Armia czarownic wyszła z ukrycia i pomogła Messiemu. "Francja chroniona przez ciemne byty"

Paweł Karpiarz
"Siostry, Messi został dotknięty. Potrzebuję waszej pomocy" - takiego tweeta podczas mundialu w Katarze wysłała Magali Martinez, samozwańcza argentyńska czarownica. Tak sformowała się grupa, której celem było doprowadzenie Leo Messiego i spółki do triumfu w turnieju. Użyła do tego modlitw, ołtarzy, świec i amuletów. To "La Brujineta" - armia argentyńskich czarownic chroniących argentyńskich piłkarzy i rzucających klątwy na rywali.

Argentyna od początku była jednym z faworytów do triumfu. Zespół Lionela Scaloniego nie przegrał od ponad 30 spotkań, był aktualnym mistrzem Ameryki Południowej. W pierwszym spotkaniu miał teoretycznie najłatwiejszego przeciwnika w grupie. Jak się skończyło, pamiętamy. Najpierw prowadzenie Argentyny, a w drugiej połowie szok. Dwa gole dla Saudyjczyków i jedna z największych sensacji na mistrzostwach świata stała się faktem.

Zobacz wideo Rostkowski ocenił finał Marciniaka: Mecz Francja-Argentyna dobrze sędziowany przez Polaka

Tymczasem gdzieś w Argentynie Magalí Martínez podejrzewała, że z Lionelem Messim dzieje się coś złego. Jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii miał na boisku duże kłopoty. Jej diagnoza - Messi został dotknięty klątwą, która ma swoje korzenie w różnych kulturach w całej historii: "złe oko".

Setki czarownic na pomoc Messiemu i spółce. Wyszły z ukrycia

Martinez to samozwańcza argentyńska czarownica. Postanowiła sprawdzić, co się dzieje. Odmówiła modlitwę i do wody dodała kilka kropel oliwy. Jeśli krople byłyby rozproszone, to byłby to znak, że wszystko jest w porządku. Ale nie było. Oliwa zbiegła się do środka. Messi był przeklęty. – Zbiegło się to jak magnes. Wiedziałam, że sama nie będę w stanie go wyleczyć – powiedziała w rozmowie z "New York Timesem". Na Twitterze napisała: "Siostry uzdrawiające 'złe oko', Messi został dotknięty. Potrzebuję waszej pomocy".

Tak sformowała się argentyńska armia, której bronią są modlitwy, ołtarze, świece, amulety i płonąca szałwia. Nazywają się "brujas" i są czarownicami. Trenerzy ustalali taktykę, piłkarze grali, kibice śpiewali, a one przez cały mundial chroniły gwiazdę Argentyny i wszystkich jej kolegów.

- Myślimy o sobie jako agentkach, które z miłości mogą troszczyć się, chronić i siać szczęście – mówi Rocío Cabral Menna, 27-letnia czarownica i nauczycielka w szkole średniej w Rosario, mieście Messiego. Przed każdym meczem paliła liść laurowy razem z inskrypcją, którą był przewidywany wynik. Zawodnicy rywalizują na boisku, powiedziała, a w domu "opiekują się nimi czarownice".

Po porażce z Arabią kilka czarownic założyło grupę na WhatsAppie, aby instruować inne czarownice, jak pomóc drużynie narodowej. Nazwały to Argentyńskim Stowarzyszeniem Czarownic albo - mniej formalnie - "La Brujineta", co jest połączeniem słów "bruja" i "La Scaloneta", co jest przydomkiem kadry Scaloniego.

- Myślałam, że będzie co najwyżej 10 osób – powiedziała założycielka grupy, 23-letnia Antonella Spadafora, czarownica, która prowadzi sklep spożywczy w mieście w północno-zachodniej Argentynie. W ciągu kilku dni do grupy dołączyło ponad 300 osób. Popularność była tak wielka, że założyły konto na Twitterze. W tydzień zyskały 25 tys. obserwujących. - Zmęczyło nas bycie ukrytymi czarownicami — powiedziała Andrea Maciel, 28-letnia czarownica i graficzka z Buenos Aires.

Jak działają czarownice? Jak twierdzą, absorbują i pochłaniają całą złą energię, jaka otacza reprezentantów. I wymieniają ją na dobrą energię. Jak twierdzą, jest to poświęcenie, bo po rytuałach są wyczerpane. - Bóle i zawroty głowy, wymioty, bóle mięśni. Absorbujemy wszystkie złe wibracje. To bardzo męczy, ponieważ są to znane osoby, które mają wiele negatywnej energii od innych ludzi – twierdzi Spadafora. Czarownic było jednak na tyle dużo, że przed każdym meczem dzieliły się na grupy. Każda z ekip miała za zadanie chronić jednego piłkarza.

