Papszun mistrzem motywacji. Chwalił i lekceważył. Oto nagranie przemowy przed dogrywką

Raków Częstochowa wyglądał w finale Pucharu Polski, jakby męczył się w ataku pozycyjnym, a przez szybką czerwoną kartkę dla piłkarza Legii był zmuszony do takiego grania. Prawie cały mecz był w przewadze, której nie zamienił na gola. Mimo to Marek Papszun podkreślał, że "jest naprawdę dobrze", a osłabiona Legia jest "bez szans".
Marek Papszun
Twitter/Screen

Raków Częstochowa nie obronił Pucharu Polski i uległ Legii Warszawa w rzutach karnych 5:6. "Medaliki" grały przez 115 minut w przewadze jednego zawodnika, ale nie potrafiły tego wykorzystać i zdobyć bramki, która mogłaby przesądzić o ich sukcesie. Przed rozpoczęciem dogrywki Marek Papszun mówił piłkarzom, że "jest naprawdę dobrze", nakazał zachować cierpliwość. Był pewny, że "to jest wygrany mecz". To nieco kłóci się z wypowiedziami na konferencji prasowej po finale, kiedy stwierdził, że nie udało się wykorzystać pierwszej połowy.

Zobacz wideo Polska znów ma mistrza świata! Kapitalna gala! Wasilewski i Szpilka komentują

Raków nacierał, ale był bez gola. Papszun przemawiał, że "jest dobrze"

- Nie wykorzystaliśmy pierwszej połowy, w której Legia miała kłopot z odpowiednią organizacją. Wszystko uporządkowało wejście Maika Nawrockiego (w 43. minucie zmienił Ernesta Muciego - przyp. red.) i kolejne zmiany, które pozwoliły rywalom na lepsze bronienie. Zabrakło nam też nieco jakości i szczęścia - mówił Papszun na konferencji.

Raków miał kilka sytuacji, po których powinien prowadzić w finale Pucharu Polski, ale ich nie wykorzystał, także w pierwszej połowie. Gdyby padł gol, spotkanie mogłoby się ułożyć zupełnie inaczej. Mimo to Papszun przekonywał piłkarzy, że dobrze szło im w tym spotkaniu. Wierzył, że uda się zmęczyć w dogrywce osłabioną Legię.

- Jest dobrze. Jest naprawdę dobrze! 30 minut to jest dla nas korzyść. Gramy jednego więcej. Jednego więcej! Są bez szans. Bez szans! Tylko spokojnie, cierpliwie, dokładnie. Doskok, doskok, doskok. To jest wygrany mecz. Róbcie to, co macie robić. Kontra, jedziemy, wychodzi. Trzeba karne, będą karne - wygramy w karnych, nie ma problemu - motywował Papszun swoich piłkarzy przed rozpoczęciem dogrywki. Nagranie z jego przemowy ujawnił Krystian Natoński z Polsatu Sport.

Nie udało się doprowadzić zespołu do sukcesu, ale trener nie miał pretensji do piłkarzy za nieskuteczność. Po przegranym finale brał winę przede wszystkim na siebie. - Ja nie obwiniam piłkarzy. Już prędzej siebie, bo mam sobie pewne rzeczy do zarzucenia. Mogłem np. lepiej zarządzać zmianami, co nie do końca mi wyszło. Nie udało się w pełni pomóc drużynie. Chodzi o momenty, ale też wybory personalne. Krótko mówiąc: nie popisałem się w tym temacie - podkreślił.

Raków nie zdobył trzeci raz z rzędu Pucharu Polski, ale jest na dobrej dobre to pierwszego w historii mistrzostwa kraju. Marek Papszun odchodzi po sezonie z klubu z Częstochowy po ponad siedmiu latach pracy.

Więcej o: