Holenderscy policjanci sami to przyznali. Sceny w areszcie

Josue i Radovan Pankov trafili do aresztu po skandalicznych wydarzeniach po meczu między Legią Warszawa a AZ Alkmaar (0:1) w fazie grupowej Ligi Konferencji Europy. Piłkarze mieli dopuścić się agresji wobec funkcjonariuszy policji i ochrony. Bartosz Zasławski, rzecznik prasowy Legii był gościem programu Sport.pl LIVE, w którym opowiedział, co działo się po powrocie zespołu do hotelu i jak wyglądało przesłuchanie zawodników w Holandii.

Zawodnicy Legii Warszawa mieli dopuścić się agresji wobec funkcjonariuszy policji i ochrony - to wersja strony holenderskiej po skandalu, do jakiego doszło po meczu Legii Warszawa z AZ Alkmaar (0:1) w Lidze Konferencji Europy. Wówczas Josue i Radovan Pankov trafili do aresztu, ale w piątek po południu z niego wyszli po przesłuchaniach i wrócili do Polski. - Nigdy nie spotkałem się z takim traktowaniem ze strony ochrony i policji. Ich agresja i prowokacje były niewyobrażalne i niedopuszczalne - stwierdził Josue w oświadczeniu opublikowanym przez Legię.

Zobacz wideo Holenderscy policjanci sami to przyznali. Sceny w areszcie

Josue i Pankov w holenderskim areszcie. "Sami policjanci nie wiedzieli dlaczego"

Jednym z gości programu Sport.pl LIVE był Bartosz Zasławski, rzecznik prasowy Legii. Pracownik stołecznego klubu zdradził, co działo się po skandalicznych wydarzeniach pod stadionem AZ. - Wróciliśmy do hotelu około godziny po tym zamieszaniu, hotel mieliśmy dosłownie dziesięć minut od stadionu. To tylko kolejny fakt, który podkreśla, że ta interwencja była zupełnie niepotrzebna. Pamiętam taką scenę: autokar przyjechał, wyszliśmy z niego i nikt nie wchodził do środka. Wszyscy jeszcze byli pod wrażeniem tego, co się stało. Rozmawialiśmy na zewnątrz, potem mieliśmy jeszcze kolację, ona przeciągnęła się do 02:00-02:30 - rozpoczął.

- Potem zawodnicy udali się do swoich pokojów, ale wiem, że co najmniej do czwartej zdecydowana większość drużyny jeszcze nie zmrużyła oka - dodał Zasławski. Usłyszeliśmy też kulisy, jak pracownicy Legii dowiedzieli się, w którym areszcie są piłkarze. - Z Pankovem i Josue nie było kontaktu aż do 10:00 w piątek. Nasz klubowy prawnik, kierownik zespołu (Konrad Paśniewski - red.) i wynajęty przez nas prawnik holenderski udali się z nimi do aresztu. Dopiero za którymś razem udało się nam uzyskać informację, który to był areszt, bo ekipa krążyła w ciemno - wyjaśnił.

- Zawodnicy zostali przesłuchani w piątek, byli na komisariacie w celach osobnych. Ani Josue nie widział Pankova, ani na odwrót. Piłkarze złożyli zeznania, potem zostali wypuszczeni do domu, ale na decyzję ws. Radovana czekaliśmy bardzo długo, nie byliśmy pewni, jak ta sytuacja się skończy. Z tego, co relacjonował nam nasz prawnik, z nieoficjalnych rozmów z policją, to sami policjanci nie wiedzieli i nie mieli pojęcia, dlaczego nasi piłkarze zostali uwięzieni - podsumował rzecznik prasowy Legii.

Więcej o:
Copyright © Agora SA