Arcyważny mecz w Ekstraklasie. Trzeci spadkowicz już niemal znany. Jeden gol dał kluczowe zwycięstwo [WIDEO]

Zwycięstwem drużyny gości 1:0 zakończył się niedzielny mecz 30. kolejki PKO BP Ekstraklasy między Śląskiem Wrocław i Radomiakiem Radom. Tym samym gospodarze są na najlepszej drodze do spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Niedzielny mecz między Śląskiem Wrocław i Radomiakiem Radom był szczególnie ważny dla zespołu gospodarzy. Podopieczni Jacka Magiery pilnie potrzebowali punktów, by zachować szanse na utrzymanie. Zespół Radomiaka chciał z kolei na dobre uciec ze strefy zagrożenia, odskakując ostatniej trójki w tabeli na siedem punktów.

Zobacz wideo Legia Warszawa rozbije bank dla piłkarza?

Śląsk grający na stojąco

Od samego początku spotkania mecz nie układał się po myśli gospodarzy. Choć wielu kibiców łudziło się, że trener Jacek Magiera odmieni wygląd zespołu z dolnego Śląska, piłkarze wrocławskiej drużyny nie byli w stanie poprawić swojej gry. Nie pomogła im nawet motywacja dokonana przez samego szkoleniowca, który nie miał problemu z wyrzuceniem z drużyny Erika Exposito. 

Już w pierwszych minutach spotkania widać było, że goście z Radomia będą mieli większe szanse na zwycięstwo. Choć to gospodarze nieco częściej byli przy piłce, zespół przyjezdnych stwarzał sobie więcej niezłych sytuacji, co prędzej czy później musiało się skończyć strzeleniem bramki.

Tak też się stało. W dziewiątej minucie meczu Leonardo Rocha wykorzystał bardzo ładne podanie Damiana Jakubika z bocznej strefy boiska. Napastnik Radomiaka przyjął piłkę na klatkę piersiową i natychmiastowo uderzył, otwierając wynik spotkania. Niestety już nieco ponad dziesięć minut później strzelec musiał zejść z boiska ze względu na kontuzję, a zastąpił go Jean Sarmiento.

Wraz z biegiem kolejnych minut, drużyna Radomiaka zaczynała grać coraz spokojniej, lecz to nie dało absolutnie nic gospodarzom z Wrocławia. Ślązacy starali się co prawda przesunąć bliżej pola karnego rywali, lecz to nie przynosiło żadnego rezultatu. W pierwszej połowie piłkarze Śląska oddali na bramkę przeciwników zaledwie jeden strzał, co nie zapowiadało wielkich emocji w drugiej połowie.

Ciągła gra na aferę

Od początku drugiej odsłony spotkania, po piłkarzach gospodarzy było widać nieco więcej zaangażowania. Wynikało to jednak z dość specyficznej taktyki, jaką od początku stała się gra na aferę. Podopieczni Jacka Magiery zaczęli bowiem starać się za wszelką cenę znaleźć w okolicach szesnastki gości, lub też wrzucić piłkę w jej środek.

Co prawda początkowo nie przynosiło to zamierzonych efektów, lecz im bliżej było końca spotkania, tym bardziej rozpaczliwe ataki gospodarzy były groźne. Doszło nawet do momentu, w którym zespół Śląska zaczął oddawać celne strzały, lecz żaden z nich nie był w stanie pokonać dobrze dysponowanego Gabriela Kobylaka. 

Choć piłkarze Śląska starali się walczyć o swoje do samego końca spotkania, ich ataki nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Tym samym drużyna Radomiaka Radom wygrała spotkanie 1:0, a kibice zgromadzeni na Tarczyński Arena muszą godzić się z prawdopodobną obserwacją swojej drużyny w I lidze.

Dzięki niedzielnemu zwycięstwu we Wrocławiu Radomiak zdołał uciec od okolic strefy spadkowej, awansując na 10. miejsce w ligowej tabeli. Śląsk za to poważnie okopał się na 16. pozycji, tracąc do 15. Zagłębia Lubin cztery punkty na cztery kolejki przed końcem sezonu. To oznacza, że przed podopiecznymi Jacka Magiery bardzo trudne zadanie, jeśli marzy się im się utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.