Kwiecień we włoskiej piłce stoi pod znakiem trylogii starć Napoli z Milanem. W niedzielny wieczór byliśmy świadkami pierwszej części tej sagi. Ale nikt nie spodziewał się, że spotkanie będzie aż tak jednostronne. Milanowi wszystko przychodziło z ogromną łatwością. Napoli łudziło się, że może coś wskórać, dopóki nie straciło trzeciego gola. Potem wiara w dobry wynik niemalże całkowicie upadła. A Milan bawił się z piłką do końca.
Po pierwszych kilku minutach można było się nastawiać na wymianę ciosów oraz rosnącą wraz z upływem czasu intensywnością spotkania. Ale pewniej wyglądał Milan, grał płynniejszy i pewniejszy futbol, nie potrzebował zwalniać akcji przez brak pomysłu.
I to goście z Mediolanu wyprowadzili jako pierwsi cios, po którym rywal się zachwiał. W 17. minucie Rafael Leao przelobował bramkarza Napoli w sytuacji sam na sam, wykorzystując świetne prostopadłe podanie Brahima Diaza. Skrzydłowy "Rossonerich" zaimponował zachowaniem zimnej krwi w tej sytuacji.
Kilka minut później Diaz sam wpisał się na listę strzelców. Piłka spadła mu pod nogi, położył rywala na murawie jednym zwodem i uderzył technicznie. Rykoszet po nodze rywala sprawił, że piłka przeleciała pod samą poprzeczką. Po 25 minutach mieliśmy 2:0 dla Milanu. Taki rezultat po tak krótkim czasie można było uznać za niespodziankę.
Napoli nie mogło złapać równowagi, brakowało decyzyjności i dynamiki w jego atakach. Zupełnie nie przypominał zespołu, który zdominował dotychczas włoską Serie A. Kilka rajdów zanotował Piotr Zieliński, on szukał strzałów z dystansu. Chwicza Kwaracchelia uparcie szukał miękkich wrzutek lub zaskakujących podań. Mike Maignan i defensorzy Milanu byli bardzo czujni i w pełni skoncentrowani, nie dali się oszukać. Do przerwy goście prowadzili dwiema bramkami.
W drugiej części nic się nie zmieniło w Napoli. Gospodarze wyglądali coraz bardziej blado, niepewnie, grali dość przewidywalnie. Ewidentnie brakowało Victora Osimhena w ataku. A Milan grał lekko, swobodnie, szybko, skrzydłowi byli nie do zatrzymania.
Dublet zaliczył Rafael Leao, który w 59. minucie świetnie uderzył z ostrego kąta. Ten gol był ozdobą spotkania. Akcja zaczęła się od straty Zielińskiego, który przegrał w środku pola pojedynek z Sandro Tonalim. Ale Milanowi było mało.
Swoje dołożył kilka minut później rezerwowy, Alexis Saelemaekers. Jego bramką na 4:0 także można było się zachwycać. Minął kilku rywali jak slalomowe tyczki i posłał piłkę do siatki między nogami bramkarza.
Milan szukał piątego gola, kilku zawodników miało swoje sytuacje i brakowało naprawdę niewiele do upokorzenia Napoli. Gospodarze byli znokautowani. W ostatnich minutach mieli jeszcze zryw w poszukiwaniu honorowego gola, ale nie znaleźli go ani Giacomo Raspadori, ani Hirving Lozano.
Milan wygrał 4:0 w pełni zasłużenie. Rywal nie miał żadnych argumentów, by się postawić.
Napoli ma wciąż bardzo bezpieczną przewagę w Serie A, wynosi ona aż 16 punktów nad drugim Lazio Rzym. Ale ostatnia forma neapolitańczyków może martwić w kontekście walki w LM. Na początku marca przegrali u siebie z Lazio, teraz zdemolował ich Milan na ich własnym terenie. Nie wyszły im dwa mecze z wielkimi zespołami. Po tym pogromie to "Rossoneri" wyrośli na faworyta dwumeczu w ćwierćfinale LM. Ekipa z Mediolanu zajmuje zaś trzecie miejsce w tabeli Serie A z dorobkiem 51 pkt.