Od początku roku Dani Alves przebywa w jednym z aresztów w Barcelonie w związku z oskarżeniem o napaść seksualną, do której miało dojść 30 grudnia 2022 roku. Przez ostatnie miesiące śledczy prowadzili żmudne śledztwo, przesłuchując zarówno ofiarę, jak i wszystkich zamieszanych w sprawę świadków. Jak się okazuje, już niebawem możemy usłyszeć ostateczną decyzję.
Nie tak dawno informowaliśmy o tym, że prokuratura zakończyła śledztwo i może rozpocząć proces ws. piłkarza. Potwierdzono, że zeznania świadków i zgromadzone dowody są wystarczające, aby go oskarżyć i tak właśnie zamierzono zrobić.
W czwartek 23 listopada hiszpańskie media m.in. "Marca" oraz "Sport" poinformowały, że prokuratura zażądała dla niego dziewięciu lat więzienia. Ponadto piłkarz ma być zobowiązany do zadośćuczynienia w wysokości 150 tys. euro na rzecz ofiary. "Sąd w Barcelonie dwukrotnie zatwierdził karę pozbawienia wolności. Po zeznaniach prokuratury przyjdzie kolej na prywatny akt oskarżenia, prowadzony w imieniu ofiary przez prawniczkę Ester Garcíę, a następnie ruch obrońcy piłkarza Inesa Guardioli." - przekazano.
Przed rozpoczęciem procesu Alves ma jeszcze możliwość zawarcia ugody poprzez przyznanie się do winy. Gdyby tak się stało, to najprawdopodobniej sędzia przychylniej spojrzałby na jego sprawę i znacząco obniżył wyrok. Musimy zatem oczekiwać na rozwój zdarzeń.
Ostatnim klubem w karierze Alvesa był Pumas UNAM, który wskutek oskarżeń rozwiązał z nim kontrakt 20 stycznia. Wcześniej występował m.in. w FC Barcelonie, PSG czy Juventusie. Łącznie ma na koncie aż 42 tytuły piłkarskie, w tym trzy Ligi Mistrzów oraz dwa zwycięstwa w Copa America z Brazylią.