Był prześladowany i atakowany przez lata. Nikt nie reagował, bo jest katolikiem

Michał Kiedrowski
Przez długie lata był obrażany i wyszydzany. On i jego rodzina otrzymywali pogróżki. Tysiące kibiców na stadionach śpiewało przyśpiewki życzące okrutnej śmierci jemu i jego współwyznawcom. Nie reagował praktycznie nikt. Ani władze ligi, ani organizacje broniące praw człowieka. On spod ochrony był wyjęty, bo jako biały, heteroseksualny katolik nie mieścił się w stereotypie prześladowanej mniejszości.

W ostatni wtorek kibice w Dublinie byli świadkami pięknej uroczystości. James McClean zakończył karierę w reprezentacji Irlandii. Były oklaski, wywiady i feta. Przez 11 lat zagrał w kadrze 103 mecze, strzelił 11 goli. Całą dojrzałą karierę spędził w angielskich ligach. Grał w Premier League i Championship, a teraz jest zawodnikiem czwartoligowego Wrexham. W Anglii i Walii (tam rozgrywa swoje mecze jego obecny klub) występuje już trzynasty sezon. I przez większość bogatej kariery zmagał się z niewyobrażalną nienawiścią. Internetowy serwis "The Athletic" pisze o nim jako piłkarzu, który doświadczył najwięcej przemocy ze strony fanów w całej Anglii i piętnuje przy tym długie lata milczenia władz ligowych i organizacji, które walczą o przestrzeganie praw człowieka. 

Zobacz wideo

Kibice obrażają, sędzia każe grać dalej

Oliver Kay z "The Athletic" opisuje na przykład, jak podczas jednego z meczów w ubiegłym sezonie, gdy McClean grał jeszcze w Wigan, zawodnik zwrócił uwagę sędziemu na zachowanie kibiców. Ci wyzywali piłkarza od "pierdolonych irlandzkich cip", nazywali "feniańską dziwką" itp. Sędzia nie uznał, że tego rodzaju zachowania dają podstawy do jakiejkolwiek reakcji. Nakazał McCleanowi wznowić grę. Irlandczyk podciągnął więc nogawkę i pokazał fanom tatuaż "Free Derry". A oni odwdzięczyli mu się zaśpiewem, że "pierdolą papieża" i "pierdolą IRA". To był kolejny zwykły mecz McCleana na angielskich boiskach. 

Derry to miasto w Irlandii Północnej, która należy do Wielkiej Brytanii. Położone jest niemal w sąsiedztwie granicy z wolną Irlandią. To stamtąd pochodzi McClean. I jako junior grał w reprezentacji skolonizowanej części Zielonej Wyspy. Potem jednak, choć nakłaniał go selekcjoner, odmówił gry w seniorskiej drużynie Irlandii Północnej. Wybrał kadrę Irlandii niepodległej zgodnie ze swoimi przekonaniami. Wyjaśnił, że jako katolik z Derry nigdy nie czuł się częścią Irlandii Północnej. Już ta decyzja, choć nie było pierwszym zawodnikiem z Derry, który zmienił w ten sposób reprezentację, ściągnęła na niego falę hejtu i gróźb śmierci. Z ich powodu po raz pierwszy usunął konto na Twitterze.  

W Derry wychowywał się na osiedlu Creggan, które uchodziło za największe siedlisko tych Irlandczyków, którzy pragną ponownego zjednoczenia wyspy. Tą ideą McClean nasiąkał od najmłodszych lat. Gdy podpisał kontrakt w Anglii, gdzie mógł zarabiać o wiele więcej niż w lidze irlandzkiej, podpadł kibicom, gdy odmówił noszenia przypinki w kształcie kwiatu maku, która upamiętniała brytyjskich poległych żołnierzy.  

McClean nie chciał nosić maku na chwałę brytyjskich żołnierzy

McClean uzasadnił to tym, że nie może upamiętniać brytyjskiej armii z powodu jej roli, jaką odegrała w Irlandii Północnej. Szczególnie haniebne było ostrzelanie przez Brytyjczyków pokojowej manifestacji w Derry 30 stycznia 1972 r., gdy podczas tzw. Krwawej Niedzieli zginęło 14 bezbronnych Irlandczyków, a 15 zostało rannych.  

Po raz pierwszy w koszulce bez maku zagrał 10 listopada 2012 r. w spotkaniu z Evertonem. I wtedy wybuchła burza. Zaczął otrzymywać pogróżki i życzenia śmierci, a stadiony zaczęły rozbrzmiewać przyśpiewkami wyszydzającymi jego pochodzenie, poglądy i religię. Kibice żądali, by opuścił natychmiast kraj, jeśli nie chce honorować poległych za jego wolność. Gwizdali też na niego fani jego własnej drużyny.

McClean pozostał jednak niezłomny i nieraz podkreślał swój stosunek do kwestii wolności i przynależności swojej ojczyzny.  

