Reprezentacja Bułgarii przed czwartkowym meczem z Węgrami miała zaledwie dwa punkty, które zdobyła w dwóch zremisowanych meczem i ciągle poszukiwała symbolicznej wygranej w eliminacjach Euro 2024. Do 97. minuty Bułgarzy prowadzili 2:1 w meczu, w którym były m.in. dwie czerwone kartki. Wtedy gola samobójczego strzelił obrońca Śląska Wrocław Aleks Petkow. Tym samym Węgrzy wywalczyli awans na mistrzostwa Europy, a Bułgarzy ciągle pozostają bez wygranej w kończących się powoli eliminacjach.
Chociaż samo spotkanie miało bardzo dramatyczny przebieg, to jeszcze bardziej dramatyczne sceny można było zobaczyć przed meczem na ulicach Sofii. Do stolicy Bułgarii zjechało się wielu fanów różnych klubów - CSKA Sofia, Spartaka Warna, Czerno More, czy Lokomotiwu Płowdiw. Grupa około czterech tysięcy kibiców udała się pod siedzibę bułgarskiego ministerstwa sportu, żeby protestować, domagając się dymisji prezesa bułgarskiej federacji piłkarskiej Borisława Michajłowa i jego ludzi.
Protest w pewnym momencie zmienił się zamieszki z udziałem kibiców i bułgarskich policjantów, których było około 1600. W ruch poszły petardy, race, kostki brukowe i dochodziło także do podpalenia samochodów i autobusów. W odpowiedzi służby porządkowe użyły armatek wodnych w celu rozproszenia grup kibiców. W wyniku tych starć rannych zostało czterech policjantów i dziesięciu kibiców.
- Mieliśmy informację, że protestujący mieli przygotowane koktajle Mołotowa, a także sporo materiałów pirotechnicznych, pistolety sygnałowe, metalowe pałki i inne zabronione przedmioty. Mamy informację, kto jest organizatorem protestu, ale nie możemy podać nazwiska - poinformował zastępca komendy policji Stefan Iwanow cytowany przez portal Sportal.bg.
Cała sytuacja miała uspokoić się tuż przed rozpoczęciem meczu Bułgarów z Węgrami.