Nie milkną echa wydarzeń z Birmingham, kiedy na trybunach Villa Park zabrakło kibiców Legii Warszawa, którzy starli się z brytyjską policją. Sprawą zajmuje się UEFA. Legia oskarża Aston Villę o zachowanie niezgodne z regulaminem, czyli przyznanie mniejszej puli biletów. Mówi się też o prowokacji ze strony Anglików.
- To była czysta złośliwość i narażanie się na kłopoty, do których później doszło. Lepiej mieć ludzi w tak dużej liczbie na stadionie pod kontrolą niż na ulicy. To była albo głupota, albo prowokacja ze strony angielskiej policji - tak komentował wydarzenia spod Villa Park Michał Listkiewicz na łamach "Przeglądu Sportowego".
Zupełnie nie zgadza się z nim ekspert ds. bezpieczeństwa, Marcin Samsel. Przypomniał, dlaczego Anglicy od lat unikają sytuacji, gdzie na stadion próbuje się dostać duża grupa kibiców bez wejściówek. Nawiązał do jednej z największych tragedii w historii futbolu.
- Jeśli pan Michał Listkiewicz cofnąłby się kilkanaście lat temu, to tak to jest, jak wypowiada się nt. bezpieczeństwa człowiek, kto był sędzią piłkarskim, a nie zajmował się bezpieczeństwem. To tak jak piłkarze wypowiadają się z poziomu murawy o bezpieczeństwie na stadionach. Jeżeli ktoś się cofnie do tragedii, która wydarzyła się na Hillsborough, właśnie w tej Anglii - mechanizm, który wtedy zadziałał, stratowania się kibiców - to już będzie wiedział, dlaczego w Anglii nikt nie pozwoli sobie wpuścić ludzi bez biletów na stadion - powiedział w programie Sport.pl Live.
- To tylko w Polsce od czasu do czasu te zasady są łamane. W Anglii nikt takich rzeczy nie robi, ale tylko dlatego, że ich nauczyło życie, tragedie, które przeżyli. Oni na tym bazują, na tragedii ludzkiej i grobach, które maja na cmentarzach w Anglii - dodał Samsel.
Nie wiadomo, kiedy UEFA wyda wyrok ws. zdarzeń z Birmingham. Wciąż nie zdecydowała, co z agresywnym zachowaniem policji i ochrony stadionu w Alkmaar wobec Dariusza Mioduskiego. Brytyjska policja uważa, że Legia powinna zostać wykluczona z europejskich pucharów.