W 2015 r. w liście otwartym do prezesa Wigan Dave'a Whelna napisał: "Gdyby mak był symbolem tylko ofiar I i II wojny światowej, nosiłbym go. Mak jest jednak używany do upamiętniania ofiar innych konfliktów od 1945 roku i tu zaczyna się dla mnie problem. Dla ludzi z północy Irlandii, takich jak ja - a zwłaszcza tych z Derry, miejsca masakry w Krwawą Niedzielę w 1972 roku - mak zaczął oznaczać coś zupełnie innego. Proszę zrozumieć, panie Whelan, że jeśli pochodzisz z Creggan, tak jak ja, lub z Bogside, Brandywell lub większości miejsc w Derry, to nadal żyjesz w cieniu jednego z najciemniejszych dni w historii Irlandii - nawet jeśli tak jak ja urodziłeś się prawie 20 lat po tym wydarzeniu. To po prostu część tego, kim jesteśmy, zakorzeniona w nas od urodzenia. Panie Whelan, dla mnie noszenie maku byłoby takim samym gestem braku szacunku dla niewinnych ludzi, którzy stracili życie w czasie konfliktów - a w szczególności w Krwawą Niedzielę - jak w przeszłości oskarżano mnie o brak szacunku dla ofiar I i II wojny światowej. Byłoby to postrzegane jako akt braku szacunku dla tych ludzi, dla mojego narodu".

Radość ze "śmierci katolików" nie narusza norm

Wracając jednak do meczu, w którym fani Blackpool zwyzywali McCleana: rywal został ukarany grzywną 35 tysięcy funtów za zachowanie kibiców, które miało na celu obrazić religię wyznawaną przez zawodnika. To dopiero druga tego rodzaju kara, którą orzekły organy dyscyplinarne angielskich lig z powodu dyskryminacyjnych zachowań wobec McCleana. Trzy lata wcześniej ukarane zostało Barnsley (20 tys. funtów grzywny).  

Ale "The Atheltic" wymienia całą listę klubów angielskich lig, na których stadionach dosłownie tydzień w tydzień McClean był obrażany z powodu, że jest Irlandczykiem i katolikiem. Nawet przyśpiewki "wyrażające radość z powodu śmierci katolików" nie zostały uznane za przekraczające normy i godne kary.  

Nic nie robią władze ligi, żadnej uwagi nie poświęcają temu brytyjskie media, a nawet organizacje praw człowieka, które innych atakowanych z powodu pochodzenia i religii tak chętnie biorą w obronę. 

- Poziom znęcania się nad nim - w antyirlandzki, antykatolicki sposób - jest nie do uwierzenia. Przez długi czas było to zamiatane pod dywan i to obrzydliwe, że osiągnęło taki poziom i trwało tak długo - mówi "The Athletic" David Meyler, który grał z McCleanem w Sunderlandzie i reprezentacji Irlandii. - Żadna wyższa instancja nie wstawiła się za nim. Jako przyjaciel i kolega z drużyny żałuję, że nie zrobiłem więcej, aby publicznie zabrać głos w jego sprawie i powiedzieć: To znęcanie się nad nim jest nie do przyjęcia. To musi się skończyć. 

Organizacja "Kick It Out" przyznaje: Antykatolickie ataki są ignorowane

W 2019 r. roku McClean został zapytany przez irlandzkiego reportera, czy pogróżki, obrażanie na stadionach dalej mają miejsce. Zawodnik odpowiedział, że oczywiście. I dodał, że zostało to zignorowane nie tylko przez angielską federację piłkarską, ale także walczącą z rasizmem i dyskryminacją organizację Kick It Out. - Nic nigdy nie zostanie zrobione - powiedział McClean. - Jestem białym Irlandczykiem. Mówiąc więc wprost, nikt w Anglii nie przejmuje się losem ludzi takich, jak ja. 

W 2021 jego żona Erin McClean oświadczyła, że nie ma dnia, aby jedno z nich nie otrzymało "jakiejś wiadomości, czy to groźby, która mówi nam, żebyśmy wypierdalali z Anglii. Opluwano nas, krzyczano na nas. Wieczory zostały zrujnowane przez ludzi, którzy robili mu przytyki". 

"James wywołał nas publicznie... i wiesz co? Miał rację" - mówi w serwisie "The Athletic" Troy Townsend z Kick It Out. "Skontaktowałem się z nim mniej więcej w tym czasie. Zrugał wszystkich i szczerze mówiąc, miał do tego prawo. Czuł się zawiedziony. Czuł, że środowisko piłki nożnej po prostu ignoruje znęcanie się nad nim - a kiedy on sam pęknie i zareaguje, to jeszcze zostanie ukarany. Mówił, jak to wpływa na jego rodzinę i dzieci. Pokazał mi niektóre z gróźb i obelg, jakie otrzymuje. To było przerażające. Kiedy to czarnoskóry zawodnik otrzymuje coś takiego, ludzie słusznie się tym przejmują. Kiedy chodzi o Jamesa McCleana i są to antyirlandzkie i antykatolickie obelgi i wyzwiska, wydaje się, że jest to ignorowane. To tak, jakby ludzie bali się o tym mówić, albo nie chcieli, albo nie wiedzieli, jak to zrobić, albo tego nie rozumieli".

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.