Mateusz Klich błysnął humorem. "Co złamało mu serce?"

Mateusz Klich pokazał, że ma do siebie dystans i lubi zaskoczyć kibiców. Piłkarz w nietypowy sposób dołączył do dyskusji na Twitterze, dzięki czemu mogliśmy się dowiedzieć, co w przeszłości "złamało mu serce". Chodzi o jeden transfer.

Mateusz Klich zimą przeniósł się z Leeds do amerykańskiego D.C. United. Sezon MLS jeszcze się nie zaczął, więc Polak nie zdążył zadebiutować w oficjalnym spotkaniu w nowych barwach. Chwilę wolnego czasu poświęcił więc na interakcję z kibicami. Tego chyba nikt się nie spodziewał.

Zobacz wideo Pia Skrzyszowska wygrywa rzutem na taśmę! "Ja się nie znam, słucham się mojego trenera"

Mateusz Klich zaskoczył na Twitterze. Transfer, który złamał mu serce

Pomocnik zareagował na pytanie na Twitterze, które pojawiło się na profilu należącym do portalu Meczyki.pl. Brzmiało ono: "Transfer, który złamał mi serce to...". Internauci natychmiast zaczęli podawać swoje typy. Do wyliczanki wielkich kibicowskich zawodów nieoczekiwanie swoje trzy grosze dołożył Mateusz Klich. Nie wskazał jednak na żadnego ze swoich idoli.

Zamiast tego piłkarz pokazał dystans do samego siebie i odwołał się do własnych doświadczeń. - Powrót do Wolfsburga - odpowiedział z rozbrajającą szczerością.

Rzeczywiście reprezentant Polski nie może go miło wspominać. Za pierwszym razem trafił tam w lipcu 2011 r. za 1,5 mln euro z Cracovii. Po nieudanej przygodzie (zagrał jedynie 9 meczów i strzelił jednego gola w drużynie rezerw) w 2013 r. udał się na wypożyczenie do holenderskiego PEC Zwolle, a następnie został przez niego wykupiony. Tam kariera polskiego pomocnika nabrała tempa. Zanotował aż 48 występów, zdobył 6 bramek i 12 asyst. Działacze Wolfsburga najwyraźniej uznali, że popełnili błąd i ponownie sprowadzili Klicha do siebie w lipcu 2014 r. za 750 tys. euro.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.

Drugi pobyt w Wolfsburgu ponownie okazał się dla Polaka straconym czasem. Można nawet stwierdzić, że przyhamował jego rozwój. Dość powiedzieć, że Klich nigdy nie zadebiutował w oficjalnym spotkaniu pierwszej drużyny. Przez to nie może się pochwalić ani jednym meczem rozegranym w pierwszej Bundeslidze. Ponownie został odesłany do rezerw (9 meczów, 3 bramki). Po pół roku musiał wykonać kolejny krok w tył i odszedł do drugoligowego Kaiserslautern. Stamtąd ponownie ruszył do Holandii, gdzie wiodło mu się zdecydowanie lepiej.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.