Gigantyczne rozczarowanie. Piłkarze U-17 zawiedli jak nigdy. "Ogromny kac"

Dawid Szymczak
Nad utalentowanymi nogami nie zawsze czuwa dojrzała głowa. W zgrupowaniu tuż przed mistrzostwami świata - najważniejszym wydarzeniem w dotychczasowej karierze, mogącym być trampoliną do kariery - czterech reprezentantów Polski do lat 17 dostrzegło okazję do zakrapianej imprezy. Z Indonezji wylecą natychmiast, mundial obejrzą w domach. To olbrzymie, wielopoziomowe rozczarowanie. I porażka wielu osób.
Szymon Kądziołka świętuje zdobycie piątego gola w meczu z Irlandią podczas Mistrzostw Europy U-17 na Stadionie Hidegkuti Nandor w Budapeszcie na Węgrzech, 17.05.2023 r.
Fot. IMAGO/INPHO/Nikola Krstic/East News

Kac jest ogromny. Nie tylko u piłkarzy, którzy przez swoją głupotę stracili okazję, by rozpędzić raczkujące dopiero kariery, ale też u selekcjonera Marcina Włodarskiego, który raptem trzy dni wcześniej z autentyczną pasją opowiadał nam, jak wszyscy w federacji pracują, by jego zespół wykorzystał szansę. Ekscytował się nadchodzącym mundialem, cieszył z wyników ostatnich meczów - 4:0 z Arabią Saudyjską, 4:0 z Austrią, 4:1 ze Szwecją, 4:0 ze Słowacją, 5:0 z Czechami. Martwiło go tylko jedno: by piłkarze zdążyli przystosować się do nieznośnego indonezyjskiego klimatu. W piłkę grają przecież świetnie. Tak jawnego braku profesjonalizmu pewnie nawet sobie nie wyobrażał. 

Zobacz wideo Euro 2024 bez Polski? PZPN reaguje. "To jest najgorsze"

"Na stole stał alkohol z gatunku tych mocniejszych"

Kadra do lat 17 jest oczkiem w głowie PZPN. W czerwcu, dochodząc do półfinału mistrzostw Europy, udowodniła, że warto w nią inwestować. Federacja wysłała więc siedemnastolatków na mistrzostwa świata do Indonezji dziesięć dni przed pierwszym meczem, by zdążyli zaaklimatyzować się w ponad trzydziestostopniowym upale i wilgotności przekraczającej 85 proc. Zewsząd pachniało profesjonalizmem: młodzi mieli warunki godne pierwszej kadry, dostali wytyczne na długi lot - którą część przespać, by zminimalizować tzw. jet lag, związany z siedmiogodzinną różnicą czasu, a później, podczas przesiadki w Dosze, odbyli obowiązkowy spacer po lotnisku, by pobudzić mięśnie. Już na miejscu trenerzy co rano biegali w upale podobny dystans, jak piłkarze na treningach, żeby lepiej zrozumieć ich cierpienie. Ale gdy później trenerzy przypatrywali się parametrom zmęczeniowym, wynikom badań i dalej kombinowali, co jeszcze zrobić, by jak najszybciej zaadaptować się w klimacie przypominającym saunę, czterech piłkarzy dodatkowo męczyło swoje organizmy alkoholem. 

Tak o szczegółach sprawy pisał portal Meczyki: "Kiedy zbliżał się wieczór, Marcin Włodarski w swoim zwyczaju zrobił obchód po pokojach. Wtedy jeszcze wszyscy w nich byli, ale nauczony akcją sprzed roku, a dokładnie końcówki września 2022 i Pucharu Syrenki (sprawa dotyczyła Mikołaja Tudruja i Michała Matysa - obaj także zostali wtedy usunięci z kadry za alkohol), trener postanowił zrobić jeszcze jeden obchód. Wówczas już okazało się, że dwa pokoje były puste. Bali to dość mała wyspa, dlatego wspomniana czwórka została szybko namierzona w barze. Na stole stał alkohol z gatunku tych mocniejszych. Z naszych informacji wynika, że młodzi zawodnicy wyglądali na pijanych, a Oskar Tomczyk miał mieć nawet uraz głowy". 

"W związku z niesportowym zachowaniem oraz złamaniem regulaminu, sztab szkoleniowy kadry U-17 podjął decyzję o usunięciu ze zgrupowania czterech zawodników. Zgrupowanie kadry w trybie natychmiastowym opuszczą: Oskar Tomczyk, Filip Rózga, Jan Łabędzki oraz Filip Wolski" - pisze w oficjalnym komunikacie PZPN, a wyciągnięcie surowych konsekwencji wobec zawodników zapowiedziały też ich kluby - Lech Poznań, Cracovia i ŁKS. U wszystkich wstyd miesza się ze złością. Dominuje jednak rozczarowanie. 

