Statystyka przed meczem była dla Legii była bezlitosna. Do tej pory jeśli warszawianie przegrywali u siebie w europejskich pucharach (w pierwszym lub drugim meczu), to nigdy nie awansowali do kolejnej rundy. Tak było dotychczas aż 21 razy! Mało tego - Austria Wiedeń wygrywając mecz na wyjeździe, nigdy nie odpadła z europejskich pucharów! W czwartkowy wieczór warszawianie musieli wygrać jedną bramką, aby chociaż doprowadzić do dogrywki, bo u siebie przegrali 1:2. To, co wydarzyło się w czwartkowy wieczór w Wiedniu, nie tylko wymyka się jednak wszelkim statystykom czy przypuszczeniom, ale wręcz zdrowemu rozsądkowi.
Zespół Kosty Runjaicia co rusz zabierał swoich kibiców na emocjonalny rollercoaster, z nieba do piekła i z powrotem. Warszawscy piłkarze na przemian zachwycali i rozczarowywali, aby w ostatnich sekundach, w ostatniej ofensywnej akcji olśnić i wprowadzić fanów w ekstazę. Coś niebywałego!
Paradoksalnie, niemal cała pierwsza połowa rozczarowała, z boiska wiało nudą. Nic też nie zapowiadało, że warszawianie będą w stanie odrobić straty. Końcówka tej części w stu procentach wynagrodziła kibicom wcześniejszą nudę. To było prawdziwe szaleństwo.
Pierwszy cios zadała Legia. I to jaki! Z prawej strony dośrodkował Paweł Wszołek, piłkę w polu karnym zgrał głową Patryk Kun, a Juergen Elitim pięknie uderzył z woleja lewą nogą z ponad 20 metrów. Cóż to był za gol!
Austria mogła natychmiast odpowiedzieć. Po rzucie rożnym Australijczyk James Holland strzelał głową, ale trafił w poprzeczkę. Zamiast remisu był kolejny gol dla Legii. Akcja rozpoczęła się od odbioru w środku pola Bartosza Slisza. Rozegrał on akcję z Wszołkiem i dośrodkował w pole karne. Tomas Pekhart co prawda minął się z piłką, ale na miejscu był Marc Gual i z pięciu metrów strzałem głową podwyższyły wynik.
Już po zaledwie kilkudziesięciu sekundach drugiej połowy Legia mogła prowadzić 3:0. Po składnej akcji i kolejnym dośrodkowaniu z prawej strony Wszołka, głową z ośmiu metrów strzelał Kun, ale Christian Fruchtl odbił piłkę na rzut rożny.
Co nie udało się tuż po przerwie, wyszło - z nawiązką - w 59. minucie. Wtedy warszawianie zagrali fenomenalną, zespołową akcję z kontrataku. To był prawdziwy majstersztyk. Goście wymienili kilka podań z pierwszej piłki, a w końcowej fazie akcji Gual mógł strzelać z 10 metrów, ale świetnie wypatrzył Pekharta, a ten trafił do pustej bramki. Dla czeskiego napastnika był to już siódmy gol w tym sezonie.
W tym momencie Legia prowadziła 3:0, a w dwumeczu 4:2. W zasadzie mogłaby już świętować, ale wiedeńczycy urwali się ze stryczka i wrócili do gry. Pięknego gola z piętnastu metrów zdobył Gruber, który trafił niemal w okienko bramki. Ten sam gracz, który dał sygnał do ataku, w 83. minucie wykorzystał fatalne zachowanie gości w obronie, którzy nie pilnowali go w polu karnym, i zdobył swoją drugą bramkę. Ważną, wręcz kluczową dla gospodarzy, bo na tamtą chwilę dającą dogrywkę - w dwumeczu było 4:4.
Inne plany miał jednak duet: Wszołek i rezerwowy Rosołek. Ten pierwszy dostał piłkę na prawej stronie, nie dośrodkowywał, ale podał po ziemi do wbiegającego w pole karne Rosołka, a ten precyzyjnym strzałem w długi róg zdobył bramkę.
Znów zdawało się, że Legia ma wszystko pod kontrolą, tym bardziej że grała w przewadze. W 89. minucie czerwoną kartkę dostał Jukić za uderzenie głową Slisza. Ale koncert z obu stron dopiero się rozpoczynał.
W siódmej minucie doliczonego czasu gry, po dośrodkowaniu z prawej strony, wprowadzony zaledwie 180 sekund wcześniej Lindsay Rose został uprzedzony na piątym metrze przez Ranftla i rywal trafił do siatki. W efekcie przy tym wyniku znów byłaby dogrywka (5:5)!
- Doprowadzenie teraz do kolejnej przewagi w dwumeczu byłoby już cudem - mówili komentatorzy TVP Sport. Mieli rację. Tyle że ten cud nastąpił! W ostatnich sekundach dziewiątej minuty doliczonego czasu gry Ernest Muci kapitalnie przyjął piłkę na 15. metrze, minął rywala i precyzyjnym strzałem wbił decydującego gola! Austriacy łapali się za głowę, a legioniści wpadli w euforię - i na boisku, i na trybunach.
Legia Warszawa w IV rundzie kwalifikacji do Ligi Konferencji Europy zmierzy się ze zwycięzcą dwumeczu: FC Midtjylland - Omonia Nikozja.