Martínez ma szereg metod ochrony drużyny narodowej, w tym praktykę polegającą na kołysaniu wahadłem lub drewnianym cylindrem na sznurku nad numerem na koszulce gracza, a następnie paleniu bawełny oblanej nalewką z jemioły. Powiedziała, że śledzi wiadomości o dolegliwościach graczy, a następnie używa wahadła, aby je złagodzić. - Wahadło jest najpotężniejszym narzędziem, jakie mam — wyjaśniła.

Martinez twierdzi, że podczas meczu 1/8 finału Argentyna – Australia doznała wizji. Widziała Juliana Alvareza cieszącego się z gola. O 17:13 napisała na Twitterze: "Julianie Alvarezie, chcę twojego gola", dodając emotikony świec i oczu. Cztery minuty później Alvarez trafił do siatki.

Na Mbappe klątwy nie działają

Wiele czarownic chroni swoich piłkarzy, ale oczywiście istnieje też ramię ofensywne tej organizacji. Rzucają klątwy na rywali. Zwłaszcza na bramkarzy. Jeden rytuał polega na zamrożeniu kartki z nazwiskiem gracza, wypowiedzeniu klątwy, a następnie spaleniu zamrożonej kartki tuż przed meczem. Ale ponoć zrezygnowano z tego przed finałem. Na Twitterze grupa ogłosiła, żeby nie przeprowadzać tego rytuału, bo "gracze Francji są chronieni przez ciemne byty", przez co klątwa może się odbić. Dodano, że we francuskiej ekipie, a zwłaszcza w Kylianie Mbappe, widziano "bardzo mroczne rzeczy".

Mbappe rzeczywiście okazał się mroczny. Strzelił hat-tricka i napędził mnóstwo strachu Argentyńczykom. Czarownice poleciły wszystkim tym, którzy się boją o losy meczu, żeby poszli się zrelaksować, bo "tylko szkodzą".

Niektóre kobiety twierdzą, że urodziły się ze specjalnymi zdolnościami, podczas gdy inne twierdziły, że rozwinęły umiejętności poprzez naukę. Kilka osób przyznało, że zaczęło praktykować czary w ramach rozwijającego się ruchu feministycznego w Argentynie, który rozpoczął się w 2018 roku walką o legalną aborcję. - Myślę, że wszyscy mamy w sobie magię — powiedziała Cabral Menna, czarownica z Rosario.

Przesądy w piłce to codzienność. "Wszyscy jesteśmy kompletnie szaleni."

Argentyńczycy zdają się w to wierzyć. Wiedźmy (tak również same siebie nazywają) nie są jedynymi, które próbują pomóc swojej drużynie, wykorzystując siły nadprzyrodzone. W dni meczowe wielu Argentyńczyków praktykuje przesądy mające na celu uniknięcie pecha dla ich drużyny. Często polega to na tym, że ludzie trzymają się dokładnie tej samej rutyny, jeśli drużyna wygrywa. Istotne jest to, gdzie oglądają mecz, z kim, w jakich ubraniach, przy jakiej głośności i na jakim kanale.

Adrián Coria, pierwszy trener Messiego w Rosario, powiedział, że pierwszą porażkę oglądał z rodziną w salonie. Potem jego żona i córka wysłały go do małej chatki na podwórku na drugi mecz. Oglądał tam mecze sam - do końca mundialu. Menna zdradziła, że wraz z matką oglądała pierwsze zwycięstwo Argentyny w sypialni swojej matki. – To jedyna część domu bez klimatyzacji. Jest bardzo gorąco. Ale nie zamierzamy się ruszać. Sergio Duri, właściciel restauracji w Rosario, gdzie widnieje podpis Messiego na ścianie, powiedział, że teraz ogląda mecze w swojej kuchni z jednym jamnikiem, podczas gdy jego żona ogląda w ich sypialni z drugim. - Jeśli to wyjdzie na jaw, wszyscy będą wiedzieć, że jesteśmy kompletnie szaleni.

Oczywiście najbardziej przesądni bywają piłkarze. Alejandro Gómez, Leandro Paredes i Rodrigo de Paul spacerują po boisku na godzinę przed rozpoczęciem meczu, żując cukierki. Tradycję tę zapoczątkowali w zeszłym roku, kiedy Argentyna wygrała Copa América.

Podczas finału wysyłały instrukcje co robić, żeby pomóc kadrze. Po meczu na profilu twitterowym czarownic zaczęło się święto. Zmieniły swoje zdjęcie profilowe, na którym dodały upragnioną, trzecią gwiazdkę. I wygląda na to, że przypisują sobie sporą zasługę przy tym sukcesie. "Reprezentacja Argentyny i La Brujineta mistrzami świata!" – czytamy na Twitterze. To, co jest pewne to to, że przeżywały cały turniej tak samo, jak wszyscy kibice Argentyny. Robiły to tylko na swój sposób.

Więcej o:
Copyright © Agora SA