Lech Poznań oburzony mimo wygranej. "Był jakiś dziwny upór. Niezrozumiałe"

Choć Lech Poznań wygrał na wyjeździe z Koroną Kielce 1:0, to więcej będzie się mówić o absurdalnych warunkach, w jakich rozgrywał się mecz, niż o grze "Kolejorza". Co prawda sami piłkarze chcieli grać przy obfitych opadach śniegu i na zasypanej murawie, to klub z Wielkopolski jest oburzony, że ostatecznie zdecydowano się rozegrać mecz. Lech wskazuje, że w ogóle nie miał wpływu na decyzję odnośnie spotkania.

Już kilka godzin przed meczem spotkanie Korony z Lechem było zagrożone przez intensywne opady śniegu, które nadeszły z południowego zachodu. Anomalia pogodowa sparaliżowała m.in. rozgrywki Czechach, gdzie odbył się tylko jeden z pięciu zaplanowanych meczów. W Bundeslidze Bayern Monachium nie mógł zagrać z Unionem Berlin. Przez śnieg przełożono jeden mecz PKO Ekstraklasy, drugi anulowano po kwadransie. Przesunięto dwa spotkania Fortuna 1. Ligi.

Zobacz wideo Jeszcze 5 lat temu Michał Probierz nie chciał być selekcjonerem. „Młodzieżówka była, jak moje dziecko"

Lech nie kryje oburzenia ws. meczu z Koroną

Porządkowi pracowali na stadionie w Kielcach już wczesnym popołudniem, bo musieli odgarniać grubą warstwę śniegu, która przykryła murawę obiektu Korony. Kilkukrotnie kontrolowano stan boiska. Na godzinę przed meczem zapadła ostateczna decyzja o tym, by Korona zagrała z Lechem.

Mecz się toczył w absurdalnych, skandalicznych warunkach, bo opady w trakcie były naprawdę intensywne. Gra była daleka od atrakcyjnej, zawodnicy ryzykowali swoje zdrowie. Kontuzji nabawił się Adriel Ba Loua, któy poślizgnął się na śniegu. Zarządzano nawet przerwy na odśnieżanie linii na boisku. Komentarze w sieci były zgodne - starcie Korony z Lechem nie miało prawa się odbyć w takich warunkach i powinno zostać przełożone. To była farsa i antyreklama PKO Ekstraklasy.

A jednak obie ekipy zagrały i dograły do końca. Lech wygrał 1:0. Płynęły głosy, że to sami piłkarze obu zespołów byli chętni do gry na śniegu. Sędzia Bartosz Frankowski miał zaakceptować stanowisko graczy i samemu też być za tym, by rozegrać to spotkanie.

- Nie chcieliśmy znowu przyjeżdżać do Kielc. Skoro była szansa, to my chcieliśmy grać, Korona też. Sędzia też nie miał z tym problemu, zresztą on jako jedyny biegał dziś w koszulce z krótkim rękawem. Chyba mu się to nawet podobało - komentował po meczu dla Canal+ Sport Kristoffer Velde. Norweg wszedł z ławki w pierwszej połowie za Ba Louę i strzelił zwycięskiego gola dla "Kolejorza".

Co prawda piłkarze chcieli grać, ale z samego klubu płyną głosy oburzenia, że rozegrano spotkanie przy bardzo silnych opadach śniegu.

"Czy cieszę się z 3 pkt w Kielcach? Tak. Ale to, że ten mecz się odbył, jest skandalem. Tak, SKANDALEM. W Gliwicach warunki były lepsze lub porównywalne i przerwano grę. Tutaj był jakiś dziwny upór. Niezrozumiałe" - pisał na Twitterze rzecznik prasowy Lecha Maciej Henszel (pisownia oryginalna).

Ten wpis Henszela można rozumieć jako oficjalne stanowisko Lecha w sprawie, ponieważ klub podał dalej tego posta.

Rzecznik dodał też, że decyzja należała przede wszystkim do zespołu sędziowskiego i delegata Ekstraklasy. Przyznał, że jakiekolwiek głosy ze strony klubów miały marginalne znaczenie.

W tabeli PKO Ekstraklasy po sobotnich meczach Lech zajmuje trzecie miejsce z dorobkiem 32 punktów i pozostanie na podium przynajmniej przez najbliższy tydzień. Korona jest na 14. pozycji, ma 17 punktów i zaledwie jeden punkt przewagi nad strefą spadkową.

Więcej o:
Copyright © Agora SA