Wydali miliony, ale mają problem. Polska trzecia liga zawstydza Arabię Saudyjską

Dawid Szymczak
Domowe mecze Grzegorza Krychowiaka w Arabii Saudyjskiej ogląda średnio 1988 kibiców. Gra on w lidze olbrzymich kontrastów - wielkich pieniędzy na górze i pustych trybun na dole tabeli. Rekord tego sezonu? 133 osoby na piętnastotysięcznym stadionie. - To, że nie uda się zapełnić trybun i ktoś to zauważy, może nawet wyśmieje, Saudyjczycy wpisują sobie w koszty. Mierzą znacznie wyżej - mówi Michał Banasiak z Instytutu Nowej Europy.

Warta Poznań, rozgrywająca swoje mecze w oddalonym o ponad 50 km Grodzisku Wielkopolskim, pierwszoligowa Bruk-Bet Termalica z liczącej kilkaset mieszkańców Niecieczy, a także Stal Stalowa Wola - zespół z trzeciego poziomu rozgrywkowego, mają na meczach średnią liczbę kibiców większą niż Abha - saudyjski klub, w którym gra Grzegorz Krychowiak i którego trenerem do niedawna był Czesław Michniewicz. Na mecze Abhy przychodzi średnio 1 988 kibiców. Najmniej w całej lidze. Ale frekwencyjne problemy w Arabii Saudyjskiej znacznie wykraczają poza ten klub. Na meczu Al Riyadh z Al Akhdoud były zaledwie 133 osoby, a spotkań, w których frekwencja nie przekraczała tysiąca osób, rozegrano już osiemnaście.

Zobacz wideo "To jest sprawa ponad wszelkimi podziałami". Nawet mimo zmiany rządzących

Latem Saudyjczycy wydali na nowych piłkarzy, m.in. Karima Benzemę, Neymara, Sadio Mane i Riyada Mahreza, blisko 900 milionów euro. Mimo dołączenia tylu gwiazd, trybuny na wielu stadionach są niemal puste. Frekwencja w przypadku większości klubów jest dotychczas niższa niż w zeszłym sezonie - przed gigantycznymi inwestycjami. W poprzedni weekend Al-Ettifaq - drużyna Jordana Hendersona i Georginio Wijnalduma, trenowana przez Stevena Gerrarda, grała na wyjeździe z Al-Riyadh, mającym w składzie Andre Graya, a na trybunach piętnastotysięcznego stadionu było tylko 696 kibiców. W sumie już osiem klubów przynajmniej raz odnotowało frekwencję mniejszą niż tysiąc osób.

Jedynie cztery kluby (Al-Hilal, Al-Ahli, Al-Nassr i Al-Ittihad), regularnie przyciągają na trybuny ponad 10 tys. kibiców. To historyczna wielka czwórka arabskiej ligi, która latem zaczęła być zarządzana i napędzana finansowo przez Fundusz Inwestycji Publicznych. Najwyższą jak dotąd średnią frekwencję (29044) ma Al-Ittihad, mistrz kraju, do którego dołączyli Benzema, N’Golo Kante i Fabinho. Ale i tak jest ona wyraźnie niższa od średniej z poprzedniego sezonu - 40 453.

Największe zainteresowanie wzbudził dotychczas mecz Al-Hilal, saudyjskiego rekordzisty mającego 18 mistrzostw w historii, który 19 sierpnia przyciągnął na mecz z Al-Fayha blisko 60 tys. kibiców. Na wynik wpłynęło połączenie tego spotkania z prezentacją Neymara. Wówczas Brazylijczyk tylko przywitał się z kibicami, a na jego pierwszy mecz trzeba było poczekać prawie miesiąc. Debiutował przeciwko Al Riyadh przy 15 373 widzach. Najmniejsza publiczność, przy jakiej zdarzyło się grać Cristiano Ronaldo to 10 898 osób w wyjazdowym meczu z Al-Tai. Angielscy dziennikarze zauważyli, że łączna frekwencja na dziewięciu meczach z udziałem Jordana Hendersona wyniosła niecałe 64 476 osób, czyli nieco więcej niż pojemność Anfield, na którym przez lata występował przy pełnych trybunach, gdy był piłkarzem Liverpoolu.

