Legia nie ma się czego wstydzić. Lepszy jest tylko Manchester City

Dawid Szymczak
Stadion zamienił w twierdzę, a ligowego przeciętniaka w kandydata do gry w Lidze Mistrzów. Unai Emery zbiera tyle komplementów, że od kilku tygodni jego największym problemem jest utrzymanie na ziemi wszystkich odlatujących - kibiców, dziennikarzy, piłkarzy i dyrektorów. Po zwycięstwie 2:1 nad Legią Warszawa będzie mu jeszcze trudniej. Jego Aston Villa jest już pewna awansu do 1/8 Ligi Konferencji Europy.

Jest w Anglii wielu trenerskich mistrzów zarządzających największymi klubami. Ale żaden z nich nie jest w ostatnich miesiącach tak wychwalany jak Unai Emery. Żaden też zespół nie rozwija się szybciej niż jego Aston Villa. "The Telegraph" napisał nawet, że gdyby Pep Guardiola nie zdobył potrójnej korony, to właśnie Emery’ego trzeba by wybrać trenerem roku. "Obudził potwora" - padają hasła. Liczby to potwierdzają: w 2023 roku tylko Manchester City zdobył w Anglii więcej punktów niż Aston Villa.

Zobacz wideo Michał Probierz wykorzystał pomidora. Ależ pewność siebie!

Właściwie Legia Warszawa nie miała racjonalnych powodów, by wierzyć, że w Birmingham wygra tak, jak wygrała w Warszawie. Emery rzadko przegrywa dwa razy z tym samym rywalem, bo i nic nie motywuje go bardziej niż przegrana. - Spróbujemy się trochę zemścić - nie ukrywał na przedmeczowej konferencji. Każda porażka jest też dla niego sygnałem, że musi poświęcić jeszcze więcej czasu na przygotowanie się do meczu, więc aż strach pomyśleć, ile meczów Legii poddał analizie, skoro we wrześniu przyznał się do obejrzenia dwudziestu siedmiu. Ale takie podejście, choć może być dla niego wykańczające, przynosi efekty: Aston Villa nie przegrała w lidze żadnego domowego meczu od lutego i ostatnio jest w doskonałej formie - od wrześniowej przerwy reprezentacyjnej żaden zespół w Premier League nie zdobył więcej punktów. Dzięki temu wspięła się na czwarte miejsce.

Aston Villa do pierwszego Arsenalu traci dwa punkty, do drugiego Manchesteru City punkt, a z trzecim Liverpoolem przegrywa tylko różnicą bramek. Patrząc na mecze u siebie nie ma w Premier League lepszego zespołu - sześć zwycięstw w sześciu meczach, 23 gole strzelone, 5 straconych, a biorąc pod uwagę mecze ligowe i europejskich pucharów, to zwycięstwo z Legią było siedemnastym z rzędu. Kibice w weekendy cieszą się najlepszym początkiem sezonu od 25 lat, a w środku tygodnia ekscytują meczami Ligi Konferencji Europy, pamiętając, że ich zespół prowadzi specjalista od triumfów w pucharowych rozgrywkach drugiej kategorii. Emery już cztery razy zwyciężał w Lidze Europy - trzy razy z Sevillą, a ostatnio z Villarrealem. W LKE debiutuje z łatwym do przewidzenia celem. To perfekcjonista i pracoholik. Jak mówi jego przyjaciel: "trener całodobowy". Ale niebezkrytyczny. Ostatni rok jego kariery to zresztą jeden wielki dowód na to, jak wiele uczy się z porażek. Wygrany mecz z Legią jest tego drobnym potwierdzeniem.

Nie bez problemów, ale Aston Villa zrealizowała misję. Wygrała i zajęła pierwsze miejsce w grupie. Patrząc jednak na przebieg meczu, Legia absolutnie nie ma się czego wstydzić. Nie takie zespoły przegrywały na tym stadionie. Czasem w znacznie gorszym i bardziej bojaźliwym stylu.

