Gole w 97. i 100. min odwróciły losy meczu. Niesamowity rollercoaster w meczu Wisły Kraków

Wisła Kraków zaczęła spotkanie z GKS-em Katowice wręcz śpiewająco, ale sytuacja wymknęła się jej spod kontroli w drugiej połowie. Gospodarze zaczęli się gubić na boisku, a nie najlepiej zachowali się też kibice, przez których trzeba było przerwać mecz. Po tej wymuszonej przerwie w piłkarzy Wisły wstąpiły nowe siły, co pozwoliło im przechylić szalę na swoją korzyśc i wygrać ważny mecz Fortuna 1. Ligi 3:2.

Wisła Kraków ma problemy, żeby wygrywać na własnym stadionie. Jest jednym z najczęściej remisujących zespołów w roli gospodarza. W tym GKS Katowice mógł upatrywać swoje nadzieje na przełamanie passy złych wyjazdów. Pierwsza połowa nie zapowiadała przejażdżki rollcercoasterem, którą przeżyliśmy w drugiej części spotkania.

Zobacz wideo Wisła Kraków chce awansu. Błaszczykowski zgłasza gotowość

Mocne otwarcie Wisły

Wydawało się, że "Biała Gwiazda" szybko ustawiła przebieg spotkania ze wskazaniem na siebie, strzelając gola już w trzeciej minucie meczu. Jego autorem był Goku, który uderzył ze skraju pola karnego precyzyjnie, przy słupku. Sytuacja wyszła dość przypadkowo, bo Hiszpan dopadł do piłki, która odbiła się od pleców jego kolegi, Szymona Sobczaka.

Wiślacy częściej atakowali, starali się grać szybko w ofensywie, czasami robili to za szybko, bo brakowało dokładności w ich akcjach. Katowiczanie mieli problem ze swobodnym rozegraniem i utrzymaniem się przy piłce. Ale w ostatnich kilkunastu minutach GKS miał inicjatywę i coraz bardziej napierał na Wisłę. Jednak goście nie zdołali wyrównać do przerwy.

"GieKSa" już była w ogródku, już witała się z gąską

Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Zespół z Katowic zaatakował pełną mocą i w 57. minucie zdobył gola na remis. Pomogła im w tym Wisła, a dokładniej Alan Uryga, który zgubił piłkę przy rozegraniu w linii obrony. Przejął ją Sebastian Bergier i nie pomylił się w sytuacji sam na sam.

Kilka minut później było 2:1 dla katowiczan, którzy nie zwalniali tempa. Antoni Kozubal wypatrzył wbiegającego w pole karne Mateusza Maka, a ofensywny zawodnik "GieKSy" tylko dołożył nogę i pokonał bramkarza Wisły strzałem z kilku metrów. Alvaro Raton nawet nie zdążył zareagować.

Goście szli za ciosem i powinni zamknąć mecz jeszcze przed 80. minutą. W najlepszej, niewykorzystanej sytuacji Uryga wybił strzał Bergiera tuż przed linią bramkową.

Wiślacy byli zagubieni jak dzieci we mgle. Nie potrafili odpowiednio zareagować, ruszyć z konkretną kontrą. Gdy podchodzili pod pole karne gości, to mieli problem z oddaniem czystego strzału lub zagraniem kluczowego podania. Konstrukcję akcji utrudniała murawa, która pod bramką katowiczan była w złym stanie.

Wymuszona przerwa, na której skorzystała Wisła

W 83. minucie sędzia Wojciech Myć musiał przerwać mecz na kilka minut przez odpalenie rac i fajerwerków w sektorze najbardziej zagorzałych kibiców Wisły. Strzały, huki, iskry i dym unoszący się nad murawą utrudniały rozgrywanie meczu.

Wymuszona przerwa wybiła "GieKSę" z rytmu, a Wisła odzyskała siły, dzięki czemu dominowała w ostatnich kilkunastu minutach. Swoje zrobiły też zmiany Patryka Gogoła i Angela Baeny. To ta dwójka przesądziła o zwycięstwie Wisły. Najpierw Gogoł uderzył technicznie ze skraju pola karnego, poza zasięgiem bramkarza z Katowic. To była 97. minuta. A trzy minuty później Baena świetnie uderzył głową i dał cenne zwycięstwo "Białej Gwieździe".

Wisła uciekła w tym meczu spod topora i pokonała GKS Katowice 3:2 po szalonym meczu. Katowiczanie grali naprawdę dobrze, z werwą i pomysłem, ale wiślacy wykazali się nieustępliwością i wolą walki. Im ostatecznie sprzyjało szczęście.

Dzięki tej wygranej Wisła wskoczyła na piąte miejsce z dorobkiem 25 punktów. W tym momencie krakowianie graliby w barażach o awans do PKO Ekstraklasy. GKS Katowice pozostanie na 12. miejscu (20 punktów).

Więcej o:
Copyright © Agora SA