Grali najwięksi rywale Polaków. Niebywałe męczarnie. A potem rzut karny

Bardzo długo pachniało sensacją w spotkaniu naszych grupowych rywali do przyszłorocznych eliminacji mistrzostw Europy. Czesi, którzy chcieli zmazać plamę po niedawnym 0:3 z Albanią, od początku ruszyli do huraganowych ataków - w pierwszej połowie oddali aż 23 strzały - ale długo nie mogli pokonać bramkarza Wysp Owczych. Dokonali dopiero na kwadrans przed końcem spotkania. Potrzebowali do tego rzutu karnego.

Porażka 0:3 z Albanią wstrząsnęła reprezentacją Czech. Wiele wskazuje na to, że niedługo posadę straci selekcjoner Jaroslav Silhavy - kandydatem do jego zastąpienia jest m.in. były ekstraklasowy trener - ale za nim to nastąpi, nasi południowi sąsiedzi podejmowali u siebie Wyspy Owcze w eliminacjach do mistrzostw Europy. W pierwszym meczu między tymi zespołami padł wynik 3:0 dla Czechów, więc w Pilźnie, gdzie rozgrywane było to spotkanie, nikt nie wyobrażał sobie kolejnej sensacji w konfrontacji z najsłabszą ekipą w grupie. Farerzy na swoim koncie mieli jeden punkt po sześciu kolejkach.

Zobacz wideo Michał Probierz żartuje z debiutu. "Owce będą mi się śniły"

23 strzały Czechów w pierwszej połowie. Zatrzymywał ich obrońca z polskiego drugoligowca

Gospodarze spodziewanie od początku ruszyli do ataku, aby spróbować zmazać plamę z Tirany. Gra toczyła się głównie na połowie gości. Czesi w pierwszym kwadransie oddali aż siedem strzałów. Najgroźniejsze były próby Michala Sadilka, który zza pola karnego lewą nogą trafił w słupek, a także Ondreja Lingra. Jego strzał głową z pięciu metrów instynktownie obronił bramkarz. To było naprawdę mocne otwarcie ze strony Czechów, ale brakowało efektywności.

Ataki podopiecznych Jaroslava Silhavego nie ustępowały. Po pół godziny gry mieli na swoim koncie już 17 uderzeń, ale żadne z nich nie było tak groźne jak wspomniane w początkowych minutach. W 33. minucie doszło do kontrowersji w polu karnym Farerów. Andrias Edmundsson, zawodnik na co dzień występujący w drugoligowej Chojniczance Chojnice, starł się z Tomasem Souckiem. Sędzia uznał, że faulu nie było. Chwilę później Adam Hlozek trafił w słupek z rzutu wolnego.

Licznik strzałów Czechów w pierwszej połowie zatrzymał się na liczbie 23, ale żaden z nich nie wpadł do bramki Mattiasa Lamhauga, który już w 40. minucie otrzymał żółtą kartkę za opóźnianie gry. Natomiast Farerów w ofensywnie w zasadzie nie było.

Początek drugiej połowy był zaskakująco spokojny. Czesi nie atakowali aż tak zawzięcie, nie uderzali już też z taką intensywnością, co wcześniej. W 54. minucie to gracze z Wysp Owczych oddali swój pierwszy celny strzał. Zaczęli także częściej wymieniać podania na połowie rywali. Mecz mocno stracił na tempie, co było dla nich bardzo korzystne. Czas uciekał gospodarzom. Ich selekcjoner Jaroslav Silhavy przeprowadzał zmiany, ale jego podopieczni nie potrafili nawiązać do poziomu gry, który prezentowali w pierwszej odsłonie tego spotkania. Tak naprawdę przestało - kolokwialnie mówiąc - "śmierdzieć" golem pod bramką gości. W dodatku pojawiały się nerwy z uwagi na to, że mecz niepokojąco zbliżał się do końca.

Pachniało sensacją. Czechów uratował rzut karny

W 74. minucie gospodarzom spadł kamień z serca. Dobre podanie prostopadłe w pole karne dostał Ondrej Lingr. Odegrał wzdłuż bramki, a tam ręką, wykonując wślizg, zagrał jeden z defensorów Wysp Owczych. Sędzia nie miał wątpliwości. Podyktował rzut karny, który został pewnie wykorzystany przez Tomasa Soucka.

W tym momencie Farerzy nie mieli już nic do stracenia, więc ruszyli dynamiczniej i odważniej do przodu. W 80. minucie mieli świetną szansę na doprowadzenie od remisu. Równowagę stracił defensor Czechów, przez co sporo miejsca z prawej strony miał jeden z graczy ofensywnych gości, Solvi Vatnhamar. Wpadł w pole karne, ale jego strzał został zablokowany. 

W ostatnich minutach nie wydarzyło się już nic wartego uwagi. Czesi ostatecznie uciekli spod topora, ogrywając u siebie 1:0 Wyspy Owcze po bramce Tomasa Soucka z rzutu karnego. W wirtualnej tabeli wskoczyli na drugie miejsce przed reprezentację Polski. Biało-czerwoni od godz. 20:45 rywalizować będą z Mołdawią. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.