Khubiev przebywa w Korei wraz z dwoma innymi młodymi mężczyznami - Andreyem i Vladimirem. Od połowy listopada czekają na przyznanie przez Koreańczyków statusu uchodźcy. Szanse są marne. Jak podaje "The Korea Times", tamtejsze ministerstwo sprawiedliwości uważa, że unikanie poboru do wojska nie jest powodem na tyle ważnym, aby przyznać komuś status uchodźcy.
O tym, jak koszmarne warunki panują w Rosji, mężczyźni opowiedzieli koreańskiej prasie. Dzhashar Khubiev, który w przeszłości był piłkarzem Gazpromu Transgaz, przyznał, że jest ścigany przez rosyjskie władze, mimo że nie spełnia nawet warunków poboru do wojska. - Zgodnie z rosyjskim prawem nawet się nie kwalifikuję - przyznał.
Więcej artykułów o podobnej treści znajdziesz na portalu Gazeta.pl.
- W listopadzie ludzie z wojska przyszli do mojego domu i zmusili mnie do podpisania dokumentu, że zostanę uznany za dezertera, jeśli nie pojawię się w wojsku za kilka dni - wyznał 31-latek, który dodał też, że gdyby był w wojsku, bałby się o swoje życie: - Dosłownie dwa dni temu prawie 400 rosyjskich żołnierzy zginęło w Makiejewce na wschodzie Ukrainy. Dwóch z nich było moimi znajomymi. Nadal jestem w szoku.
Oprócz byłego piłkarza na lotnisku koczują jeszcze dwaj inni mężczyźni, którzy w rozmowie z prasą wyjawili, dlaczego akurat wylądowali w Korei. - Chociaż nie mam żadnych powiązań z Koreą Południową, wiedziałem, że jest to bardzo rozwinięty kraj pod względem demokracji i praw obywatelskich - wyjaśnił jeden z nich.
Po przylocie do Korei nie otrzymali oni ostatecznie statusu uchodźców. Pod koniec miesiąca sprawa trafi do sądu. Jak podał przedstawiciel prawny mężczyzn, uchylanie się od służby wojskowej w kontekście wojny powinno być uważane za ważny powód przyznania statusu azylowego. - Ci mężczyźni spotykają się z prześladowaniami w swoim kraju ojczystym ze względu na ich postrzegane poglądy polityczne, które kwalifikują ich do statusu azylanta zgodnie z międzynarodowymi standardami. Ministerstwo powinno być tego świadome - czytamy w "The Korean Times"
.