Kiedy gola w meczu strzela bramkarz, zawsze jest to wielkie wydarzenie. Jednak to, co wydarzyło się w meczu Blackburn Rovers - Coventry, absolutnie nie mieści się w głowie. Golkiper gości Ben Wilson zdobył bramkę w piątej minucie doliczonego czasu gry, ratującą punkt dla swojej drużyny i utrzymując w grze o awans do Premier League. Pytanie tylko, czy zrobił to zgodnie z przepisami.
Coventry przegrywało z Blackburn od 39. minuty. Wówczas piękną bramkę głową po dośrodkowaniu Rankina-Costello zdobył napastnik gospodarzy Sam Gallagher. Goście do samego końca nie byli w stanie odpowiedzieć. Na swojego gola musieli poczekać aż do ostatniej akcji meczu. W piątej minucie doliczonego czasu dostali rzut rożny. Nie mając nic do stracenia, rzucili wszystkie siły w pole karne rywala. Pofatygował się tam również bramkarz Ben Wilson.
Dośrodkowanie z narożnika boiska posłał holenderski pomocnik Gustavo Hamer. Żaden z gęsto ustawionych przy bliższym słupku piłkarzy nie zdołał go przeciąć. Stojący bliżej środka Wilson raczej nie za dobrze widział piłkę. Wyskoczył jednak do przodu, a spadająca futbolówka odbiła się od... jego brzucha. W dodatku na tyle szczęśliwie, że wpadła do siatki.
W ekipie Coventry zapanowała szalona radość. Bramkarz wraz z partnerami z drużyny podbiegli bliżej trybun, by wspólnie świętować. Euforia trwała też w sektorze kibiców gości. Tyle że już po meczu angielskie media zastanawiają się, czy gol w ogóle powinien być uznany. "Sport Illustrated" dopatruje się w tej sytuacji zagrania ręką. Na dowód zamieszcza nagranie zza bramki, choć i na jego podstawie trudno to jednoznacznie stwierdzić.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.
Fakt faktem, że za chwilę sędzia odgwizdał koniec meczu i ostatecznie mieliśmy podział punktów. Już nic nie odbierze Coventry remisu. W tabeli Championship ekipa ta zajmuje ósme miejsce z dorobkiem 63 punktów. Blackburn ma raptem punkt więcej i jest na szóstej pozycji, ostatniej dającej prawo startu w barażach o wejście do Premier League. Do końca sezonu pozostały trzy kolejki, więc walka pomiędzy tymi drużynami zapowiada się pasjonująco. Na razie pewne awansu jest jedynie prowadzące Burnley.