Łapanka na stadionie po golu dla Legii? "To dla nas niezrozumiałe i niepojęte"

Nie milkną echa po zamieszkach, do jakich doszło przed czwartkowym meczem Legii Warszawa w Birmingham. O tym, co działo się między wicemistrzami Polski a Aston Villą opowiedział rzecznik prasowy warszawskiego klubu - Bartosz Zasławski. - Nasi kibice byli bardzo zniesmaczeni tym, jak zostali potraktowani na miejscu - powiedział w rozmowie w programie "Cześć, Europo" na Canal+Sport.
Zamieszki z udziałem kibiców Legii w trakcie meczu z Aston Villą w Birmingham, 30 listopada 2023 r.
Fot. David Davies / AP

W czwartek przed meczem Aston Villa - Legia Warszawa w Lidze Konferencji Europy doszło do zamieszek pod stadionem w Birmingham. Z relacji tamtejszej policji wiemy, że funkcjonariusze zostali zaatakowani przez polskich kibiców, w wyniku czego 39 osób zostało zatrzymanych, a czterech policjantów poniosło obrażenia. Jeden z nich trafił do szpitala po tym, jak został trafiony racą.

Zobacz wideo Maciej Sulęcki powiedział, co myśli o Najmanie. "Coś tam walczy"

Skąd takie problemy? Wszystko zaczęło się od nieporozumień między klubami w sprawie liczby biletów, jaką powinni otrzymać legioniści. Zgodnie z prawem powinno być to pięć proc. pojemności stadionu gospodarza, czyli w tym wypadku 2100. Jak poinformowała Legia, Aston Villa na taką liczbę zgodzić się nie chciała.

Kluby ostatecznie doszły do porozumienia i Anglicy zgodzili się na 1700 biletów. Ostatecznie, zdaniem Legii, przyznano jej 890 biletów. Aston Villa, która w oświadczeniu stwierdziła, że redukcja miała związek z zamieszkami w Alkmaar, podała, że Legia otrzymała 1002 bilety.

Ostatecznie kibice z Warszawy nie zostali wpuszczeni na stadion. Na Villa Park nie weszła też oficjalna delegacja Legii z właścicielem i prezesem klubu - Dariuszem Mioduskim - na czele. Na stadion nie zostali wpuszczeni również goście i klienci biznesowi wicemistrzów Polski. Ci, zgodnie z zaleceniem lokalnej policji, zostali potraktowani jak kibice z Polski, którym zabroniono wejścia na stadion.

"Kibice byli zniesmaczeni tym, jak ich potraktowano"

W programie "Cześć, Europo" na Canal+Sport do sytuacji odniósł się rzecznik prasowy Legii - Bartosz Zasławski. Dlaczego warszawiacy otrzymali mniejszą liczbę biletów, niż wnioskowali? - To bardzo dobre pytanie, na które również chciałbym poznać odpowiedź - zaczął Zasławski.

- Kiedy dochodziły do nas słuchy, że procent biletów nie będzie taki jak w regulaminie, zaproponowaliśmy kompromisowe rozwiązanie, że przyjmiemy 1700 biletów, czyli dokładnie tyle, ile kibice Aston Villi w Warszawie. Druga strona się najpierw się na to zgodziła, a później ta pula została dwukrotnie zmniejszona - dodał.

- Musimy zwrócić uwagę na to, że duża część kibiców miała już wykupione loty i zakwaterowania, poniosła koszty związane z dotarciem do Anglii. Niestety uniemożliwiono jej obejrzenie tego spotkania. Spotkałem się wczoraj z częścią kibiców na mieście. Dla nich był to wydatek kilkuset złotych, musieli wziąć urlop. Byli bardzo zniesmaczeni tym, jak zostali potraktowani na miejscu - kontynuował Zasławski.

- Nie byłem bezpośrednim świadkiem, ale z relacji niektórych kibiców i polskich mediów dochodzą do nas sygnały, że osoby, które na Villa Park cieszyły się po golu Ernesta Muciego, zostały wyprowadzone poza stadion. To dla nas niezrozumiałe i niepojęte. Nie wiem, co mogę więcej powiedzieć. Chciałbym, żebyśmy rozmawiali na tematy piłkarskie, bo faza grupowa w naszym wykonaniu jest całkiem dobra. Musimy jeszcze tylko postawić kropkę nad i, ale dziewięć punktów w takiej grupie i tak uważamy na razie za bardzo dobry wynik - zakończył. 

Legia wciąż ma dużą szansę na awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji Europy. Drużynie Kosty Runjaicia wystarczy do tego punkt w ostatnim meczu z AZ Alkmaar. Ten odbędzie się 14 grudnia w Warszawie.

Więcej o: