Pozew zbiorowy przeciw angielskiej federacji. "Liczymy na fundamentalną zmianę w futbolu"

Grupa 30 byłych piłkarzy pozwie angielską i walijską federację piłkarską (FA) za zaniedbania w zakresie ochrony zawodników przed uszkodzeniami mózgu. Przez wieloletnie zagrywanie piłki głową zawodnicy cierpią na choroby neurologiczne.
Fot. Antonio Calanni / AP

Obie federacje mają zostać pozwane już w piątek. Wśród pozwanych ma znaleźć się też federacja zajmująca się tworzeniem oraz nowelizacją przepisów gry w piłkę nożną (IFAB). Pod pozwem podpisało się 30 zawodników w różnym wieku. Dziewięciu z nich ma zostać podanych do informacji publicznej.

Zobacz wideo Michniewicz: Nikt nie jedzie na mundial dla atmosfery

Do grupy piłkarzy należą zarówno gracze przed 40. rokiem życia, którzy niedawno skończyli karierę i wykryto u nich wczesną demencję, jak i starsi, w wieku od 50. do 70. lat, którzy od dłuższego czasu cierpią na choroby neurologiczne. 

Pod pozwem podpisały się też rodziny piłkarzy zmarłych na uszkodzenia mózgu. Wśród nich znaleźli się krewni mistrza świata z 1966 r. - Nobby'ego Stilesa. Ten cierpiał na przewlekłą demencję i zmarł dwa lata temu. John Stiles - syn zmarłego - od momentu śmierci ojca jest aktywnym członkiem kampanii na rzecz wprowadzenia zakazu główkowania w piłce nożnej.

- Prostępowanie sądowe będzie częścią kampanii na rzecz sprawiedliwości takich ofiar jak mój ojciec. Przy okazji liczymy na fundamentalną zmianę w futbolu. Zmianę, która uchroniłaby od chorób i śmierci tysiące zawodników - powiedział Stiles junior.

Pozew wskazuje, że władze angielskiej i walijskiej federacji oraz IFAB dopuściły się zaniedbań w 27 różnych obszarach. Chodzi tu m.in. o niezmniejszenie liczby uderzeń głową na treningach i meczach, czy niemonitorowanie i leczenie podejrzenia wstrząśnienia mózgu przy pomocy niezależnych lekarzy.

Zawodników wspiera "Head for Change", czyli organizacja charytatywna, która prowadzi kampanię na rzecz poprawy zdrowia mózgu we wszystkich dyscyplinach sportu i zapewnia wsparcie osobom dotkniętym chorobami neurologicznymi. "Head for Change" wezwała już FA i IFAB do wdrożenia 10 punktów ku poprawie bezpieczeństwa zawodników.

"Gdzie zostawili klucze? Co mieli kupić? Jak nazywał się sąsiad?"

"Dzieci byłych piłkarzy niemal identycznie relacjonują przebieg choroby swoich ojców: zaczynało się od tego, że zapominali o najprostszych sprawach - gdzie zostawili klucze, co mieli kupić w sklepie, jak nazywał się sąsiad. Z czasem stawali się coraz bardziej nerwowi. Później ktoś opowiadał żart, a oni nie wyłapywali puenty, zaczynali tracić wzrok, odizolowywali się. Choroba postępowała: nie rozumieli już, co mówią w telewizji, nikogo nie poznawali, wymagali nieustannej opieki" - pisał Dawid Szymczak ze Sport.pl.

"Ich bliscy słyszeli różne diagnozy: choroba Alzheimera, demencja, chroniczna encefalopatia pourazowa (CTE). Ojcowie umierali, zostawały po nich zdjęcia. I jeden szczegół przykuwał uwagę - jak często odbijają na nich piłkę głową. A stąd już niedaleko do pytania: może dlatego zachorowali?"

"Daleko jednak do odpowiedzi. Holenderski dziennik "NRC" przeprowadził śledztwo - oparte na rozmowach z ponad dwudziestoma informatorami, dostępie do poufnych maili i przeglądzie kilkudziesięciu opracowań naukowych - z którego wynika, że najważniejsze federacje i stowarzyszenia sportowe na świecie mają duży wpływ na przeprowadzanie badań dotyczących uszkodzeń mózgu w sporcie. Chodzi o FIFA, NHL czy NFL. Przyjmują postawę podobną do tej producentów tytoniu, którzy przez lata, na podstawie badań opłaconych naukowców, poddawali w wątpliwość, że palenie prowadzi do raka płuc i innych chorób. Federacje również powtarzają, że nie ma jednoznacznych dowodów, że wyczynowe uprawianie sportu może prowadzić do uszkodzeń mózgu. A kiedy znajdują się lekarze, którzy próbują wykonać niezależne badania i udowodnić, że tak właśnie jest, wysoko postawieni naukowcy związani z federacjami robią im pod górkę i odbierają wiarygodność". 

Więcej o: