Sensacyjna decyzja Peszki. "Myślałem, że żartuje, ale nie żartował"

- Niektórzy piłkarze, jak się ze mną witają, mówią: "Cześć, Peszkin". Na treningu raczej mówią "trenerze", ale jeśli ktoś powie Sławek czy Peszkin, to się nie obrażam, normalnie reaguję. Znam się nie tylko z nimi, ale znam dobrze ich rodziny. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu - mówi Sławomir Peszko, były reprezentant Polski, od niedawna tymczasowy trener Wieczystej Kraków.
Sławomir Peszko
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Sławomir Peszko z powodu kontuzji zakończył karierę piłkarską. Jego ostatnim klubem była Wieczysta Kraków. Były reprezentant Polski po zakończeniu kariery został w klubie z Krakowa, na początku pracował jako skaut, od września jest tymczasowym trenerem Wieczystej. Jak duże podjął ryzyko? Jak chce grać? Jakie rady dostał od byłych selekcjonerów? 

Zobacz wideo

Krzysztof Smajek: Jak to się stało, że zostałeś tymczasowym trenerem Wieczystej Kraków?

Sławomir Peszko: - W poniedziałki często przyjeżdżam do firmy prezesa Wojciecha Kwietnia, właściciela Wieczystej, żeby porozmawiać o piłce i bieżących sprawach. Trzy tygodnie temu też pojechałem do prezesa i dowiedziałem się, że trener Maciej Musiał stracił pracę. Prezes razem z dyrektorem sportowym zaczęli wykonywać telefony i szukać nowego trenera. Jeden kandydat nie mógł, drugi miał ważny kontrakt, trzeci odmówił. Prezes spojrzał na mnie i spytał: "Na jaką ligę masz licencję?" - Na trzecią, na drugą – odpowiedziałem. "Nie weźmiesz tego teraz?". Myślałem, że prezes żartuje, ale nie żartował. "Może coś zmienisz" - usłyszałem. Decyzję musiałem podjąć od razu, jeszcze w jego biurze.

Duże ryzyko podjąłeś?

- Zgodziłem się zostać tymczasowym trenerem, ale poprosiłem, żeby dalej szukali kandydata na to stanowisko. Ryzyko? Znam dobrze drużynę, znam tych chłopaków z boiska, znam ich charaktery. Mam sztab szkoleniowy, który pomaga mi w treningach. Nie było łatwo wejść do szatni i powiedzieć, że teraz przejmuję stery. Na początku wielu zawodników było zdziwionych, nie wierzyli, że zostałem trenerem. Myśleli, że może tylko na jeden mecz, ale zobaczyli, że to wypaliło. Widzą, że nieźle radzę sobie w roli trenera.

Przed debiutem rozmawiałem z kilkoma trenerami. Adam Nawałka dał mi trochę wskazówek, rozmawiałem też z trenerem Franciszkiem Smudą i Przemysławem Cecherzem. Trener Smudą dał mi jedną radę. Nie chcę za dużo o niej mówić, ale nie rezygnuję na razie z tego, z czego trener mówił, żebym zrezygnował.

Coś się zmieniło w relacjach między tobą a zawodnikami?

- Nic się nie zmieniło, mamy normalne relacje. Niektórzy, jak się ze mną witają, mówią: "Cześć, Peszkin". Na treningu raczej mówią 'trenerze", ale jeśli ktoś powie Sławek czy Peszkin, to się nie obrażam, normalnie reaguję. Znam się nie tylko z nimi, ale znam dobrze ich rodziny. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Nie jest tak, że od razu się przestawię i powiem: proszę o ciszę, bo teraz mówi pan trener Sławek.

Najtrudniej było przed pierwszym meczem stanąć przed drużyną i zrobić odprawę. Podchodzimy do tego profesjonalnie, są grafiki ze składem, omawiamy taktykę. Na końcu była przemowa motywacyjna, ale o niej nie będę mówił. Musiałem wzbudzić w nich energię do gry i pasję. I to mi się udało, wygraliśmy z KSZO 1:0.

W internecie pojawił się fragment meczu, w którym bramkarz KSZO długo trzymał piłkę i żaden z zawodników Wieczystej go nie atakował. W komentarzach było trochę szyderki z waszej postawy.

- Komentowały to osoby, które nie mają za dużo pojęcia o piłce. W pierwszej połowie nam się nie spieszyło, gdyby taka sytuacja była w drugiej połowie przy wyniku 0:0, to zapewniam, że poszlibyśmy do wysokiego pressingu. Wiedziałem też, że straciliśmy już 14 goli, nie było sensu grać w Ostrowcu wysokim pressingiem. Chodziło o to, żeby być cierpliwym, wyczekać rywala i nie stracić bramki w kolejnym meczu. To się nam udało.

Właściciel klubu chyba nie był zadowolony ze stylu. Trener Cecherz mówił mi, że pan Kwiecień lubi ofensywną piłkę.

- Właściciel chce przede wszystkim awansować do drugiej ligi. Oczywiście chciałby, żebyśmy grali ładnie, wysokim pressingiem, na dużej intensywności, ale kto by nie chciał. Czasami trzeba zagrać tak, jak z KSZO i wygrać 1:0.

Łatwo było ustalić skład na pierwszy mecz, czy trzeba było zarwać noc?

- W nocy spałem spokojnie, ale ustalenie składu poprzedziła narada z czteroosobowym sztabem. W głowie miałem skład, z jedną pozycją trochę pomogli mi asystenci. Mam bardzo dużo dobrych piłkarzy w drużynie, każdy z nich daje jakość, ale do kadry mogę wziąć tylko 20 zawodników. Niektórzy muszą zejść do rezerw. Gramy raz w tygodniu, wiem, że przyjdzie moment, że nie wezmę do kadry na mecz kolegi, z którym niedawno dzieliłem szatnię. Mam nadzieję, że każdy to zrozumie.