  • Al-Ittihad (Karim Benzema, N’Golo Kante, Fabinho, Jota) – 29 044 (pop. sez. 40 453)
  • Al-Hilal (Neymar, Ruben Neves, Sergej Milinkovic-Savić) – 22 381 (pop. sez. 9 541)
  • Al-Nassr (C. Ronaldo, Sadio Mane, Aymeric Laporte) – 20 615 (pop. sez. 17 638)
  • Al-Ahli (Riyad Mahrez, Roberto Firmino) – 19 296 (pop. sez. brak danych)
  • Al-Raed (Karim El Berkaoui) – 9 995 (pop. sez. 5 974)
  • Al-Fateh (Cristian Tello, Jason Denayer) – 8 648 (pop. sez. 10 786)
  • Al-Ettifaq (Georginio Wijnaldum, Jordan Henderson) – 7 021 (pop. sez. 4 949)
  • Al-Taawoun (Musa Barrow) – 5 888 (pop. sez. 6 843)
  • Al-Khaleej (Fabio Martins) – 4 530 (pop. sez. 5 638)
  • Al-Tai (Andrei Cordea) – 4 009 (pop. sez. 7 288)
  • Al-Shabab (Ever Banega, Yannick Carrasco) – 3 785 (pop. sez. 4 591)
  • Damac (Georges-Kévin Nkoudou) 3 403 (pop. sez. 4 139)
  • Al-Okhdood (Alex Collado) – 3 168 (pop. sez. brak danych)
  • Al-Hazem (Faiz Selemani) – 3 073 (pop. sez. brak danych)
  • Al-Wehda (Odion Ighalo) – 2 984 (pop. sez. 6 712)
  • Al-Fayha (Henry Onyekuru) – 2 860 (pop. sez. 3 860)
  • Al-Riyadh (Andre Gray) – 2 139 (pop. sez. brak danych)
  • Abha (Karl Toko Ekambi, Grzegorz Krychowiak) – 1 988 (pop. sez. 3 597)

Saudyjczycy nie zakochali się w piłce? To nie takie proste

- Informacja, że Jordan Henderson grał przy niecałych 700 osobach, faktycznie brzmi absurdalnie. Ale ważny jest kontekst - mówi Mieszko Rajkiewicz z Instytutu Nowej Europy. - W Arabii Saudyjskiej cztery najważniejsze kluby zawsze miały stabilną i godną w europejskiej skali frekwencję na poziomie 20 tys. kibiców. Do dzisiaj tak jest. Nie bez powodu Al-Ittihad, Al-Hilal, Al-Nassr i Al-Ahli są uważane za tzw. wielką czwórkę. One są najbardziej utytułowane, one zostały przejęte przez fundusz inwestycyjny i one mają stałą bazę kibiców, którą przyciągają na stadiony. To też zespoły z dwóch głównych miast Arabii, czyli z Rijadu i Dżuddy. W przypadku pozostałych drużyn frekwencja faktycznie jest kiepska również dlatego, że ich potencjalnych kibiców zagarnęła dla siebie "wielka czwórka" - tłumaczy.

- Nie da się porównać Arabii Saudyjskiej do Polski, Włoch, Anglii, Niemiec czy Hiszpanii, gdzie poza stolicą są jeszcze inne ważne miasta. Populacja tego kraju rozkłada się tak, że ta aktywna część społeczeństwa, zaangażowana również w piłkę nożną i sport w ogóle, mieszka głównie w Rijadzie albo Dżuddzie. Młodzi przeprowadzają się do większych miast, a jednocześnie osłabiają grupy kibicowskie w tych mniejszych. W innych częściach kraju frekwencja rośnie więc na stadionach niemal wyłącznie, gdy wyjazdowy mecz gra tam ktoś z "wielkiej czwórki". Reszta klubów to, mówiąc brutalnie, dodatek do nich - mówi Rajkiewicz. 

