Zieliński jak ciało obce. A skończył mecz najgorzej, jak tylko mógł

To nie był wieczór Piotra Zielińskiego na Estadio Santiago Bernabeu. I trudno mieć do niego pretensje za słabszy występ. Męczył się przy taktyce zastosowanej przez Waltera Mazzarriego, trenera Napoli. Był jak ktoś zbędny na boisku. Albo nie był potrzebny w akcjach, albo nie miał jak rozwinąć skrzydeł. Pech chodził za nim jak cień. Na domiar złego kontuzja po głupim wejściu rywala i porażka Napoli. Wieczór w Madrycie do zapomnienia dla Polaka.

To było tylko 65 minut Piotra Zielińskiego w wyjazdowym starciu Napoli z Realem Madryt (2:4). Tylko, bo jego zmiana była wymuszona kontuzją. Patrząc na to, jak układała się gra Włochów, zejście Polaka z boiska wydawało się nieuniknione, ale z czysto taktycznych i sportowych powodów. Real Madryt długo chował Zielińskiego do kieszeni. Do tego Napoli nie dawało mu odpowiedniego wsparcia w akcjach.

Zobacz wideo Lider reprezentacji Polski zupełnie zaskoczył. "Ok, czas kończyć ten wywiad"

Zieliński jak ciało obce

Z pewnością kluczowa dla przebiegu spotkania była dominacja w środku pola. Piotr Zieliński, Stanislav Lobotka i Andre Anguissa musieli walczyć o panowanie w tej części boiska z Judem Bellinghamem, Tonim Kroosem i Danim Ceballosem. Jakość była tutaj po stronie "Królewskich", ale Zieliński był w tej walce osamotniony.

Anguissa całkowicie omijał grę w środku, bardziej pełnił rolę dodatkowego napastnika, wchodzącego za plecami obok najpierw Giovaniego Simeone, a potem Victora Osimhena. Lobotka był statyczny, grał dość nisko w pressingu. Zieliński był sam przeciwko trójce i nie ma w tym przesady, sam musiał naciskać na pomocników Realu, a gdy miał piłkę, to też był osamotniony.

Do polskiego pomocnika był cały czas przyklejony Ceballos. Ograniczał mu przestrzeń do rozegrania. Hiszpan dostawał wsparcie i Zieliński był otoczony. Nie mógł się rozpędzić z piłką, zagrać szybszej, prostopadłej piłki. Był zmuszony uciekać do lewej strony, do Chwiczy Kwaracchelii i Juana Jesusa. Ich pomoc była tutaj praktycznie żadna. Zarówno Gruzin, jak i Brazylijczyk praktycznie stali w miejscu, gdy dostawali od Zielińskiego piłkę. Przez brak ruchu musieli grać do tyłu. W ofensywie nie działo się wtedy zupełnie nic. Równie dobrze można by było wyrzucić na boisko biegusy pustynne, kojarzone z westernami - wyszłoby na to samo.

Zielińskiemu trudno było też zmieniać skrzydło, albo znaleźć możliwość zagrania przez środek. Tutaj należy docenić mądrą grę Realu w defensywie, ale też można zganić Lobotkę czy Anguissę, że nie pokazywali się do gry.

Co prawda Zieliński miał celność podań na poziomie 80 procent, ale w dużej mierze to były podania do najbliższego. Nie miał z czego posłać kluczowego, niekonwencjonalnego podania. Do tego przegrał większość pojedynków i miał aż 16 strat.

Powinien mieć dwie świetne okazje

Dwa razy w drugiej połowie Zieliński powinien znaleźć się w sytuacji strzeleckiej. Został bez krycia w polu karnym "Los Blancos", a mimo to nie dostał piłki. Pierwsza akcja to ta bramkowa, na 2:2. Polak kręcił się na skraju pola karnego, aż w końcu w nie wbiegł. Dostrzegł go Anguissa, który przeciął wcześniej podanie do niego, ale później chciał dograć do Polaka. Gracze Realu zablokowali podanie, a Anguissa uderzył, bo znalazł się wtedy w lepszej pozycji. Nie ma co się dziwić, że wolał samemu zakończyć akcję. Ale dało się też wyczuć przez większość meczu, że ma chęć zostać pierwszoplanową postacią.

Druga sytuacja to ta, gdy Kwaracchelia stracił piłkę tuż pod bramką Realu. Do Gruzina podeszło trzech rywali plus bramkarz, a i tak miał miejsce na zagranie górnej piłki. Ona spadłaby pod nogi Zielińskiego, który mógłby wbiec do pustej bramki. Niestety, Kwaracchelia nie potrafił znaleźć w środę wspólnego boiskowego języka z Polakiem, nie rozumieli się w akcjach. Gruzin wszystko widział inaczej niż Zieliński. Także w tej sytuacji, bo niepotrzebnie przyjmował i szukał możliwości skończenia tej akcji samemu. Można pokusić się o stwierdzenie, że okradł reprezentanta Polski z gola.

Brak kartki to nieśmieszny żart

Mecz skończył się dla Piotra Zielińskiego zdecydowanie za wcześnie przez obrońcę Realu. Kopnięcie w wykonaniu Antonio Ruedigera było bezmyślne, głupie. Wchodził mocno spóźniony. Ale trafił korkami w udo i wykluczył Polaka z dalszej gry. To się powinno skończyć przynajmniej żółtą kartką dla Niemca, ale sędziowie zamilkli w tej sytuacji.

Po kopnięciu w udo powinno się skończyć na krwiaku i co najwyżej kilkudniowej przerwie. Gorzej, jeśli Antonio Ruediger naruszył włókna mięśniowe u Zielińskiego, wtedy pauza może być dłuższa. Napoli czeka bowiem bezpośrednie starcie z Bragą o awans do 1/8 finału LM. Mistrz Włoch nie może tego meczu przegrać, jeśli chce być europejskiej elicie na wiosnę.

Doskonale wiemy, że Zielińskiego stać na lepsze mecze, ale gwiazdy mu nie sprzyjały w środowy wieczór w Madrycie. Koledzy z Napoli także nie pomagali. Wszystko było przeciwko jego dobremu występowi. Trudno znaleźć pozytyw, ale jednocześnie nie ma za co krytykować Zielińskiego. Real doskonale wiedział, jak go wyłączyć, ale swoje trzy grosze dołożyło Napoli, pomijając go w większości lepszych akcji.

Więcej o:
Copyright © Agora SA