Największa kompromitacja w historii! Takiego samobója jeszcze nie było [WIDEO]

- O rety! Co za kompromitacja. Co tu się wydarzyło? O boże! - krzyczeli komentatorzy Viaplay tuż po kuriozalnej akcji zawodników Hamburgera SV, którzy wpakowali piłkę do własnej bramki w wyjazdowym meczu derbowym przeciwko FC St. Pauli. Takich goli nie widuje się zbyt często, albo i wcale. - To jest coś, czego nie zrozumiem - dodał jeden z komentatorów, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Finalnie mecz zakończył się remisem 2:2.

W hicie 15. kolejki 2. Bundesligi zmierzyły się dwa kluby z Hamburga, czyli FC St. Pauli oraz Hamburger SV. Spotkanie zapowiadało się niesłychanie emocjonująco, ponieważ oba zespoły w tym sezonie walczą o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech, zajmując dwa pierwsze miejsca w tabeli. I tak też się stało. Mecz był bardzo ciekawy i zacięty, a jego ozdobą stała się sytuacja, która przejdzie do historii futbolu.

Zobacz wideo Co za słowa Piotra Zielińskiego! "Spełnienie dziecięcych marzeń"

Historyczny gol samobójczy piłkarzy Hamburgera SV. Co oni wymyślili?

Starcie rozpoczęło się od trafienia gospodarzy, którymi byli zawodnicy St. Pauli. Piłkę do siatki w 15. minucie skierował 30-letni Jackson Irvine. Zaledwie dwanaście minut później stało się coś, co piłkarscy kibice zapamiętają na długo.

Piłkarze Hamburgera próbowali rozpocząć akcję od własnej bramki. Najpierw golkiper gości Daniel Heuer Fernandes wykonał krótkie podanie do znajdującego się kilka metrów obok Stephana Ambrosiusa. Ten oddał piłkę do drugiego obrońcy - Guilherme Ramosa, który, chciał odegrać do bramkarza swojej drużyny, jednak futbolówka niefortunnie zmierzała w światło bramki. Zdezorientowany Heuer Fernandes musiał ratować się dalekim wybiciem, jednak wtedy piłka podskoczyła na kępce trawy, przez co 31-latek z całej siły kopnął ją pod... własną poprzeczkę.

- O rety! Co za kompromitacja. Co tu się wydarzyło? O boże! To przejdzie do historii 2. Bundesligi. To przejdzie do historii derbów. Co też oni tutaj stworzyli? Rany boskie [...] To jest coś nieprawdopodobnego. Nie było właściwie jakiegoś wielkiego pressingu. Podskoczyła ta piłka na nierówności [...] To będzie viral internetowy przez najbliższy tydzień, dwa albo i dłużej. To jest coś, czego nie zrozumiem - mówili rozemocjonowani komentatorzy platformy Viaplay, którzy zapewne złapali się za głowę po tak kuriozalnym golu samobójczym.

Dzięki niefrasobliwości gości drużyna FC St. Pauli schodziła na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem. Mimo to piłkarze Hamburgera nie załamali się po kompromitującej akcji, po której wbili piłkę do własnej bramki. W drugiej połowie, konkretnie w 58. minucie najpierw gola kontaktowego strzelił Robert Glatzel, a zaledwie dwie minuty później do remisu doprowadził Holender Immanuel Pherai. Podczas spotkania cały czas padał gęsty śnieg, przez co w drugiej części zamieniono piłkę na model w pomarańczowym kolorze.

Po dwóch trafieniach zespół gości odżył, jednak to piłkarze St. Pauli tworzyli sobie więcej sytuacji bramkowych i dłużej utrzymywali się przy piłce. Opady śniegu były tak obfite, że momentami zawodnicy obu drużyn ślizgali się po murawie jak po lodowisku. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:2. Dzięki temu gospodarze z 31. punktami na koncie utrzymali się na fotelu lidera 2. Bundesligi, a Hamburger SV obecnie plasuje się na drugiej pozycji, tracąc do miejscowych rywali trzy oczka.

Więcej o:
Copyright © Agora SA