talent. Widzą w nim i jeszcze rok młodszym Endricku, napastniku zaklepanym już przez Real Madryt, duet na miarę Romario - Bebeto. Ale samego Roque najczęściej porównują do Ronaldo. Był w końcu najmłodszym debiutantem w reprezentacji (18 lat i 25 dni) od jego czasów. Ronaldo też nie ma wątpliwości: - To nasza przyszłość - mówi. Roque nie wydaje się jednak przytłoczony taką dużą skalą oczekiwań. Bawi się tą konwencją i kiedyś ściął nawet włosy tak, jak "Fenomeno" w 2002 roku.

A Brazylia szaleje, bo kocha napastników. Jest ich głodna. Już od dwóch dekad nie ma do kogo wzdychać: wystrzał Adriano był chwilowy i stanowi dziś dla młodych przestrogę, Gabriel Jesus gra w Arsenalu, od lat jest w najlepszej lidze na świecie, ale nie strzela tak wielu goli. Gabrielowi Barbosie Almeidzie podbój Europy nie udał się kompletnie, a Alexandre Pato nie zdołał doskoczyć do poprzeczki oczekiwań zawieszonej w chmurach. Zewsząd słychać jednak, że Roque jest inny - lepiej przygotowany, mądrzejszy, spokojniejszy i otoczony przez świadomych rodziców. Trenerzy podkreślają jego pracowitość i pokorę. Roque zawczasu uczył się angielskiego, co u brazylijskich piłkarzy nie jest normą. Od kilku lat współpracuje też z psychologiem sportowym, wierząc, że każdy piłkarz powinien pracować nie tylko nad nogami, ale też nad głową. W Brazylii twierdzą, że on i Endrick reprezentują już inne - lepsze - pokolenie. Zdecydowanie bardziej przygotowane, by odnieść sukces.

Nie ma przypadku w tym, że gdy kilka miesięcy temu Barcelona przyklepała transfer Roque, a Xavi Hernandez został poproszony, by krótko go scharakteryzował, nie zaczął od wymienienia boiskowych zalet. - Jest bardzo dobrze przygotowany. To zawodnik bardzo dojrzały i silny psychicznie - podkreślał. Podobnie rok temu wypowiedział się Luiz Felipe Scolari, były selekcjoner, który prowadził Roque w Athletico. - Ma 17 lat, ale i pod względem fizycznym, i psychicznym, sprawia wrażenie o 6-7 lat starszego - stwierdził. 

Jego słowa dodały kibicom nadziei, że Roque nie będzie kolejną brazylijską gwiazdką, którą zgasi Europa. Tęgie głowy w Brazylii, utyskując na brak klasowego napastnika, od lat zastanawiały się, jak zwiększyć transferową skuteczność i sprawić, by ich piłkarze lepiej adaptowali się do nowych warunków. Eksperci stwierdzili choćby, że kilka lat temu Real Madryt, kupując 17-letniego Viniciusa Jr, kompletnie zmienił rynek i obowiązujące reguły. Największe europejskie kluby już nie kusiły piłkarzy dwudziestoparoletnich, ale nastolatków. Chciały ich najszybciej, jak to możliwe, by szlifować ich talent już w Europie. A skoro pojawił się popyt, to i liga zaczęła takich piłkarzy dostarczać. Debiutują więc coraz to młodsi zawodnicy. Wyjeżdżać z Brazylii mogą, gdy skończą 18 lat i osiągną pełnoletność, ale umowy podpisują już wcześniej. Według wielu ekspertów - rzucają się za ocean zbyt wcześnie, jeszcze nieukształtowani i nieprzygotowani mentalnie.

Roque ma być jednak wyjątkiem. Za granicę wyjeżdża pierwszy raz, ale z transferowym szumem zderzył się już jako czternastolatek. Przechodził z Ameriki Mineiro do Cruzeiro, a transfer - jak na juniorskie warunki - był gwiazdorski. Roque już wtedy uchodził za wielce utalentowanego i nie mógł odpędzić się od zainteresowanych nim klubów. Jedne grały bardziej czysto, inne mniej. America uznała, że Cruzeiro, by być najszybsze, wykradło im zawodnika w nielegalny sposób. Zaproponowało ojcu Vitora stanowisko skauta z astronomiczną pensją 20 tys. euro miesięcznie i wypchało pieniędzmi kieszenie jego agenta. W przypadku dzieci - to niedozwolone. Dopięło swego, ale o transferze - i nielegalnych zagrywkach - huczał cały kraj.  Ostatecznie America wywalczyła w sądzie 35 proc. praw do Roque i kwoty kolejnego transferu, a Cruzeiro w ramach kary zostało wycofane z wielu turniejów młodzieżowych. Rozwoju Roque to nie zaburzyło, więc kibice liczą, że równie dobrze poradzi sobie z szumem towarzyszącym transferowi do Barcelony.

Barcelona rzuca wyzwanie Realowi Madryt. Roque pomoże Lewandowskiemu?

Deco - ojciec tego transferu - usłyszał o Roque już kilka lat temu, w czasach, gdy pracował jeszcze jako agent piłkarski. Jego przyjaciel Branco, były reprezentant Brazylii, który pracuje w federacji jako koordynator grup młodzieżowych, przekonywał, że musi zapisać jego nazwisko i uważnie obserwować, bo lada moment wyrośnie na znakomitego piłkarza. To była dobra rada. I właśnie doskonała orientacja Deco na brazylijskim rynku i gęsta sieć kontaktów, bez której trudno w tym kraju o jakikolwiek transfer, były dla niego jak bilet wstępu do gabinetów Barcelony. Barca chce rzucić wyzwanie Realowi, który w ostatnich latach czerpał garściami z tego, że nie ma w Brazylii większej konkurencji. Sprowadzanie najzdolniejszych nastolatków się sprawdziło - Vinicius Junior i Rodrygo są dziś kluczowymi zawodnikami. Barcelona wie, że już nie może ich dłużej przegapiać. Nie stać jej na to w obliczu finansowych problemów. Musi szukać i przekonywać, zanim zdrożeją. A cena rośnie wręcz niebywale szybko.

Deco w ostatnich tygodniach znów był w Brazylii, by dograć szczegóły przeprowadzki Roque. Doglądał też, jak radzi sobie po kontuzji, która wykluczyła go z gry na dwa miesiące. Wszystko jest w porządku - zagrał już w trzech meczach i w każdym kolejnym dostawał coraz więcej minut. Strzelił też już pierwszego gola. Nie ma mowy, by w Barcelonie trafił do drużyny rezerw. To piłkarz, który może otworzyć przed Xavim nowe możliwości gry w ataku. Zmiennik, ale też potencjalny partner Lewandowskiego. Choć Roque nie jest tak dobry technicznie, jak Joao Felix, to może grać na podobnej pozycji i bazować na niesamowitym przyspieszeniu. Xavi próbował też wystawiać w roli drugiego napastnika Ferrana Torresa, ale efekty nie były zadowalające. Roque teoretycznie pasuje do tej roli znacznie bardziej.

W Brazylii ma dwa pseudonimy: "Tigrinho" odziedziczył po ojcu - to tygrysek i nie kryje się za nim większa historia, choć Barcelona podkreślała związaną z nim dzikość w powitalnym filmiku. "Czołg" nawiązuje już do boiska. Roque mierzy zaledwie 172 cm, ale - jak mówi Scolari - ma niezwykle silne nogi. Jest twardy, trudno go przewrócić. W młodzieżowych rozgrywkach często był defensywnym pomocnikiem, bo zanim trenerzy dostrzegli jego talent do zdobywania bramek, widzieli naturalną siłę, zawziętość i boiskową agresję. Nie zatracił tych cech - jest napastnikiem walczącym, zaangażowanym w pressing. Jest przy tym bardzo mobilny - zbiega ze środka do skrzydeł i nieustannie szuka wolnych przestrzeni. A gdy już znajdzie, wrzuca wyższy bieg i odjeżdża obrońcom po kilku metrach. Brazylijscy analitycy podkreślają, że jak na swój wiek dobrze rozumie taktykę i wyróżnia się na boisku sprytem. Ma ciąg na bramkę i łatwość zdobywania goli. Daleko mu jednak do stereotypowego brazylijskiego piłkarza, którzy gra w rytmie samby i nieustannie bawi się piłką. Roque jest oszczędny - nie robi zbyt wielu zwodów, a już nigdy nie używa ich po to, by jedynie zachwycić publiczność. Zdarzają mu się niedokładne podania, niezbyt wypieszczone przyjęcia. Bazuje na swojej fizyczności i atletyzmie, ale ma techniczne niedociągnięcia. Wyróżnia się za to bardzo dobrym strzałem - według danych Wyscout 43 proc. jego uderzeń na bramkę kończy się golem.

Scolari podkreśla, że Roque potrafi już bardzo dużo, ale wciąż potrzebuje typowo juniorskich treningów: by trenerzy zwracali mu uwagę na kierunek przyjęcia piłki, na ustawienie kolegów, a także tłumaczyli, jak trafić w piłkę, w którym kierunku oddać strzał w zależności od ustawienia na boisku. Na najwyższym poziomie napastnicy raczej nie słyszą takich uwag. Choćby Pep Guardiola twierdzi, że nigdy nie mówi napastnikowi, co ma zrobić w polu karnym, bo sam jako piłkarz zdobywał mało bramek, więc zawodnicy, z którymi pracuje, wiedzą to znacznie lepiej od niego. Choćby Lewandowskiemu tłumaczył w Bayernie Monachium, że pole karne jest jego świątynią i on nawet nie śmie do niej wchodzić, a jego jedynym zadaniem jako trenera jest sprawić, by cały zespół dostarczał mu piłkę do tej świątyni jak najczęściej. - Reszta to instynkt napastnika - powtarzał. Scolari apeluje jednak, by Roque nie traktować w podobny sposób tylko wciąż widzieć w nim juniora. W Barcelonie są tego świadomi.

Więcej o:
Copyright © Agora SA