Miał być głośny transfer, a jest cyrk na całego. Niemcy namieszali, trzeba było wszystko prostować

Leeds United po spadku z Premier League stara się wzmocnić kadrę, by jak najszybciej wrócić do angielskiej elity. W ostatnich dniach klub pracował nad transferem Nadiema Amiriego z Bayeru Leverkusen. Piłkarz przyleciał już do Anglii, obejrzał miasto i wydawało się, że lada moment podpisze kontrakt. Wówczas nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji.

Leeds United w poprzednim sezonie mocno rozczarowało swoich kibiców. Dawna drużyna Mateusza Klicha była zdecydowanie jedną z najsłabszych w całej stawce Premier League i zajęła dopiero 19. miejsce, co wiązało się oczywiście ze spadkiem do Championship. Nikt w klubie się jednak nie poddaje i celem jest jak najszybszy powrót do angielskiej elity. By to osiągnąć, zatrudniono trenera Daniela Farke, który ma już niezbędne doświadczenie. Kilka lat temu wprowadzał na salony Norwich City.

Zobacz wideo Sochan w Polsce z NBA: W przyszłym roku na pewno będę grał w kadrze

Leeds chciało sprowadzić reprezentanta Niemiec. Zamiast transferu wyszła szopka

Farke latem starał się zbudować jak najsilniejszą kadrę. Zadania nie miał łatwego, gdyż wielu zawodników odeszło z Leeds po spadku. W ostatnim czasie jego priorytetem stało się sprowadzenie pięciokrotnego reprezentanta Niemiec Nadiema Amiriego. Środkowy pomocnik od pewnego czasu nie może liczyć na regularną grę w Bayerze Leverkusen (w tym sezonie zagrał tylko przez minutę w Bundeslidze) i rozgląda się za nowym pracodawcą. Leeds chciało skorzystać z okazji, gdyż 26-latka wycenia się na stosunkowo niedużą kwotę, sześciu milionów euro. 

Amiri w ostatnich dniach wybrał się z rodziną w podróż do Leeds. Wysłano po niego prywatny odrzutowiec, by mógł spotkać się z przedstawicielami klubu, zwiedzić stadion, klubowy ośrodek i miasto. Potem miała nastąpić finalizacja transferu. Kibice "przyłapali" nawet piłkarza na jednej z ulic.

Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. "Daily Mail" podaje, że strony były już dogadane i Amiri miał wkrótce podpisać kilkuletni kontrakt, który gwarantowałby mu większe zarobki, niż te, na które może obecnie liczyć w Leverkusen. Wówczas nastąpił jednak nieoczekiwany zwrot akcji. "Kicker" podał, że piłkarz miał w ostatniej chwili rozmyślić się i zrezygnować z dołączenia do Leeds.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Dlaczego? Po pierwsze, Amiri był zaniepokojony formą Leeds na starcie sezonu. Drużyna wywalczyła tylko pięć punktów w czterech meczach i już teraz daleko jej do ligowej czołówki (13. miejsce). Po drugie, Niemiec miał wątpliwości, czy jest to odpowiedni czas na przeprowadzkę. W ciągu najbliższych tygodni spodziewa się bowiem narodzin swojego pierwszego dziecka. 

Leeds zaprzecza wersji Niemców

Zdaniem "Daily Mail" wytłumaczenie jest jednak inne. Leeds miało zaprzeczyć doniesieniom niemieckiej gazety. Klub podobno sam zrezygnował z zakontraktowania Nadiema Amiriego. Wszystko przez żądania piłkarza, co do wynagrodzenia. Strony nie były w stanie osiągnąć porozumienia i ostatecznie odesłano Amiriego do Leverkusen. Jak czytamy, sam musiał zapłacić za bilet powrotny do Niemiec.

Taki finał sprawy nie jest zadowalający dla żadnej ze stron. Leeds musi jak najszybciej znaleźć innego zawodnika, a czasu ma już niewiele. Okno transferowe w Anglii zamknie się w najbliższy piątek 1 września. Nadiem Tamiri także nie może być zadowolony. Szans na grę w Leverkusen praktycznie nie ma, a jego umowa wygasa już 30 czerwca 2024 roku. Pojawiają się plotki, że chciałby przenieść się do Olympique'u Marsylia, ale z Francuzami nie dogadał się podobno Bayer. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.