Lekcja z Londynu

Emery wrócił do Anglii 1 listopada 2022 r. i zastał Aston Villę na 17. miejscu w tabeli - taktycznie niepoukładaną i marnującą własny potencjał. To był jej czwarty sezon z rzędu w Premier League - od awansu zajmowała kolejno 17., 11. i 14. miejsce, więc kibice prędzej uwierzyliby, że kolejny spędzą w Championship niż w Lidze Konferencji Europy. Ale Emery szybko naprawił zespół, wygrał 10 z ostatnich 15 meczów i wyciągnął go na 7. miejsce. Bask budował jednak na całkiem solidnym fundamencie, bo odkąd w 2019 r. klub przejęli egipski miliarder Nassef Sawiris i współzałożyciel Fortress Investment Group Amerykanin Wes Edens, zaczął on być mądrzej i ambitniej zarządzany. Zmian było mnóstwo - nowi pracownicy, jasna wizja, grubszy portfel, inwestycja w akademię, plany rozbudowy stadionu. Emery, ze swoim doświadczeniem i żądzą wygrywania, dopełnił obraz.

Od początku grał z właścicielami w otwarte karty: on wiedział, czego spodziewać się po klubie, a oni wiedzieli, czego spodziewać się po nim. Powszechnie wiadomo, że pracuje po minimum dwanaście godzin na dobę, że ma obsesję na punkcie analizy rywala i własnego zespołu, że jego treningi potrafią trwać po 2-3 godziny, gdy standardem na najwyższym poziomie są zajęcia o połowę krótsze, a jeszcze bardziej od normy odbiegają jego odprawy taktyczne, które potrafią rozciągnąć się na ponad godzinę. Poprosił klub tylko o jedno - możliwość otoczenia się ludźmi, którym w pełni ufa.

Zabrał ze sobą do Anglii nie tylko sześciu sprawdzonych asystentów, ale też Damiana Vidaganya. Jak określić jego rolę? Jest łącznikiem Emery’ego ze światem zewnętrznym. Kimś w rodzaju menedżera, prawej ręki od rozmów z dziennikarzami, agentami piłkarzy i każdym, kto może odciągać go od boiska. W czasach, gdy kompetencje trenerów i menedżerów na siebie nachodzą, a codzienne obowiązki każdego trenera na świecie się mnożą, Emery wciąż chce jak najbardziej skupiać się na treningach i meczach. Piłka to jego miłość, a cała otoczka piłki jest podatkiem, który trzeba zapłacić za pracę na najwyższym poziomie.

Vidagany miał pomóc Emery’emu rozwiązać problem, który pogrążył go w Arsenalu. Pracował tam po Arsene Wengerze między lipcem 2018 a listopadem 2019 r. Zwolnienie szalenie go zabolało, a drwiny kibiców faktycznie dotknęły. Wiedział, że pewnego dnia wróci do Anglii lepiej przygotowany. To świat, w którym trudno być tylko trenerem. W Arsenalu zastępował człowieka-instytucję, legendę, bez której zgody nie zapadała w klubie żadna ważna decyzja. Wenger był wszędzie i wiedział o wszystkim, podczas gdy Emery starał się tego unikać i wciąż ślęczał z nosem w monitorze, analizując to jakiś trening, to mecz. Jego misja została oceniona jako nieudana, choć po latach coraz więcej osób uważa, że wówczas w Arsenalu przepadłby każdy trener. Mikel Arteta - również. Emery do końca wierzył, że przeprowadzi klub przez pokoleniową rewolucję, a piłkarze, których wprowadzał - jak Bukayo Saka, Gabriel Martinelli czy Eddie Nketiah - wyrosną na nowych liderów. Nie pomylił się, ale już tego nie doczekał. Zwolnienie go zaskoczyło. Przyznał później, że przegapił, w którym momencie szefowie przestali wierzyć w jego wizję i stracili do niego zaufanie. Z Anglii wyjeżdżał z podrażnioną dumą.

Trio napędzające Aston Villę. System podobny jak w Manchesterze City

Wystarczy jednak rzut oka na jego biuro, by zobaczyć, że wyciągnął wiele wniosków. To trzy niewielkie pomieszczenia, między którymi są wewnętrzne drzwi. Zazwyczaj nawet niezamykane. Emery pracuje u boku wspomnianego Damiana Vidagany i Monchiego - dyrektora sportowego, którego zna jeszcze z Sevilli. Są nierozłączni. Oni dwaj, jak nikt inny znają i rozumieją Emery’ego. Wiedzą, że nie warto walczyć z jego obsesjami. Wiedzą też, w jakich aspektach go odciążyć, by efekty jego pracy były jak najlepsze. Emery wie, że dyplomacja w wielkich klubach, strukturą przypominających korporacje, jest kluczowa. Ale też wie, że w przeciwieństwie do Vidagany - byłego dziennikarza, człowieka z sercem na dłoni, potrafiącego zjednać sobie wszystkich ludzi świata - nie ma do tego talentu. Emery szczęśliwy jest wtedy, gdy może być trenerem na pełen etat. Stąd sukcesy w kameralnym Villarrealu i Sevilli - wciąż znacznie mniej rozbudowanej niż Arsenal czy PSG.

Bask z pewnością podpisałby się też pod stwierdzeniem Juergena Kloppa, że bardziej niż w transfery wierzy w trening. Wzmacnianie zespołu oczywiście jest dla niego istotne i stanowi naturalny element ewolucji, ale nie jest główną drogą do sukcesów. Monchi jest gwiazdą wśród dyrektorów sportowych - wynajduje nieoczywistych piłkarzy, dostrzega potencjał z kilometra, a o jego metodach działania powstały książki. Ale on też potrzebuje sukcesu w innym miejscu niż Sevilla. 

- Widziałem ludzi o różnych typach przywództwa - mówił Vidagany w "The Athletic". - Unai jest przywódcą dzięki futbolowi. Nie spędza minuty myśląc o czymś innym niż piłka nożna. Ale klub piłkarski to nie tylko boisko. To dużo więcej. Jako trener musisz zmotywować i zadbać nie tylko o piłkarzy, ale też wszystkich dookoła. Wszyscy pracują przecież na sukces twój i piłkarzy. W tym mu pomagam - tłumaczył, odpowiadając na pytanie o swój zakres obowiązków. Z Emerym są przyjaciółmi od ponad 15 lat. Znają się i rozumieją znakomicie. - Jestem też od tego, by Monchi mógł bardziej skupić się na warstwie sportowej i skautingowej. Działamy w duecie, jak Batman i Robin. Struktury w Aston Villi rozwijają się bardzo szybko, więc jednej osobie trudno byłoby za tym wszystkim nadążyć - wyjaśniał. Komplementował też Emery’ego. - W Premier League pracuje dwudziestu z pięćdziesięciu najlepszych trenerów na świecie. Unai jest blisko poziomu, jaki reprezentuje Guardiola. Kwestią czasu jest, aż tam dotrze. Nigdy nie wiedziałem nikogo, kto pracowałby tak ciężko jak on - podkreśla.

Emery uważa zresztą, że Guardioli w osiąganiu sukcesów znacząco pomaga bardzo bliska współpraca z dyrektorem zarządzającym Ferranem Soriano i dyrektorem ds. piłki nożnej Txikim Begiristainem. Pracowali razem w Barcelonie i przyjaźnią się od lat. Ufają sobie jak członkom rodziny. Takiej współpracy brakowało Emery’emu w Arsenalu i PSG, gdzie rozmaici dyrektorzy zmieniali się co kilka miesięcy. W Aston Villi udało mu się stworzyć trenersko-dyrektorskie trio na miarę tego z Manchesteru City.

Unai Emery poprawił wszystko. Piłkarze wsiedli do autobusu po meczu z Legią i już analizowali grę

Pracownicy klubu mają prostą odpowiedź na pytanie, co poprawił Emery: wszystko. Nie była to rewolucja, bo fundamenty zbudował już Dean Smith, który wprowadzał Aston Villę do Premier League w 2019 roku. Steven Gerrard nie potrafił popchnąć zespołu dalej, ale dbał o standardy i oczekiwał od piłkarzy profesjonalizmu. Emery każdy element wzniósł jednak na wyższy poziom - jeszcze lepsze treningi, jeszcze bardziej szczegółowe analizy, jeszcze większe wymagania. Odkąd pracuje, poprawiły się wyniki, więc łatwiej Monchiemu przyciągnać lepszych piłkarzy, np. Moussę Diaby’ego, Pau Torresa czy Nicolo Zaniolo. Dla wielu magnesem jest też możliwość pracy z Emerym. Widzą bowiem, jak pod jego okiem rozwijają się inni - Ollie Watkins wyrósł na czołowego napastnika w lidze, Douglas Luiz wyróżnia się w środku pomocy i wrócił do reprezentacji Brazylii, Ezri Konsa z chimerycznego obrońcy stał się podporą zespołu i również zapracował na powołanie do kadry, a John McGinn w wieku 29 lat może zaoferować na boisku coraz więcej. Trudno wskazać piłkarza, który byłby teraz w gorszym momencie kariery i grał gorzej niż przed przyjściem Baska.

- Zachwyca mnie ich spójność - mówił w studiu Jamie Carragher, były kapitan Liverpoolu. - Byłem obrońcą, więc zawsze najpierw patrzę na defensywę. Nieważne, kogo Emery wystawi. Nieważne, w jakim systemie. Nieważne, kogo ma naprzeciwko. Oni zawsze są bardzo zwarci. To rzecz, którą musieli wypracować na treningach. Jestem pod wrażeniem, jak mało miejsca zostawiają swoim przeciwnikom - komplementował.   

Ale Emery wciąż chce więcej. Po ostatnim meczu z Tottenhamem, wygranym 2:1, dziennikarze zapytali go, czy w ogóle cieszy się z tego zwycięstwa, bo za konferencyjnym stołem usiadł nie tyle bez uśmiechu, co wręcz z zafrasowaną miną. - Oczywiście, że jestem szczęśliwy. Cieszę się ze zwycięstwa, ale moje myśli są już przy kolejnych spotkaniach. W głowie mam już Bournemouth i Legię Warszawa - powiedział, a później rozwinął, że jego zespół powinien lepiej prezentować się w wyjazdowych meczach. - Jeszcze nie jesteśmy tak konsekwentni, jak bym chciał - mówił. Jest trenerem niezwykle szczegółowym. "Times" na dowód wspomina pierwszy mecz z Legią Warszawa. Piłkarze już w drodze ze stadionu na lotnisko mogli oglądać na tabletach wstępną analizę spotkania i wyciągnąć najważniejsze wnioski zanim jeszcze weszli na pokład samolotu. Liczni asystenci pracują bowiem na podobnych obrotach, jak sam Emery.

W ostatnich tygodniach Aston Villi idzie tak dobrze, że Bask sporo energii traci na odganianie stwierdzeń, że już włamuje się z zespołem do czołowej czwórki Premier League albo - jak twierdzą najśmielsi eksperci - że już tam jest. Emery mówi, że nigdy nie nazwie swojego zespołu pretendentem do miejsca w czołówce. Nazywa to marzeniem. Wymienia zespoły, które teoretycznie są w kolejce przed Aston Villą: Manchester City, Manchester United, Liverpool, Tottenham, Arsenal, Chelsea i Newcastle. Ale tabela z każdym kolejnym zwycięstwem jego zespołu coraz bardziej mu zaprzecza. Po jednej trzeciej sezonu jest w miejscu, o którym marzył. Przed nim jednak najtrudniejszy test: mecze z Manchesterem City i Arsenalem w zaledwie trzy dni. Na szczęście - u siebie.

Więcej o:
Copyright © Agora SA