- Kultura kibicowania jest zupełnie inna niż w Europie. Regionalizm nie jest istotny. Rzadko ulubiony klub wybiera się tam na podstawie miejsca zamieszkania - wyjaśnia Michał Banasiak z Instytutu Nowej Europy. - U nas zwykle tak jest, że kibicujemy zespołom, które były w naszej okolicy. Nie do końca ważna jest liga i poziom. Mamy niekiedy ulubiony klub walczący o mistrzostwo Polski, ale jednocześnie jesteśmy też kibicami mniejszego zespołu. Tymczasem w Arabii najczęściej wybór ulubionego klubu ogranicza się do jednego z czterech największych, więc reszta jest przez to frekwencyjnie i biznesowo poszkodowana, a to przekłada się poziom sportowy i uwypukla różnice. Nic też nie wskazuje na to, by mogło się to zmienić. Państwo przejęło i dofinansowało właśnie te cztery kluby. To one dokonały później najgłośniejszych transferów. Widać też na tym przykładzie wyraźne w tamtym regionie uwielbienie meczów derbowych. Identycznie jest też choćby w Iranie. Ludzie podchodzą tam do piłki na zasadzie poszukiwania wielkiego widowiska. Na derbach stawiają się tłumy, przeżywają to. Interesują się meczami największych klubów, a pozostałe odpuszczają - dodaje.

- Warto też przyjrzeć się frekwencji na meczach tych największych klubów. W Al-Ittihad spadek liczby kibiców rok do roku wynika z tego, że w poprzednim sezonie zdobyli mistrzostwo, a teraz idzie im gorzej. Arabię Saudyjską i Polskę łączy akurat to, że sukcesy przyciągają ludzi na stadiony. U nas widać to na przykładzie Śląska Wrocław, który miał problemy z frekwencją, a teraz, gdy jest liderem ekstraklasy, potrafi przyciągnąć na mecz z Legią Warszawa blisko 40 tys. kibiców. W Dżuddzie tym drugim wielkim klubem zawsze było Al-Ahli. Ostatni sezon grało w niższej lidze, więc część jego kibiców chodziła na Al-Ittihad, by oglądać mecze najwyższej ligi. Teraz gdy znów grają w jednej lidze, a w dodatku Al-Ahli na papierze wydaje się mieć silniejszy skład, część kibiców Al-Ittihad wróciła na stadion Al-Ahli - mówi Rajkiewicz.

- Al-Nassr ma z kolei ograniczone pole do rywalizacji, bo najważniejszym klubem w Rijadzie jest Al-Hilal. To saudyjski Real Madryt - trofea, historia, gra w pucharach, a do tego bodaj najbardziej gorący transfer tego lata, czyli sprowadzenie Neymara. Dlatego ten skok kibiców na klub Cristiano Ronaldo i Sadio Mane jest być może nieco mniejszy, niż się spodziewaliśmy. Rywalizacja w mieście jest dla Al-Nassr bardzo trudna. Inna sprawa, że Ronaldo gra w Arabii pół roku dłużej niż większość gwiazd, więc zdążył się trochę opatrzeć. Uwaga kibiców w Arabii Saudyjskiej jest rozproszona między różnymi klubami i wędruje tam, gdzie w danym momencie dzieje się coś ciekawego. Może chodzić o wyniki i walkę o mistrzostwo, ale może też chodzić o nowy transfer. Jest oczywiście grupa silnie utożsamiająca się ze swoim klubem, ale jest też spora część kibiców, która nie jest przywiązana do barw - zauważa Rajkiewicz. 

