"W Holandii panuje powszechne zdumienie". Przedstawili zupełnie inną wersję ws. Legii

Dominik Senkowski
Holenderski dziennikarz Thierry Boon opowiada Sport.pl, jak miała wyglądać sytuacja w mieście Alkmaar przed meczem AZ z Legią Warszawa. - Mimo umowy kibice Legii pojawili się w centrum miasta - mówi nasz rozmówca. - Nastawienie rządu lokalnego było fatalne, nawet pani burmistrz nie życzyła sobie Polaków w mieście - mówił wcześniej Dariusz Mioduski, właściciel Legii.

Nie milkną echa zamieszania po meczu AZ Alkmaar - Legia Warszawa (1:0) w Lidze Konferencji Europy. Doszło do przepychanek między policją a piłkarzami i sztabem polskiego klubu. Do aresztu trafili Josue i Radovan Pankov. Głos w tej sprawie zabrał także właściciel Legii Dariusz Mioduski. 

Zobacz wideo W takim składzie powinna grać reprezentacja Polski Michała Probierza

- Na meczu nie było żadnej agresji na trybunach, ani na boisku. To, co się stało godzinę później, wydaje się nieprawdopodobne. Jak jednak pomyślę, to nie był incydent, tylko było coś, co narastało. Przyjechałem dopiero po południu do Alkmaar i od razu słyszałem raporty, że ludzie z klubu są szykowani. Nastawienie rządu lokalnego było fatalne, nawet, że pani burmistrz nie życzy sobie Polaków w mieście. Było to bardzo nakręcane z ich strony. Czuć było antypolskie nastawienie - powiedział w piątek Mioduski. 

Niebezpiecznie na mieście przed meczem?

Inną wersję wydarzeń przedstawia w rozmowie ze Sport.pl holenderski dziennikarz Thierry Boon z redakcji NOS Sport. Jego zdaniem sprawa wyglądała inaczej. - Już przed meczem podjęte zostały środki ostrożności. W Alkmaar odbywały się tego dnia różne uroczystości i policja nie chciała mieć w centrum miasta kibiców Legii. Miało dojść do umowy w tej sprawie, a mimo to w centrum miasta nie zabrakło fanów Legii. Atmosfera stawała się coraz groźniejsza, odpalono także fajerwerki. W godzinach popołudniowych tamten teren został zakwalifikowany przez władze miasta jako "obszar ryzyka", co umożliwiło przeprowadzenie przeszukań zapobiegawczych. Potem sytuacja się pogorszyła - opowiada Boon. 

- W Holandii panuje powszechne zdumienie tym, co się wydarzyło. Lokalna policja ujawniła, że spotkała się z przemocą ze strony kibiców Legii. Jeden z policjantów stracił przytomność. Fani ukradli także policjantom wiele pałek i gaz pieprzowy. Według naszych źródeł polscy kibice zaatakowali także koordynatora bezpieczeństwa AZ. Ten miał być także źle potraktowany przez dwóch piłkarzy - wskazuje nasz rozmówca. Prawdopodobnie chodzi o Josue i Pankova.

To nie pierwsza taka historia w Alkmaar. - AZ jest znany w Holandii jako klub rodzinny. Najbardziej zagorzali kibice tej drużyny nie słyną z takiej przemocy jak fani Ajaksu, Feyenoordu, FC Utrecht czy ADO Den Haag. Jednak w zeszłym roku doszło do zamieszek w związku ze spotkaniem AZ - West Ham United w Lidze Konferencji, gdy na trybunach miała miejsce bójka pomiędzy kibicami. Tydzień wcześniej w Londynie fani AZ byli rzekomo atakowani przez Anglików i potem chcieli im się zrewanżować - wskazuje holenderski dziennikarz.

Przepychanka polityków 

W Holandii bardzo głośno ma być także o słowach minister sprawiedliwości Dilan Yesilgoz. Zamieszki związane z czwartkowym meczem nazwała "czystą nędzą". Machnięciem ręki odrzuciła krytykę polskiego premiera Mateusza Morawieckiego. "Wolałabym, żeby najpierw rzucił okiem na swój własny klub" - powiedziała.

"Bardzo niepokojące doniesienia z Alkmaar. Poleciłem Ministerstwu Spraw Zagranicznych pilne działania dyplomatyczne w celu weryfikacji wydarzeń z nocy. Polscy zawodnicy i kibice muszą być traktowani zgodnie z prawem. Nie ma zgody na jego łamanie" - napisał Morawiecki na Twitterze. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.