Nawet dziennikarze nie są bezpieczni w Grecji. "Nie mów nikomu, skąd jesteś"

We wtorkowy wieczór AEK Ateny miał zmierzyć się u siebie z Dinamem Zagrzeb w 3. rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Dzień przed meczem chorwaccy kibole starli się z miejscowymi kibicami, w wyniku czego życie stracił jeden z fanów mistrzów Grecji. Na miejscu pojawili się bałkańscy dziennikarze, którzy obecnie nie są tam mile widziani.

Ta tragedia wstrząsnęła całym piłkarskim światem. W tym tygodniu AEK Ateny miał rozegrać pierwszy mecz w 3. rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów, jednak spotkanie zostało przełożone przez brutalną zbrodnię pseudokibiców Dinama Zagrzeb. Dzień przed meczem kibice obu drużyn wdali się w krwawą bójkę, podczas której zginął młody fan greckiego zespołu, Mihalis Kaczouris.

Zobacz wideo Sposób na patologię w polskiej piłce

Wielka tragedia w świecie piłki. Grecki kibic stracił życie w starciu kiboli

Obecnie zatrzymanych zostało ponad 100 osób, a policja rozpoczęła śledztwo ws. śmierci fana mistrzów Grecji. Według doniesień medialnych kibole z Chorwacji najpierw uderzyli mężczyznę ciężkim kamieniem, a następnie zadźgali nożami. Po tych tragicznych wydarzeniach UEFA przełożyła starcie AEK z Dinamem w Atenach na 19 sierpnia. Oprócz tego grecki klub domaga się wykluczenia chorwackiego zespołu z rozgrywek.

"Dręczy nas to samo pytanie, które dręczy naszych kibiców: jak to możliwe, że po brutalnym zabójstwie Michalisa przez bandę bezwzględnych przestępców z Chorwacji, AEK Ateny może wyjść na boisko i zagrać przeciwko tej drużynie? Czy któryś z jego zabójców będzie na trybunach? Czy będą to ich towarzysze zbrodni, którzy obecnie świętują w mediach społecznościowych morderstwo popełnione przez ich przyjaciół? Czy to oni przeklinają nasz świat i chwalą się morderstwami popełnionymi przez ich kolegów z zorganizowanej przestępczości?" - czytamy w oficjalnym oświadczeniu AEK Ateny.

Chorwaccy dziennikarze w strachu. "Nie wspominaj nikomu, skąd jesteś"

Na miejscu zdarzenia oprócz policji i służb porządkowych pojawili się także dziennikarze z Chorwacji, którzy chcieli ustalić, co dokładnie stało się w tragiczny, poniedziałkowy wieczór. Reporterzy portalu "Jutarnji List" próbowali rozmawiać z kibicami AEK Ateny oraz okolicznymi mieszkańcami. Ci uświadomili ich, żeby w najbliższym czasie nie zdradzali, że pochodzą z tego samego kraju co kibol, który zamordował młodego Greka.

- Konflikt fanów był z pewnością polityczny, globalny. Kibice AEK to lewicowcy, a twoi (Dinama Zagrzeb - przyp. red.) mówią, że to faszyści i nacjonaliści. Nasi kibice są zdecydowanie antynazistowscy. Jesteśmy pokojowo nastawieni, ale sytuacja jest teraz bardzo niepewna dla wszystkich Chorwatów. Nie wspominaj nikomu, skąd jesteś - przestrzegał dziennikarzy jeden z greckich taksówkarzy.

- Jeśli ktoś nas zapyta, co powiemy? Może, że jesteśmy Serbami? Tak z kolegą fotoreporterem, trochę żartem, trochę poważnie, rozmawialiśmy o chodzeniu po stadionie udekorowanym symbolami AEK, myśląc, że ktoś może nas zapytać gdzie poszliśmy. Na szczęście całą strefę przeszliśmy bez problemu - relacjonowali dziennikarze na łamach "Jutarnji List", dokładnie opisując wygląd ulicy, na której zamordowano Mihalisa Kaczourisa.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.