Nie będzie Anglik pluł nam w twarz. Brawo Legia, brawo kibice

Michał Kiedrowski
Legia postawiła się w roli ofiary. To ona i jej kibice zostali brutalnie skrzywdzeni w Birmingham i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Wszelkie ekscesy, bójki, zamieszki to tylko efekt licznych prowokacji i aktów dyskryminacji ze strony Brytyjczyków. Ta moralna słuszność koniec końców doprowadzi Legię do katastrofy - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

Czy można było lepiej rozegrać sytuację dotyczącą obecności kibiców Legii na wyjazdowym meczu z Aston Villą w Birmingham? Moim zdaniem idealne rozwiązanie wyglądałoby tak: 

Legia godzi się na upokarzającą jałmużnę i organizuje wyjazd tylko dla 890 kibiców, których Aston Villa zgodziła się przyjąć. Przy czym prosi tych, którym biletów nie udało się kupić, by w imię dobra klubu do Birmingham nie lecieli. A tych, którzy polecą, usilnie prosi, żeby nie ulegali żadnej prowokacji i zachowali spokój. Potem kibice karnie udaliby się na stadion, dokumentując wszelkie szykany ze strony miejscowych funkcjonariuszy. Prezes Dariusz Mioduski oczywiście też leci do Birmingham, ale nie siada na loży VIP, tylko wśród kibiców Legii, żeby tym dobitniej pokazać, że wśród nich czuje się bezpiecznie i wszelkie obawy o zachowanie legionistów są bezpodstawne. A po meczu wszyscy karnie wracają do domu. Dumni, że pokazali swoje nieskazitelne oblicze. Po takiej demonstracji siły spokoju Mioduski miałby argument w ręku, który odebrałby podstawy do dalszych szykan kibiców Legii. Wtedy prezes mógłby poruszyć krzywdą swojego klubu nawet UEFA. 

Zobacz wideo

Kibice pokazali, że nie będzie Anglik pluł nam w twarz

Ale świat, w którym taki scenariusz byłby możliwy, nie istnieje. Dość żartów. Jak to naprawdę jest, powiedział właściciel Motoru Lublin Zbigniew Jakubas w niedawnym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej":

Bogusław Leśnodorski, który tych doświadczeń z kibicami w Legii miał sporo, jakiś tydzień temu mówił mi, żebym nie wierzył w to, co liderzy kibiców obiecują. Bo później i tak nie mają wpływu na to, co dzieje się na stadionie. Na trybunach są grupki, podgrupki. Można się na coś umawiać, ale i tak na końcu jest żywioł. 

I ten żywioł ma w swoim DNA swoiście pojmowany kibicowski honor. A on nie pozwala, by brytyjscy policjanci szykanowali kibica, by ten zachowywał się jak potulny baranek. Fani Legii pojechali do Birmingham pokazać, że nie będzie Anglik pluł nam w twarz, i cel swój osiągnęli. Pokazali. Na ulicach angielskiego miasta wybuchły zamieszki, a miejscowi funkcjonariusze uznali to za wystarczający powód, by zastosować odpowiedzialność zbiorową i nawet tych kibiców z Polski, którzy się na stadion przemknęli, z niego wyprosić. Przyjmuję tu za dobrą monetę narrację polskich mediów. 

Legia została ofiarą i staje w obronie kibiców

Nie mam zamiaru kpić z kibicowskiego honoru. Wręcz przeciwnie. To część kibicowskiej tożsamości. A przecież tożsamość nie jest negocjowalna. Oczywiście można pracować nad tym, by ją modyfikować, lekko zmieniać, ale po pierwsze: to zajmuje lata, a po drugie: muszą znaleźć się ludzie, którzy się tego podejmą. Cierpliwości i tych ludzi w Polsce wciąż brakuje, ale wbrew pozorom na tym polu i u nas udało się coś niecoś osiągnąć. Stadiony coraz rzadziej są arenami kibicowskich bitew.  

W przypadku Legii w obronie upokorzonej kibicowskiej dumy staje klub. Dołączają się do tego piłkarze. I jest to również gest w pełni zrozumiały. Gdyby Mioduski chciałby szukać z Anglikami jakiegoś konsensusu, gdyby uznał, że i klub, i jego fani nie dochowali jednak należytej staranności w przygotowaniu wyjazdu, to naraziłby się kibicom. Żniwo tego zebrałby na meczach ligowych w postaci jakiegoś bojkotu, czy choćby kłopotliwej oprawy. Musi więc iść ręka w rękę z kibicami. Tak samo piłkarze. Wypadki w Książenicach dużo ich nauczyły. 

Legxit - Legia wzięła kurs na ścianę

Mnie jednak nurtuje jedno pytanie: co Legia może osiągnąć, grzmiąc o skandalu, prowokacjach, upokorzeniu, dyskryminacji? Na pewno moralne zwycięstwo. Może nawet uda się przekonać UEFA, że w Alkamaar i Birmingham dochodziło do przypadków dyskryminacji. Może AZ i Aston Villa zapłacą symboliczne kary. Jeden fakt pozostanie jednak tutaj kluczowy - w obu miastach dochodziło do awantur z udziałem kibiców Legii. W obu przypadkach kibiców warszawskiego klubu było więcej, niż mogło wejść na stadion, w obu przypadkach byli ranni funkcjonariusz i zatrzymani kibice. Nie sądzę, aby Legia mogła w obu tych przypadkach liczyć na okoliczności łagodzące. Zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę długą listę kar, jaki warszawski klub musiał płacić za wybryki swoich fanów. 

Warto sobie uświadomić również ten fakt, że przez obcinanie puli biletów, przez dyskryminowanie Polaków na ulicach miast, Anglicy czy Holendrzy dają jasno do zrozumienia, że granie z Legią to dla nich zło konieczne. I prawdopodobnie chętnie by się od tego niewygodnego obowiązku uwolnili. Koniec końców odkryją, a może już odkryli, że lepiej samemu sprowokować kibiców Legii do zamieszek poza stadionem niż czekać, aż spontaniczne do nich dojdzie na trybunach. Bo że dojdzie, to oni są z góry przekonani.

I z każdym kolejnym występem fanów stołecznego klubu na zachodzie Europy, UEFA coraz mocniej będzie się upewniać, kto tu jest największym problemem. Bo wszystkie ekscesy będą miały jeden wspólny element: Legię. Więc może się lepiej tego elementu pozbyć? Nie mam wątpliwości, że zwolenników tej opcji na tzw. Zachodzie po ostatnim meczu przybyło.

A wyrzucona Legia będzie odchodzić z rozgrywek europejskich z podniesionym czołem.

Więcej o:
Copyright © Agora SA