USA i Meksyk to dwa najlepsze zespoły na kontynencie północnoamerykańskim. Mecze pomiędzy nimi zawsze wzbudzają emocje, ale ostatnio stają się one coraz bardziej niezdrowe. Dobitnie przekonaliśmy się o tym w piątkowy poranek (polskiego czasu). Obie reprezentacje zagrały w półfinale Ligi Narodów federacji CONCACAF.
Mecz odbywał się na Allegiant Stadium w miejscowości Paradise koło Los Angeles. Amerykanie wykorzystali atut własnego boiska i przy wsparciu fanatycznej publiczności pokazali zupełną dominację. Kluczowe okazały się końcówka pierwszej i początek drugiej połowy. Wtedy to bramkarza Meksyku Guillermo Ochoę dwukrotnie pokonał Christian Pulisic. Waleczni Meksykanie wraz z upływającymi minutami, stawali się coraz bardziej rozdrażnieni. W końcu frustracja przybrała paskudną formę.
Czara goryczy przelała się w 69. minucie gry. Wtedy to meksykański obrońca Cesar Montes dopuścił się absolutnie niesportowego zachowania. Przegrał drybling z Folarinem Balogunem i w akcie zemsty zupełnie nie interesując się piłką, kopnął napastnika USA w kostkę. 21-latek runął na ziemię i zwijał się z bólu. Jego koledzy doskonale widzieli, że Montes uczynił to pełną premedytacją, dlatego natychmiast ruszyli w jego stronę.
Wkrótce wywiązała się ogromna awantura. Praktycznie obie jedenastki znalazły się przy linii bocznej, gdzie doszło do bijatyki. Zamieszania nie był w stanie opanować nawet sędzia, który ruszył tylko po to, by pokazać czerwoną kartkę Montesowi. W jatce nadwyraz aktywny okazał się także pomocnik USA Weston McKennie. Piłkarz Leeds pierwszy rzucił się na faulującego rywala i również wyleciał z boiska, mimo że to jemu w całym zamieszaniu rozerwano koszulkę.
Na tym jednak emocje się nie skończyły. Na nieco ponad 10 minut przed końcem wynik na 3:0 ustalił Ricardo Pepi, a chwilę później znów się zagotowało. Sergino Dest starł się przy bocznej linii z Gerardo Arteagą i Edsonem Alvarezem. Prawy obrońcy był pewien, że został sfaulowany. Sędzia wskazał na aut. Rozzłoszczony Dest popchnął Alvareza, próbującego wznowić grę, a za chwilę otrzymał cios od Arteagi. Obaj otrzymali później po czerwonej kartce, a zawodnicy obu drużyn znów stanęli do bójki. Z trybun zaś kibice ciskali w nich popcornem i butelkami z wodą.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
Sytuacja wkrótce została opanowana, Amerykanie triumfowali 3:0 i to oni zagrają w finale tych rozgrywek z Kanadą - trzecim współgospodarzem mundialu. Być może tym razem będzie tak spokojnie, jak w drugim półfinale, gdzie piłkarze Johna Hermana bez żadnych ekscesów ograli Panamę 2:0. Decydujący mecz odbędzie się w poniedziałek o 2:30 w nocy również w Paradise.