- Mecze z frekwencją poniżej tysiąca osób dotyczą z kolei zespołów, które się w tej lidze nie liczą ani sportowo, ani podczas okna transferowego. Anglicy przekładają te liczby i zauważają, że u nich na mecze 6. i 7. ligi przychodzi więcej kibiców. Mówimy jednak o zupełnie innej kulturze kibicowania i życia z piłką nożną. W Anglii chodzi się na swój klub. Zauważamy to lokalne utożsamianie się z zespołami. W Arabii Saudyjskiej tego nie ma. Frekwencja może jednak wzrosnąć w najbliższym czasie, bo nadchodzi zima, więc temperatury wreszcie u nich spadną i przyjemniej będzie pójść na mecz. Pamiętajmy, że tam nie ma klimatyzowanych stadionów, jak w Katarze - mówi Banasiak. 

"Saudyjczycy wpisują to w koszty. Mierzą znacznie wyżej"

- Nie sądzę, by Saudyjczyków martwiła dysproporcja we frekwencji, bo dzieje się to dość naturalnie i wynika z szeregu czynników. Zaczną się martwić, jeśli generalnie społeczeństwo Arabii Saudyjskiej nie będzie interesowało się sportem i nie będzie na tym polu aktywne. Futbol to jedno. Poczynili przecież gigantyczne inwestycje, by promować koszykówkę, golfa i e-sport. Cele mają rozłożone na lata. Wiele do 2030 roku, inne będą pewnie wiązały się z mundialem cztery lata później. Na razie nie będą tej drogi weryfikować, bo są dopiero na początku - uważa Mieszko Rajkiewicz.

- Ich ambicje sięgają znacznie dalej niż zapełnienia kilku stadionów - zgadza się Banasiak. - Ich kluby nie żyją ze sprzedaży biletów i w ogóle z wpływów z dnia meczowego, co jest ważnym elementem budżetów europejskich klubów. Saudyjczycy dotychczas osiągają swoje cele. Udało im się przykuć zainteresowanie europejskich mediów i europejskich sponsorów. W Polsce jest już transmitowany drugi sezon ich ligi. Od tego sezonu ta liga znalazła się też w grze FC24 (następcy serii FIFA). Przy ich klubach zaczęli kręcić się dostawcy sprzętu ze Stanów Zjednoczonych i z Europy, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia. Po przyjściu Neymara frekwencja na meczach Al-Hilal wzrosła, a po jego kontuzji spadła. I to o kilka tysięcy, więc wyraźnie widać ten efekt gwiazdy - dodaje.

- W zasadzie mamy też pewność, że odbędą się tam mistrzostwa świata w 2034 r., więc obecność tych wszystkich gwiazd, od początku obliczona na osiągnięcie długoterminowych zysków, wkrótce nabierze jeszcze większego znaczenia. Cała ofensywa Saudyjczyków rozpoczęła się przecież zaraz po mundialu w Katarze od transferu Cristiano Ronaldo. Oni bardzo uważnie obserwowali Katarczyków. Widzieli, jakie zebrali profity gospodarcze, polityczne i ostatecznie również wizerunkowe. Ruszyli więc podobną drogą. Porównajmy też dyskusję, jaka rok temu toczyła się wokół Kataru, gdzie na każdym kroku zwracaliśmy uwagę na sportwashing i łamanie praw człowieka, z dyskusją toczącą się wokół Arabii. Ona jest marginalna. Więcej mówi się o nowych piłkarzach, o poziomie tej ligi czy właśnie o frekwencji, czyli merytorycznych sprawach dotyczących stricte piłki. Oczywiście, mamy świadomość, po co Arabia Saudyjska to robi, ale najwyraźniej zdążyliśmy się już z tym oswoić. Organizowanie wielkich sportowych imprez w tym kraju przestaje już być tak zaskakujące i egzotyczne, bo tyle jest tych zawodów, gal, wyścigów i meczów, że się przyzwyczailiśmy - mówi Banasiak i podsumowuje: - To, że nie uda się zapełnić stadionów i ktoś to zauważy, może nawet wyśmieje, Saudyjczycy wpisują sobie w koszty. A mierzą znacznie wyżej. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.