To nie tylko porażka tych czterech młodych osób

Żadna kadra nie zbierała ostatnio tylu pochwał i ciepłych słów. Za odważny styl, wysokie zwycięstwa i sukcesy, jak dojście do półfinału mistrzostw Europy, ale też za mądre wypowiedzi selekcjonera i elokwencję samych zawodników. Była powiewem świeżości. Kibice w ostatnich miesiącach leczyli jej meczami niestrawności po spotkaniach pierwszej reprezentacji. Dostrzegali w grze juniorów elementy, których brakowało w grze dorosłych. Reprezentacja U-17, jak żadna inna, uwiarygadniała też hasła, które PZPN wziął na szkoleniowe sztandary: proaktywność, odwagę i ryzykowną grę. Wycinki jej meczów można było wrzucać prosto do prezentacji o związkowym modelu gry, a awanse na mistrzostwa Europy i mistrzostwa świata miały być kapitałem, który zaprocentuje w dorosłej piłce. Marcin Dorna, dyrektor sportowy PZPN, na jednym ze spotkań z dziennikarzami, podkreślając wagę tych awansów, wskazywał na Anglików i Niemców, którzy notorycznie przy okazji debiutów młodych piłkarzy w pierwszej reprezentacji wspominają ich juniorskie doświadczenia z wielkich turniejów. I jest u nich widoczna prawidłowość, którą za kilka lat chciałby też dostrzec u siebie PZPN: im więcej rozegranych meczów na mistrzostwach, tym bliżej wielka kariera. Kibice, eksperci i dziennikarze obserwowali to wszystko z boku i mieli nadzieję, że nadchodzą lepsze czasy. 

Tymczasem afera alkoholowa z Indonezji znacznie bardziej pasuje do wspomnień piłkarzy grających w czasach, gdy zawodników Włodarskiego nie było jeszcze na świecie niż do powszechnej narracji, że do polskiej piłki wchodzi pokolenie piłkarzy nadzwyczaj profesjonalnych, świadomych, zainspirowanych sterylnym prowadzeniem się Roberta Lewandowskiego i skoncentrowanych na zrobieniu równie imponującej kariery jak on. O tym mówią trenerzy, starsi zawodnicy, dyrektorzy sportowi. Mogą mieć wobec młodych różne obawy, ale akurat profesjonalizm i świadomość wymieniają jako ich cechy charakterystyczne. Tym bardziej szokuje, że wkraczający w dorosłość reprezentanci Polski, tuż przed mundialem, gdzie trybuny będą uginać się od skautów przybyłych ze wszystkich części świata, zechcieli zabalować. Gdzie, jak nie na młodzieżowych mistrzostwach świata utorować sobie drogę do poważnej kariery? Kiedy jeszcze będą mieli okazję, by dobrą grą w kilku meczach zapewnić sobie wymarzone zajęcie na kilkanaście następnych lat? Zachowanie tej czwórki przeczy wszystkiemu, co słyszeliśmy o pokoleniu młodych piłkarzy. Piłkarze, którzy wymknęli się ze zgrupowania do baru ani nie są jeszcze profesjonalni, ani świadomi, ani odpowiedzialni za siebie i całą drużynę, ani nawet nie uczą się na błędach innych. Przecież rok temu ich dwóch kolegów z tej samej kadry zostało usuniętych ze zgrupowania w trakcie Pucharu Syrenki, bo w ich pokoju znaleziono butelki po alkoholu. To zawodnicy u progu kariery, dopiero walczący o miejsce w kadrach swoich zespołów. Rózga raptem kilka dni przed wylotem do Indonezji mówił w klubowych mediach: - Taki turniej zdarza się pewnie raz w życiu. Mam niesamowite szczęście. Teraz chcę się na nim dobrze pokazać. 

Ale to nie tylko porażka tych czterech młodych ludzi. Oni jeszcze mają czas, by dojrzeć i czegoś się z tej lekcji nauczyć. To porażka wielu dorosłych osób - ich rodziców, ich agentów, a w mniejszym stopniu także trenerów z ich klubów i akademii, w których dorastali. Nie da się ich upilnować, ale da się wychować i uświadomić tak, by alkoholu w przeddzień mundialu, mając siedemnaście lat, nawet nie chcieli spróbować.

Dawid Szymczak
Więcej o: