W 2017 roku Wisła Kraków zakontraktowała anonimowego napastnika rezerw Villarrealu. Nazywał się Carlitos. Wychowanek Elche błyskawicznie został gwiazdą. Po 36 meczach miał na koncie 24 gole i siedem asyst. Ale wtedy jego licznik się zatrzymał, bo wykupiła go Legia za zaledwie pół miliona euro.
W Warszawie w debiutanckim sezonie zdobył 21 bramek. Tyle wystarczyło, by saudyjska Al-Wahda FC wyłożyła na niego niemal dwa miliony euro. Hiszpan u szejków długo nie grał, bo już pół roku później wylądował w Atenach, podpisując umowę z Panathinaikosem.
W Grecji nie zawiódł, strzelił 18 goli w 70 spotkaniach. Jednak w sierpniu 2022 r., wrócił do Polski. I na dzień dobry przekonywał, że tym razem chce zostać w Legii na lata. Ale został tylko do lata, bo po prostu zawodził.
W sezonie 2022/23 zanotował tylko jedną bramkę w Ekstraklasie, więc przed obecnym sezonem Legia bez żalu oddała go greckiego klubu PAS Lamia. No i Carlitos w końcu odżył.
PAS Lamia w zeszłym sezonie zajęła dopiero 14. miejsce, ale teraz dobrze im idzie, bo są na 5. lokacie. Duża w tym zasługa 33-letniego Hiszpana, który ma już na koncie cztery gole i trzy asysty. Ostatnią bramkę zdobył kilka dni temu, gdy PAS uległo 1:2 Panathinaikosowi.
Carlitos traci tylko jedno trafienie do liderów strzelców ligi greckiej. Po pięć bramek mają na koncie: Podence (Olympiakos), Moron (Aris), El Kaabi (Olympiakos) oraz Zivković (PAOK).