Co się stało z Wieczystą w poprzednim sezonie? Brak awansu z taką kadrą i budżetem to katastrofa.

- Samymi umiejętnościami nie wygra się trzeciej ligi. Rywale są bardzo zaangażowani i za wszelką cenę chcą udowodnić, że nie są gorsi od nas. Chcę zmotywować drużynę do walki, zaangażowania i poświęcenia dla klubu. Na pierwszym miejscu mają być cechy wolicjonalne, a w drugiej połowie umiejętności. Nie możesz zacząć meczu od wykorzystywania umiejętności, gdy brakuje zaangażowania i ambicji. W poprzednim sezonie jeden patrzył na drugiego. Chcę to zmienić, chcę, żeby jeden szedł za drugim. Najpierw zaangażowanie, dyscyplina, dopiero potem umiejętności.

Jacka Góralskiego chyba nie musisz mobilizować, raczej hamować.

- Nie, nie ograniczam piłkarzy. Nie chcę zabierać Jackowi tego, co ma najlepsze, czyli agresywności, energii i podejścia do pressingu. On tego potrzebuje. Drużyna też tego potrzebuje, bo on energią zaraża innych. W trzeciej lidze walczy wślizgami, to jest element gry.

Trudno było mu się przestawić z Bundesligi na trzecią ligę?

- Na szczęście Jacek się nie przestawił. Utrzymuje poziom i zaangażowanie jak w Bundeslidze. Gdyby pomyślał sobie, że to jest trzecia liga i że pogra na 60 procent, to by nie wypaliło. Może dla niektórych byłaby to ujma, że poszli z Bundesligi do trzeciej ligi, ale to jest tylko pewien etap, bo ta drużyna będzie się rozwijać. Mam nadzieję, że w tym sezonie wywalczymy awans. Jacek ma trzyletni kontrakt, więc nie wiadomo, czy zaraz nie będzie grał na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

Byli w Wieczystej zawodnicy, którzy nie angażowali się na 100 procent?

- Nie będę podawał nazwisk, ale wielu zawodnikom wydawało się, że wygrają mecz tylko umiejętnościami. Jeśli chodzi o zaangażowanie, to kalkulowali na boisku.

Jak długo potrwa twoja przygoda na ławce Wieczystej?

- Nie wiem tego, naprawdę. Jak wygramy kilka meczów, to pewnie zostanę do zimy. Właściciel będzie reagował na bieżąco.

Czyli na nic nie umawiałeś się z prezesem?

- Nie. Jestem pracownikiem klubu, wcześniej pracowałem w dziale skautingu, jeździłem po trzecich i czwartych ligach i obserwowałem zawodników. Zmieniła mi się tylko rola.

W przerwie zimowej Wieczysta będzie aktywna na rynku transferowym?

- Jeśli chodzi o wzmocnienia, to dobrze jest mieć na każdej pozycji dwóch równorzędnych zawodników, żeby wzmocnić rywalizację. Mamy ludzi, którzy jeżdżą po Polsce, ale nie tylko i oglądają różnych zawodników. W naszych wewnętrznych rozmowach przewija się wiele nazwisk. Nie wszystkich piłkarzy jesteśmy w stanie ściągnąć. Nie każdy chce zejść z ekstraklasy na poziom trzeciej ligi. Zwłaszcza nie jest łatwo podjąć takiej decyzji chłopakowi, który ma 24 lata i ma szansę grać w ekstraklasie.

Sebastian Mila, z którym kończyliście kurs trenerski, znalazł się w sztabie Michała Probierza. Do ciebie selekcjoner się nie odzywał?

- Nie, nie. Jeśli chodzi o Sebastiana, to bardzo się cieszę. Reprezentacja Polski to jest największy kaliber. Sebastian jest pozytywnym człowiekiem, zna chłopaków. Wątpię, żeby decydował o treningach, ale Sebastian wprowadzi dobrą energię do szatni. Potrafi rozmawiać z ludźmi. Reprezentacji brakuje zwycięstw i trzeba to jak najszybciej zmienić. Jak to zrobić? Trzeba znów połączyć tę drużynę, poprawić atmosferę. Wszystko musi być jasne i czytelne.

Byłeś zaskoczony wyborem Michała Probierza na selekcjonera reprezentacji Polski?

- Dla mnie to był logiczny wybór, skoro trener był pracownikiem PZPN i od dawna znał się z prezesem Cezarym Kuleszą. Myślę, że charyzmą i osobowością jest w stanie dużo pozmieniać. Wiadomo, że w piłce nie ma czasu, ale dałbym mu chwilę. Zobaczymy, jak dogada się z liderami drużyny, jak wprowadzi nowych zawodników do drużyny. Nie może być tak, że ktoś nowy przyjeżdża na zgrupowanie i patrzy tylko na Roberta. Taki zawodnik od razu musi się czuć częścią reprezentacji. Wierzę, że kadra pod wodzą Probierza ruszy do przodu.

Co z twoją przygodą z Clout MMA. Zacząłeś już treningi? Kiedy debiut w klatce?

- Jestem po kontuzji, na razie chodzę na treningi, które wzmacniają kolano i mięśnie całego ciała. Na macie jeszcze nie byłem. Może pod koniec roku rozpocznę treningi. Chciałbym przez trzy miesiące przygotowywać się do walki. Konkretnej daty walki nie znam, ale będzie to przyszły rok. Bardzo chcę się sprawdzić w klatce. Z dnia na dzień coraz bardziej.

Więcej o: